Info

Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa

Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Kwiecień2 - 0
- 2025, Marzec42 - 0
- 2025, Luty42 - 0
- 2025, Styczeń36 - 0
- 2024, Grudzień27 - 0
- 2024, Listopad32 - 0
- 2024, Październik35 - 0
- 2024, Wrzesień27 - 0
- 2024, Sierpień17 - 0
- 2024, Lipiec16 - 0
- 2024, Czerwiec18 - 0
- 2024, Maj24 - 0
- 2024, Kwiecień28 - 0
- 2024, Marzec30 - 0
- 2024, Luty21 - 0
- 2024, Styczeń12 - 0
- 2023, Grudzień9 - 0
- 2023, Listopad2 - 0
- 2023, Październik6 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień18 - 0
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2013, Maj1 - 2
- 2011, Listopad6 - 13
- 2011, Październik1 - 1
- 2011, Maj3 - 2
- 2011, Kwiecień3 - 0
- 2011, Marzec6 - 8
- 2011, Luty2 - 0
- 2011, Styczeń4 - 20
- 2010, Grudzień3 - 7
- 2010, Listopad7 - 34
- 2010, Październik8 - 27
- 2010, Wrzesień7 - 17
- 2010, Sierpień7 - 15
- 2010, Lipiec10 - 23
- 2010, Czerwiec9 - 9
- 2010, Maj3 - 0
- 2010, Kwiecień17 - 2
- 2010, Marzec4 - 3
- 2010, Luty7 - 3
- 2010, Styczeń6 - 7
- 2009, Czerwiec1 - 0
- 2009, Maj17 - 3
- 2009, Kwiecień25 - 2
- 2009, Marzec3 - 0
- 2009, Luty4 - 3
- 2009, Styczeń15 - 4
- 2008, Grudzień11 - 5
- 2008, Listopad24 - 39
- 2008, Październik27 - 9
- 2008, Wrzesień21 - 0
- 2008, Sierpień22 - 3
- 2008, Lipiec3 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
z kims
Dystans całkowity: | 5045.46 km (w terenie 2069.81 km; 41.02%) |
Czas w ruchu: | 251:58 |
Średnia prędkość: | 19.36 km/h |
Maksymalna prędkość: | 65.50 km/h |
Suma podjazdów: | 32914 m |
Suma kalorii: | 6721 kcal |
Liczba aktywności: | 112 |
Średnio na aktywność: | 45.05 km i 2h 25m |
Więcej statystyk |
Dane wyjazdu:
29.20 km
25.00 km teren
04:00 h
7.30 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1702 m
Kalorie: kcal
Rower:Nicolai Helius AM
Boracza - Lipowska - Romanka - Abrahamów
Piątek, 11 listopada 2011 · dodano: 13.11.2011 | Komentarze 4
Kapitalna trasa w świetnym towarzystwie. Zaliczony zielony z Lipowskiej w górę i w dół po raz kolejny (bo jest godzien bycia zaliczanym wielokrotnie;-) ), do tego genialny zjazd z Romanki niebieskim. Perła po prostu. Jest wąsko, stromo, sporo korzeni, sporo głazów, parę szybkich fragmentów, no i parę ścianek. Rewelacja, o ile oczywiście się ma odpowiedni rower i technikę:)
wycieczkę tradycyjnie zaczynamy od uphillu

Bodziek próbował pokonać półkę skalną na zielonym "do góry"...

z marnym skutkiem niestety

czasem skutek był jeszcze marniejszy;-)
Jako podjazd wybraliśmy asfalt na Boraczą, później zielony szlak do góry. Jak widać na powyższych fotkach, Bodziek próbował przejechać go cały... no, prawie mu się to udało.
Po dotaricu na Lipowską parę fotek i zjazd... oczywiście zielonym. Nie całość - tylko do znaczniejszego wypłaszczenia. Dalej i tak szlak już traci na swojej "soczystości", a tak naprawdę gwoździem programu miała być dzisiaj Romanka

zjazd zielonym

z Rysianki widoki przednie...

