Info

avatar Bloguje shovel z miejscowości Tychy. Przejechałem 16903.95 kilometrów w tym 3664.05 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.24 km/h i mam ją głęboko w dupie ;-)
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa


baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy shovel.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

0-50 km

Dystans całkowity:5069.54 km (w terenie 2039.04 km; 40.22%)
Czas w ruchu:268:58
Średnia prędkość:17.65 km/h
Maksymalna prędkość:71.40 km/h
Suma podjazdów:47615 m
Maks. tętno maksymalne:177 (90 %)
Maks. tętno średnie:140 (71 %)
Suma kalorii:11935 kcal
Liczba aktywności:210
Średnio na aktywność:24.14 km i 1h 23m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
33.53 km 18.00 km teren
01:42 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:56.20 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal

poweekendowy rozjazd

Wtorek, 21 września 2010 · dodano: 21.09.2010 | Komentarze 0

tak żeby nie zardzewieć, i pomóc ustawić znajomemu sprzęt który ode mnie odkupił...
traska do Katowic na hałdy, gdzie udało mi się przyprawić o "opad szczęki" bikera na wylajtowanym sztywniaku do XC kiedy podjechałem najbardziej stromy podjazd na tym terenie - jakieś 40-45 stopni nachylenia?

ogólnie, fajnie było.
następny nawrócony na fulle :-)

Dane wyjazdu:
45.30 km 38.00 km teren
04:25 h 10.26 km/h:
Maks. pr.:53.20 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2152 m
Kalorie: kcal

Barania Góra z Szczyrku przez Klimczok

Sobota, 18 września 2010 · dodano: 19.09.2010 | Komentarze 6

W końcu udało mi się zrealizować parę moich "małych celów" w Beskidzie Śląskim - zjechać czerwonym z siodła Klimczoka na Karkoszczonkę (tym razem się nie zgubiłem), przejechać ponownie trawers Beskidu idący czerwonym szlakiem, oraz - co chyba najważniejsze - zdobyć Baranią Górę.
track gps
Ze Szczyrku ruszyłem stosunkowo późno, bo około 10, co przełożyło się na późniejsze "gonienie", bo wiedziałem że od Skrzycznego Baranią będa atakować K4r3l z dziewczyną. Miałem nadzieję złapać ich w okolicy Malinowskiej Skały, niestety - nie udało się, i spotkałem się z nimi dopiero na Baraniej.
Ale nie uprzedzajmy faktów...
Podjazd na Magurę poszedł mi zdecydowanie lepiej niż dnia poprzedniego. Przyzwyczaiłem się już trochę do roweru, poza tym nawet te piątkowe kilkanaście kilometrów w górach trochę mnie rozruszało po blisko miesięcznej bezczynności.
Po zdobyciu Magury szybko zjechałem do siodła Klimczoka i od razu skierowałem się na czerwony szlak, tym razem uważnie patrząc na znaki aby go nie zgubić... okazało się że go po prostu przegapiłem - czerwony odchodzi w prawo wąskim singlem przez trawy,a w piątek pojechałem prosto w dół.
Sam ten odcinek singlowy był dla mnie średnio przyjemny. Było ok, do momentu kiedy nie zatrzymałem się aby zrobić parę fotek - przez kolejnych kilkadziesiąt metrów nie umiałem wsiąść na rower i nabrać tempa, bo szlak prowadzi po korzeniach wyciętych drzew, których pokonanie wymaga nabrania jakiejś prędkości...
po wjeździe w las było przez chwilę przyjemnie, po czym szlak zmienia się w koryto zwózkowe - najlepiej objechać lewą stroną po korzeniach - całkiem przyjemny zjazd.
Na Karkoszczonce zatrzymałem się na herbatę i uzupełnienie wody, której jakoś wyjątkowo mało zabrałem tym razem(podobnie jak i jedzenia).
Dalsza część na Salmopol minęła całkiem przyjemnie. Czerwony trawers odbijający przed Beskidem to jeden z fajniejszych singli w tej części Beskidu Śląskiego", niezbyt wymagający, przyjemny... Dość trudny na trasie jest podjazd na Kotarz, ale ogólnie udało mi się pokonać odcinek do przełęczy Salmopolskiej w 100% w siodle, chociaż niektóe podjazdy musiałem brać "na kilka razy" bo nie wyrabiałem kondycyjnie.
Przy okazji okazało się że Canyon w połączeniu z Talasem z możliwością skrócenia skoku do 110 mm rewelacyjnie podjeżdża, i jedyne co ogranicza możliwości terenowe tego roweru to moja kondycja..
Na Salmopol dotarłem po ok 1,5 godzinie, krótka przerwa na placki i wjazd na Malinów. Znowu - masakra, ciężko było jechać, ale wolałem jechać niż pchać... może z 20 metrów musiałem "cisnąć" ale ogólnie i tak jestem z siebie zadowolony.
Od tego miejsca w sumie szlak staje się trochę nudny - tylko kamienie, cały czas praktycznie otwarta przestrzeń i takie w sumie... nudy. W pamięc mi zapadła w zasadzie tylko jakaś kałuża, koło której chciałem przejechać a wbiłem się w mega-głębokie błoto i udało mi się "zamknąć" przedni amor...
kolejne ciekawsze miejsce to Zielony Kopiec. Dość trudny podjazd, stromy i kamienisty. W jednym miejscu (na fotce) skapitulowałem i prowadziłem kilkadziesiąt metrów.
Na Magurkę Wiślańską też podjeżdżało się dość trudno, ale z tego co pamiętam udało się ją zrobić "w siodle"... Ostatni zjazd i Barania... no co tu dużo gadać - rejon wygląda jak miejsce katastrofy ekologicznej. uschnięte drzewa, jakieś chore rośliny... no smutny widok generalnie.
Sam szlak na Baranią był zawalony drzewami, gdzie trzeba było przenosić rower. Ostatni męczący podjazd na szczyt... no i w końcu satysfakcja ze zdobycia. Na wieży widokowej spotkanie K4r3la z dziewczyną, podziwianie widoków... ale nie za długie, bo wiało zimnym wiatrem :)
Pamiątkowe foto i powrót..
Ja swoim zwyczajem pomyliłem szlak, zaczęłem zjeżdżać niebieskim do Wisły, na szczęście zostałem szybko przywołany do porządku :) Swoją drogą to zabawne że nie zorientowałem się że nie podjeżdżałem po żadnej ściance i chciałem dalej jechać tamtędy :P
Ogółem zjazd i podjazd na Magurkę Radziechowską minął na rozmowach i cykaniu paru pamiątkowych fotek.
Po rozdzieleniu dojechałem do szczyty Gaiki, gdzie zdecydowałem się odbić jednak żółtym w dół i na drogę biegnącą poniżej Malinowskiej Skały i Malinowa na Salmopol. Nie miałem już za wiele czasu, a słońce już chyliło się ku zachodowi.
Po parudziesięciu minutach byłem już na Salmopolskiej, gdzie z wielkim żalem skierowałem się na żółty szlak, jako jedyny który choć w części prowadzi terenem z tego miejsca...
no - co tu dużo gadać, długi to ten zjazd "W terenie" nie był, ale nawet miejscami dosyć trudny :) Dobre zwieńczenie dnia.
Po chwili byłem już przy samochodzie, otrzepywanie błota i do domu...
dist: 45.3, v-max teren 49.1 km/h, przewyższenia - 2152 metry.


Widok z podjazdu na Magurkę... zapowiadała się niezła pogoda :-)

czerwony szlak z Klimczoka na przełęcz Karkoszczonkę.. Byłoby nieźle, gdybym się nie zatrzymał na fotki:-)

i jeszcze jedno spojrzenie na czerwony - część niekorzenista:)

a tutaj już czerwony szlak trawersujący szczyt Beskidu... polecam!

rzut okiem "za siebie" - a tam Skrzyczne :)

fragment na Zielony Kopiec dość trudny do podjechania - na upartego da się, ale ja podchodziłem

panorama na Beskid Żywiecki

A tutaj już widok na Beskid Mały i Makowski...

Okolice Baraniej Góry - można doła złapać od samych widoków...

Ostatnie opady i wiatry zafundowały na trasie też "parę" urozmaiceń.

Widok z Baraniej Góry na Beskid Żywiecki..