panoramka by Bodziek
Po dotarciu na Rysiankę krótka pauza na popas (zupka) i zjeżdżamy w kierunku Romanki. Niestety - ja łapię kapcia, rozcinając Fat Alberta od góry... Bywa.
Uphill na Romankę idzie dość sprawnie. myślę że 3/4 w siodle, więc "krzywdy nie ma", a pchania jakiegoś okrutnego nie było.
Na Romance którka pauza i zjeżdzamy... kapitalnym szlakiem! jeśli ktoś ma jakieś umiejętności, wie że trzeba opuścić siodło na zjazd, to naprawdę polecam... chociaż może nie solo, bo jednak krzywdę można sobie zrobić.

w drodze na Romankę fot. bodziek

niebieski z Romanki fot. bodziek

agrafka fot. bodziek

w takich miejscach lepiej nie zjeżdżać ze szlaku...

nie samym hardkorem człowiek żyje

Tomeczek walczy z jedną ze ścianek
Po zjechaniu niebieskim wbiliśmy na czerwony, jednak jechaliśmy jego "starym przebiegiem", czyli zamiast odbijać zaraz za słowianką w nowy czerwony/czarny rowerowy podeszliśmy wyżej i pojechaliśmy już niestety dość zarośniętym singielkiem. Warto:)
Dalej to już tylko szuterki przez Abrahamów, tam też jeszcze spotkała nas mała niespodzianka...

stary czerwony szlak

tam dzisiaj też byliśmy

niespodzianka
ogólnie, tripik bardzo udany. Dzięki Bodźkowi za fotki - zrobił ich całą masę... wszystkie foty w formacie 16:9 są jego, ja tylko je potem lekko obrobiłem.
Ekipa dopisała, nie było marudzenia, za to był kawał solidnego jeżdzenia, co prawda w ujemnych temperaturach, ale to nie jest ważne:) Ważne że było MEGA
na zakończenie link do galerii, filmik i track gps:
wszystkie fotki do obejrzenia Tutaj
track gps
Kategoria 0-50 km, beskid żywiecki, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
34.48 km
20.00 km teren
02:20 h
14.78 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal
Rower:Nicolai Helius AM
wzgórze wandy
Wtorek, 8 listopada 2011 · dodano: 12.11.2011 | Komentarze 0
takie tam jeżdżenie po trasce na wzgórzu wandy, + dojazd - tam lasem przez wygorzekle, spowrotem przez lędziny.jakieś filmiki nagrałem więc może jakieś wideło z tego sklecę w najbliższych dniach
Kategoria 0-50 km, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
20.00 km
20.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:900 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Wojaże w B.Małym - grupa Magurki Wilkowickiej...
Poniedziałek, 25 kwietnia 2011 · dodano: 26.07.2011 | Komentarze 0
Wycieczka w "stałej", 4 osobowej ekipie w okolice Beskidu Małego. Zaliczyliśmy "klasyka" w postaci zjazdu z Magurki przez Rogacz, oraz koszmarną ulewę. Mi się w schronisku ciśnienie podniosło, bo myślałem że zgubiłem portfel z dokumentami, na szczęście zostawiłem w samochodzie...parę fotek:

jeśli wycieczka zaczyna się od snejków, wiedz że coś się dzieje....

jeden z ciekawszych zjazdów w Beskidzie Małym. Zresztą - częściowo tymi szlakami przebiegał jeden z OS'ów tegorocznego Enduro Trophy w Bielsku Białej

a tu przy Chatce na Rogaczu...

a tutaj nawet się na zdjęcie załapałem... :)
reszta fotek tutaj
Kategoria 0-50 km, beskid mały, góry, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
25.00 km
23.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1600 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Kartonierski Beskid Śląski
Niedziela, 10 kwietnia 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 0
25 bardzo treściwych kilometrów. Start z Brennej - Kartonowego domku letniskowego. Na dzień dobry - wypych na błatnią jakoś bez szlaku... coś popieprzyliśmy, więc z ciężkiego wypychu zrobił się bardzo ciężki.Na Błatniej wiało jak diabli, więc nie czekając długo zjechalismy w dół szlakiem Harcerskim, na którego końcu zdecydowalismy się wracać spowrotem na Błatnią.
Znowu "nowy" szlak, znakowany "S"kami na drzewie. W sumie to chyba najszybszy teleport na Błatnią, choć nie najłatwiejszy - stromizna w wielu miejscach zrzuca z siodła...
Na Błatniej jazda do schroniska, później zjazd "poza szlakiem" do Karkoszczonki, skąd czerwonym trawers Beskidu i później jakąś tajemną, Kartonierską ściezką kawałek. Choć ścieżka to za dużo powiedziane...
W dół szutrówka, powrót do Kartonowego domku i wyjazd...
fajnie było, chociaż podjazdy mocno podchodzone były:)
parę fotek:

Wygląda pięknie, nie? A wiało jak diabli...

tzw. "harcerz"
o a tu nawet moje dupsko widać :-)
nienagannie dobite zawieszenie:)
więcej fotek tutaj oraz tutaj
Kategoria 0-50 km, beskid śląski, góry, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
20.00 km
10.00 km teren
02:00 h
10.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:350 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Simota z T. Dębcem
Piątek, 1 kwietnia 2011 · dodano: 26.07.2011 | Komentarze 0
kręcenie się z Tomkiem Dębcem po jurze... 2x zjazd wąwozu simota i jakieś mniejsze pierdółki. Ogólnie niewiele pamiętam, bo wpis zdecydowanie zbyt późno uzupełniam:/Dane wyjazdu:
28.78 km
22.00 km teren
02:02 h
14.15 km/h:
Maks. pr.:35.70 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 80 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
eksploracja lasów
Sobota, 12 marca 2011 · dodano: 12.03.2011 | Komentarze 2
wycieczka na pograniczu Tychów i Katowic. Eksploracja terenu na południe od hałd na wzgórzu Wandy. Bardzo błotnie:)ogólnie to mam sporo zaległości bikestatsowych. nie wprowadziłem kilku zimowych wycieczek a tutaj wiosna idzie wielkimi krokami...
Dane wyjazdu:
22.00 km
18.00 km teren
03:20 h
6.60 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:860 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Zimowe Skrzyczne i Klimczok
Niedziela, 30 stycznia 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 2
Styczniowy wypad z niezawodną ekipą EMTB - Beatą, Kartonierem i Spoonmanem.Wyjazd pod znakiem pięknej pogody i zdziwionych (obecnością rowerzystów) turystów.
Plan - wjazd wyciągiem na Skrzyczne, zjazd do Buczkowic czerwonym szlakiem oraz późniejsze zjedzenie obiadku na Klimczoku (świetna kuchnia - polecma) zrealizowany został w 100%.
Nawet w 101, bo jeszcze nightride doszedł...

widoczki tego dnia rządziły...

czerwony szlak do Buczkowic był tego dnia wyjątkowo nieprzyjazny rowerom. Sprzyjało to podziwianiu:-)

na przykłąd takich krajobrazów...
Ogólnie warunki do jazdy były bardzo dobre, pomijając sam górny fragment szlaku do Buczkowic. Tam to naprawdę była walka o każdy metr. Im niżej tym przyjemniej się jechało.
Ogólnie w tym roku zima w górach bardziej sprzyjała rowerzystom aniżeli narciarzom. A ja znowu miałem wymówkę żeby nie nauczyć się jeździć...

tutaj trochę niżej - dalej w kierunku Buczkowic...

a oto Beatka - enduro bikerka która zawitała do nas aż z Krakowa;-)

zachód słońca złapał nas na podjeździe na Klimczok. Napędzała nas wizja obiadu:-)

... który nas trochę rozleniwił.
a poniżej filmik z wycieczki. Trochę długo, ale niektórzy twierdzą że warto ;-)
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
14.00 km
14.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:42.50 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
w Góry na Gaiki z EMTB
Niedziela, 23 stycznia 2011 · dodano: 09.02.2011 | Komentarze 1
Kilometry podane orientacyjnie, czasu jazdy nawet nie zgaduję ;-)Ot taka wycieczka integracyjna, wspomagana zewnętrznie - busik Harry'ego służył nam za 'wyciąg drogowy' który nas zawiózł najpierw na przełęcz Przegibek, a później - po dwukrotnym zaliczeniu Gaików (raz sami się "wtaszczyliśmy!" ;-) w okolice Magurki gdzie zwiedzaliśmy lokalne ścieżki i pomagaliśmy wypchać najpierw z choinki jakiegoś Suzuki SX4, a później ratowaliśmy przed spadnięciem w przepaść busik Harrego. Enduro pełną gębą, nie ma co;-)
ale po kolei...