.. i pamiątkowa fotka z K4r3l'em :)

Zjazd z Baraniej - K4r3l z dziewczyną "dostają po rękach" ;-)

mi się zjeżdżało trochę wygodniej :)

Canyon na tle Wisły


Dane wyjazdu:
12.80 km 8.00 km teren
01:15 h 10.24 km/h:
Maks. pr.:49.80 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:720 m
Kalorie: kcal

obiad na klimczoku

Piątek, 17 września 2010 · dodano: 17.09.2010 | Komentarze 4

Do końca się wahałem czy jechać w te góry czy nie... w końcu pojechałem.
Stwierdzilem że spróbuję zjechać czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę...
do Szczyrku dojechałem dopiero po 12tej, i pierwsze kilometry podjazdu asfaltem nie szły mi zbyt dobrze. pierwszy raz taki podjazd na nowym bike'u, grube opony (2,4 p/t) no i zbyt ciepłe ubranie - w szczególności spodnie - dawały się we znaki. na szczęście asfalt nie ciągnie się wiecznie, i kiedy tylko się skończył jazda zaczęła mi sprawiać prawdziwą frajde. jednak do tego są fulle stworzone, a nie do wgryzania się w beton...
wraz ze wzrostem wysokości rosła wilgotność, a na wysokości ok. 900 metrów wjeżdżało się w chmurę i strefę opadów.
Trochę przemoczony podjechałem do mojego ulubionego schroniska w tej cześci gór - na Klimczoku - gdzie zjadłem solidny obiadek (gulasz w zestawie - polecam!) i skąd ruszyłem w dalszą drogę...
niestety, czerwony szlak zgubiłem już po przejechaniu kilkudziesięciu metrów i zjechałem praktycznie 'na kreskę" drogami/korytami zwózkowymi do zielonego szlaku prowadzącego do Szczyrku...
jako że walczę z przeziębieniem, pogoda nie była zbytnio sprzyjająca, a dodatkowo droga powrotna niemal na pewno równałaby się pchaniu roweru, zdecydowałem się wrócić już do domu po tej krótkiej przejażdżce...
parę fotek
i track gps











Dane wyjazdu:
25.70 km 15.00 km teren
01:28 h 17.52 km/h:
Maks. pr.:44.10 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal

test ride

Czwartek, 16 września 2010 · dodano: 17.09.2010 | Komentarze 0

krótki test ride nowego bike'a
wypad na hałdy z Prążkiem...
Kategoria 0-50 km, z kims


Dane wyjazdu:
19.67 km 5.00 km teren
01:15 h 15.74 km/h:
Maks. pr.:35.70 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

błotna kapiel

Wtorek, 7 września 2010 · dodano: 17.09.2010 | Komentarze 0

błotna kapiel terrago w otmętach lędzińsko-klimonckich.
przy okazji starcie 2/3 okładziny z nowych klocków Zeita. Sux.
Kategoria 0-50 km, z kims


Dane wyjazdu:
49.40 km 16.00 km teren
04:14 h 11.67 km/h:
Maks. pr.:64.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1463 m
Kalorie: kcal

Beskid Mały / integracja ;-)

Środa, 25 sierpnia 2010 · dodano: 25.08.2010 | Komentarze 3

Spontaniczny wypad z Kubą - k4r3l@bikestats w Beskid Mały. W zasadzie, to co do tego że jedziemy zgadaliśmy się dosłownie parę minut przed południem, a chwilę po 14 byłem już w Andrychowie.

track gps

Początkowo straciliśmy trochę czasu na moje "regulacje' hamulców - z przodu i tyłu nowe klocki, które sobie trochę obcierały, dopompowanie amorka i ogólnie poskładanie roweru wyciągniętego z bagażnika.

Podjazd na przełęcz Kocierz zrobiliśmy asfaltem, Kuba prowadził po sobie-tylko-znanych bocznych drogach, ale to dobrze - było przynajmniej trochę zjazdów, trochę podjazdów, ogólnie - urozmaicenie.
Z Kocierzy pojechaliśmy początkowo czerwonym szlakiem w kierunku góry Zar, z którego jednak odbiliśmy na chwilę przed Beskidem, aby ominąć "ściankę płaczu" gdzie musielibyśmy pchać rowery. Objazd okazał się skuteczny - pchania ostatecznie było dosłownie tylko kilkadziesiąt metrów, i to w nie takim strasznym terenie.
Z czerwonego odbiliśmy pod Wielką Cisową Grapą (majestatyczną nazwę ma ta góra, nie ma co) na niebieski szlak, którym mieliśmy zjechac do Czernichowa.
Niestety, albo i stety - bo dalej nie wiemy co kryło się na niebieskim - przeoczyliśmy odbicie i zjechaliśmy do Tresnej żółtym szlakiem.
cała droga zjazdowa była dosyć urozmaicona, kamienie, korzenie, trochę (dosłownie trochę) bardziej gładkiej powierzchni... No i zielone kałuże, które swoją "mocą" przyciągnęły Kubę w pewnym momencie.
Były też i rynny, początkowo jechaliśmy w jednej z nich, a potem odkryliśmy wydeptane ściezki po bokach. Od razu jechało się lepiej :)

Ogólnie, odcinek wymaga koncentracji - nie jest może mega-trudny, ale trzeba w odpowiednich momentach przeskakiwać z jednej strony koryta, na drugą, odpowiednio wybierać drogę na kamieniach itp.