Busik Harrego i część ekipy - było nas łącznie 8 sztuk...
... wystartowalismy z tradycyjnym opóźnieniem z bielska około 10:30. Najpierw busikowy teleport na Przegibek, później podjazd na Gaiki.
Tak - podjazd :-) Większość drogi dało się jechać, chociaż sypiący od rana śnieg coraz bardziej utrudniał jazdę. Ostatecznie na Gaikach znaleźliśmy się za około pół godziny. Chwila pauzy - ubieranie ochraniaczy, kamerki ;-) i innych takich i zacznynamy zjazd "legendarnym niebieskim".
fragment zjazdu z Gaików - prostsze fragmenty na dole

na Gaikach...

jako kamerzysta nie robiłem fot - przez to dzisiaj prawie same moje;-)

... a lekko nie było.
Niedługo przed końcem szlaku odbiliśmy w lokalesom-tylko-znane drogi leśne i zaczęliśmy mozolny podjazd/podejście na Gaiki z drugiej strony.
Tym razem czas wejścia był dłuższy, ale to też zrozumiałe ze względu na nieprzetarcie szlaków.

mało przyjemne podejscie
Po ponad godzinie dotarliśmy na szczyt skąd zaczęliśmy dośc szybko zjazd czerwonym szlakiem. Co tu dużo gadać - był flow :)
Dużo przyjemnych fragmentów, szybkich, poprzerywanych krótkimi technicznymi odcinkami.
To co tygryski lubią najbardziej

... mieliśmy tez jedną Endurową Tygrysicę w składzie ;-)

na zjeździe czerwonym jest wiele miejsc gdzie można przyspieszyć...
Filmik na Vimeo
Po zjechaniu czerwonego nie pozostało nam nic innego jak tylko transport do samochodów i ponowny wjazd busikiem na Magurkę, tym razem w celu penetracji sekretnych scieżek :)
Niestety na dole ekipa się trochę wykruszyła, ostatecznie na Magurkę pojechało nas 6 osób.
Podróż była z przygodami - busik Harrego mimo łańcuchów średnio sobie radził z grubą warstwą świeżego puchu, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło do jego postawienia bokiem.... ale popchaliśmy i harry zjechał.
Dalej trafiliśmy na lokalne ściezki prowadzące przez bardzo urozmaicony teren...co tu dużo gadać - rewelacja. Było wszystko - muldy, ścianki, odcinki szybkie i techniczne...
Ogółem wypad bardzo udany, jak i wszystkie w dobrym towarzystwie :)
Kategoria z kims, góry, w większej grupie, 0-50 km
Dane wyjazdu:
27.00 km
22.00 km teren
04:12 h
6.43 km/h:
Maks. pr.:44.90 km/h
Temperatura:-4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1150 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Posylwestrowe "Odprocentowanie" z EMTB
Niedziela, 2 stycznia 2011 · dodano: 06.01.2011 | Komentarze 15
Wycieczka "posylwestrowa" z ludźmi z najlepszego forum rowerowego w polsce - EMTB ;-)O poziomie integracji forum może świadczyć fakt że tego "ciężkiego" poranka na parkingu pod Dębowcem zjawiło się 14 osób, a część z nich dojechała na miejsce pokonując samochodem okolice 100 kiloemtrów.

jedna z bojówek endurowych na podjeździe ;-)

podjazd na Szyndzielnie... po raz który to?
Start umówiony był na 10, i w okolicach tej godziny ruszyliśmy z Dębowca na Szyndzielnię. Podjazd szedł całkiem sprawnie jak na tak dużą grupę i warunki zimowe.
Po drodze było trochę "zabawy" - w szczególności w formie turnieju "enduraki tańczą na lodzie". Zwycięzcą konkursu został Kondi, który jako jedyny przejechał na zwykłych oponach lód bez gleby. Sretsam również pokonał tą przeszkodę, ale został zdyskwalifikowany ze względu na kolce :)

Arepo tańczy na lodzie ;-)
moja gleba
Podjazd na Szyndzielnię idzie całkiem sprawnie, i po niewiele ponad godzinie cała grupa znajduje się przy schronisku. Po krótkiej pauzie jedziemy w kierunku miejsca docelowego - Klimczoka i tamtejszego schroniska.
Przejezdność szlaku była całkiem niezła, pomijając ostatnie podejście na szczyt Klimczoka - sporo luźnego sniegu utrudniało wjazd - w efekcie na szczyt "w siodle" wjechali tylko Kondi i Harry.

tuż przed szczytem Klimczoka

nasze miejsce docelowe

A tyle nas było...

zjeszcze widoki ;-)
Po robieniu pamiątkowych zdjęć na Klimczoku przyszedł czas na zjazd. Najpierw zjechali fotografowie którzy się okopali w różnych częściach stoku, później przyszła kolej na nas...
Coś tam Pan wyciągowy na nas fukał, ale jakoś bez większego przekonania.
A zabawa była przednia:-)

zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam

zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam

zjazd z Klimczoka - fot. Spoonman
W schronisku dość sporo ludzi, ale szczęśliwie udało nam się znaleźć miejsca siedzące. Obiad, rozmowy... po około godzinie zbieramy się w kierunku Szyndzielni - ten kierunek (w dół) nastrawiał dosyć pozytywnie :)
przejazd spod schroniska

chwila pauzy między Klimczokiem a Szyndzielnią
Podczas jazdy na Szyndzielnię po raz kolejny udało mi się solidnie przydzwonić. A specjalnie zrobiłem lukę do ludzi przede mną bo wydawało mi się że za wolno jadą...
Na Szyndzielni chciałem dopompować tylne koło i w ramach urozmaicenia urwałem wentyl z nowej dętki Fossa. Pech to pech. Na szczęście zmianę wykonałem ekspresowo :)
Dalsza część zjazdu to zielony szlak z późniejszym odbiciem na traskę DH w Wapienicy.
Ten przejazd szedł mi średnio, zaliczyłem jeszcze ze 2 gleby, ale i tak było nieźle.

szkoła noszenia rowerów im. shovela -> podejście na Cyberniok
Jedynie późniejszy przejazd z Wapienicy spowrotem pod Szyndzielnię (asfaltem) był średnio przyjemny.
Na parkingu pod Dębowcem pożegnaliśmy większość ekipy i w okrojonym, 5-cio osobywm składzie pojechaliśmy w kierunku wyciągu, a tam - korzystając z wygód - na szyndzielnię, skąd później zjeżdżaliśmy "nightride'owo".
Ten drugi zjazd- w całości zielonym szlakiem - był dla mnie zdecydowanie przyjemniejszy, szybszy i ogólnie - lepszy. Może to że poprzedni zjazd był bardziej "rwany" (duża grupa, czekanie) i brakowało mi flow...
Niestety na samym końcu, przy zjeździe z Dębowca zostałem pierwszym z EMTB który przysnejczył Fossa. Coś pecha mi przyniosły te dętki ;-)
ale snejk był uzasadniony - przy ~40 km/h wpadłem w duży kamień, bo patrzyłem się gdzie Kondi jedzie żeby mu drogi nie zajechać wyjeżdżając z bocznej ścieżki.
Efekt wpadnięcia na kamień to wgniecenie na obręczy, boczne bicie, przebita dętka i wgniot na ramie.
No ale... w tej sytuacji ta dętka miała prawo "pójść"

tradycyjne foto pamiątkowe
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Świetna atmosfera, niezapomniane miny turystów , którzy nie spodziewali się rowerowej "świętej inkwizycji" w górach, no i w trochę ruchu ;-)
Sezon się dobrze zapowiada.