Po zjechaniu z żółtego podjechaliśmy asfaltem spowrotem na przełęcz Kocierz, tym razem od drugiej strony. Trochę się ten podjazd mi ciągnął, no ale cóż... dawno nie jeździłem.
Na szczęście przełęcz nie jest wysoko, szybko ją osiągnęliśmy i zjeżdżaliśmy już w półmroku zielonym szlakiem na przełęcz Beskid Targanicki, a póxniej już asfaltem do Andrychowa.

---
ogółem, rowerowo wycieczka udana. Z mniej przyjemnych zajść - po tym jak poprosiliśmy turystów o zdjęcie, młode dziwecze podając aparat Kubie nie odczepiło sobie sznurka, i ostatecznie aparat zaliczył "glebę", co niestety skończyło focenie na dziś (awaria).
Ja z kolei muszę coś zrobić ze swoim przednim SLX'em, bo już w ogóle nie ma najmniejszych szans na zrzucenie przez niego łańcucha na najmniejszą tarczę... luzy ma i ogólnie wykazuje awersję do cięzszej pracy :)

fotki (by k4r3l)

czerwony szlak. momentami zjazdy bardzo kamieniste - trzeba uważać...

a tutaj ostatni fragment objazdu "ścianki" na czerwonym. ostatnie kilkadziesiąt metrów - pchanie

a tu gdzieś się kulam:)

nie mogło zabraknąć wspólnego foto...

nazwa zobowiązuje - "żółty" szlak...
profil trasy:


Dane wyjazdu:
9.67 km 6.50 km teren
00:23 h 25.23 km/h:
Maks. pr.:44.20 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:130 m
Kalorie: kcal

w trupa

Poniedziałek, 23 sierpnia 2010 · dodano: 25.08.2010 | Komentarze 0

podjazd pod klimont, początkowo - kawałek w terenie, później zjazd w terenie.
Podjazd na zasadzie "pójść w trupa" czyli blat i pod górę ile fabryka dała. na ostatnim wystromieniu musiałem skapitulować i zwolniłem do 20 km/h....

zjazd z Góry Klimont terenem obecnie z jakiejkolwiek strony by się nie zabrać jest marny. wszystko pozarastane, do tego sporo piasku... nic szczególnego.
Kategoria 0-50 km, samemu


Dane wyjazdu:
13.43 km 1.00 km teren
00:30 h 26.86 km/h:
Maks. pr.:40.80 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

krótko po mieście

Piątek, 20 sierpnia 2010 · dodano: 25.08.2010 | Komentarze 0

krótki wyjazd do samochodu, który mi się popsuł w centrum miasta.
Kategoria 0-50 km, samemu


Dane wyjazdu:
36.84 km 20.00 km teren
01:47 h 20.66 km/h:
Maks. pr.:41.60 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:280 m
Kalorie: kcal

Przedweekendowa rozgrzewka

Piątek, 6 sierpnia 2010 · dodano: 06.08.2010 | Komentarze 2

Krótka wycieczka z Prążkiem, najpierw Klimont później Wzgórze Wandy, powrót przez Wartogłowiec. Ogólnie - przyjemnie.
sprawdziłem Trance'a od Adama na najbardziej stromym podjeździe na hałdach i spisał się rewelacyjnie. Tam gdzie ja na moim odpadałem, tam Trance wspinał się jak po sznurku.
Kategoria 0-50 km, z kims


Dane wyjazdu:
49.30 km 20.00 km teren
02:31 h 19.59 km/h:
Maks. pr.:50.10 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:379 m
Kalorie: kcal

Okolice Tychów

Czwartek, 22 lipca 2010 · dodano: 22.07.2010 | Komentarze 1

wycieczka wraz z Sylwią i Prążkiem.
Trasa: dom - os. M - Czułów - Katowice (błądzenie po lesie) - hałdy - zjazd do Lędzin - Klimont - Bieruń - Tychy

poza moją pomyłką nawigacyjną która wprowadziła nas w chaszcze, było chyba fajnie :) Track GPS