profil
Track GPS
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
11.50 km
11.50 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Enduro Sylwester 2010/2011
Sobota, 1 stycznia 2011 · dodano: 05.01.2011 | Komentarze 2
Dość spontaniczny to mało powiedziane.O tym że jadę w góry na Sylwester zadecydowałem 30 grudnia o 23:00. Spoonman planował taki wyjazd ale nie umiał nikogo wyciągnąć więc... no cóż, dałem się wyciągnąć :-) Zresztą - ze mną jak z dzieckiem - za rączkę i w góry.
W samego Sylwestra dołączył do nas Kartonier... Spoon podołał wyzwaniu i załatwił większe auto.
Chłopaki podjechali po mnie po 20... spóźnieni! Ja to spóźnienie jeszcze pogłębiłem wyciągając ich na herbatkę.
W końcu pojechaliśmy ode mnie około 21, po małych perturbacjach związanych z pakowaniem 3 dużych rowerów i 3 dużych ludków do jednego Opla Merivy ;-)
Dało radę:)
Start z Rzyk około 23, na Leskowiec wjeżdżali / szli / wjeżdżaliśmy czarnym szlakiem, przechodząc później w serduszkowy (przejezdny!) i czerwony (względnie przejezdny)
Niestety nie zdążyliśmy na powitanie Nowego Roku na szczycie Leskowca - zdążyliśmy na Groń Jana Pawła II

jeśli użyjecie trochę wyobraźni - zobaczycie fajerwerki:-)
Po chwili spędzonej na fotografowaniu i oglądaniu wybuchów petard "pociągnęliśmy" jeszcze parę metrów w górę po to, aby zjechać pod schronisko.
W tym miejscu ja zaliczyłem 1 spotkanie z choinką w Nowym Roku, ale sam przyjazd na rowerze zrobił na gawiedzi niezłe wrażenie (jeden z uczestników imprezy jak mnie zobaczył na rowerze wybąkał "ja pier**le, ja dzisiaj więcej nie piję..."
Po chwili zjechali na miejsce Spoon i Kartonier, mimo "błagań" ;-) nie pożyczyliśmy rowerów, i pojechaliśmy na Leskowiec gdzie spotkaliśmy 4 osobową grupkę witającą Nowy Rok na szczycie - pozdrawiamy!
I dziękujemy za tą odrobinę alkoholu - grzańca - bo nie mieliśmy nic ze sobą, a tak przynajmniej jakiś 'pseudo-toast' był
Po chwili rozmowy i udostępniania naszych rowerów na potrzeby fotografii ;-) zabraliśmy się za cykanie fotek i przygotowywanie do zjazdu.

ekipa Sylwestrowa - Spoonman, Kartonier, ja
Pierwszą glebę zjazdu oczywiście musiałem zaliczyć ja, no bo któż by inny? :-)
No nic, pozbierałem się i jedziemy dalej. Zjeżdżaliśmy tą samą drogą którą wjeżdżaliśmy. Na górze trakcja była dosyć marna, za to było parę zabawnych sytuacji - jak choćby mój obrót o 180 stopni przy ~30 km/h... do teraz nie wiem o co chodziło i jak to się stało że zamiast jechać do przodu stałem obok trasy w kierunku "podjazdowym".

Spoonman na czarnym szlaku
W międzyczasie się okazało że Kartonier jest zjazdowcem zimowym niekulawym, i gonienie go było moją ambicją tej nocy.
Całkiem sprawnie mi to szło, nie licząc kilkudziesięciu podpórek ;-)
Zjazd minął nam zbyt szybko, przez co zdecydowaliśmy się podejść ponownie kawałek czarnym i pobawić się trochę oraz porobić zdjęcia.
W dolnym odcinku śniegu było mało, trakcja względnie dobra... można było się pokusić :)

ach ci paparazzi...

Spoonmana też upolowali!
Po dłuższej zabawie stwierdziliśmy że czas się zbierać... spod Leskowca zebraliśmy się grubo po 4, do domu dotarłem przed 6..

pakowanie
Wyjazd - jak większość spontanów - świetny. Doborowe towarzystwo (choć nieliczne), dużo zabawy, może nie za wiele kilometrów, ale od czegoś rok trzeba zacząć:)
Kategoria 0-50 km, góry, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami