Info
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień15 - 0
- 2026, Marzec26 - 0
- 2026, Luty25 - 0
- 2026, Styczeń24 - 0
- 2025, Grudzień33 - 0
- 2025, Listopad33 - 0
- 2025, Październik24 - 0
- 2025, Wrzesień22 - 0
- 2025, Sierpień30 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec25 - 0
- 2025, Maj30 - 0
- 2025, Kwiecień27 - 0
- 2025, Marzec42 - 0
- 2025, Luty42 - 0
- 2025, Styczeń36 - 0
- 2024, Grudzień27 - 0
- 2024, Listopad32 - 0
- 2024, Październik35 - 0
- 2024, Wrzesień27 - 0
- 2024, Sierpień17 - 0
- 2024, Lipiec16 - 0
- 2024, Czerwiec18 - 0
- 2024, Maj24 - 0
- 2024, Kwiecień28 - 0
- 2024, Marzec30 - 0
- 2024, Luty21 - 0
- 2024, Styczeń12 - 0
- 2023, Grudzień9 - 0
- 2023, Listopad2 - 0
- 2023, Październik6 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień18 - 0
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2013, Maj1 - 2
- 2011, Listopad6 - 13
- 2011, Październik1 - 1
- 2011, Maj3 - 2
- 2011, Kwiecień3 - 0
- 2011, Marzec6 - 8
- 2011, Luty2 - 0
- 2011, Styczeń4 - 20
- 2010, Grudzień3 - 7
- 2010, Listopad7 - 34
- 2010, Październik8 - 27
- 2010, Wrzesień7 - 17
- 2010, Sierpień7 - 15
- 2010, Lipiec10 - 23
- 2010, Czerwiec9 - 9
- 2010, Maj3 - 0
- 2010, Kwiecień17 - 2
- 2010, Marzec4 - 3
- 2010, Luty7 - 3
- 2010, Styczeń6 - 7
- 2009, Czerwiec1 - 0
- 2009, Maj17 - 3
- 2009, Kwiecień25 - 2
- 2009, Marzec3 - 0
- 2009, Luty4 - 3
- 2009, Styczeń15 - 4
- 2008, Grudzień11 - 5
- 2008, Listopad24 - 39
- 2008, Październik27 - 9
- 2008, Wrzesień21 - 0
- 2008, Sierpień22 - 3
- 2008, Lipiec3 - 0
Dane wyjazdu:
36.84 km
20.00 km teren
01:47 h
20.66 km/h:
Maks. pr.:41.60 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:280 m
Kalorie: kcal
Przedweekendowa rozgrzewka
Piątek, 6 sierpnia 2010 · dodano: 06.08.2010 | Komentarze 2
Krótka wycieczka z Prążkiem, najpierw Klimont później Wzgórze Wandy, powrót przez Wartogłowiec. Ogólnie - przyjemnie.sprawdziłem Trance'a od Adama na najbardziej stromym podjeździe na hałdach i spisał się rewelacyjnie. Tam gdzie ja na moim odpadałem, tam Trance wspinał się jak po sznurku.
Dane wyjazdu:
76.70 km
55.00 km teren
07:55 h
9.69 km/h:
Maks. pr.:55.50 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2770 m
Kalorie: kcal
Żurawnico - p.... się!
Niedziela, 1 sierpnia 2010 · dodano: 01.08.2010 | Komentarze 1
Wyjazd planowany od dłuższego czasu, ale pogoda nie pozwalała. Trasa planowana była nieco inna, wyszło jak wyszło..track gPS
Do Andrychowa dojechałem chwilę po ósmej. Po rozpakowaniu pod PKO ruszyłem w kierunku Rzyk, gdzie pobłądziłem lekko (nie zauważylem zjazdu na czarny szlak), no ale chwilę później się odnalazłem i kontynuowałem jazdę, ups... wędrówkę pod górę. Pierwsze 500-600 metrów czarnym to pchanie - duże nachylenie, sporo luźnych kamieni, korzenie. Jako zjazd - pewnie fajny, techniczny i wymagający koncentracji.. do podjechania jednak to on nie jest.
Po tych kilkuset metrach szlak się wypłaszcza i już w przyjemniejszej formie wiedzie mnie tuż pod Groń JP2, gdzie na chwilę szlak opuszczam żeby objechać sobie singlem pod schronisko. Tam króciutka przerwa i zjazd czerwonym szlakiem w kierunku Krzeszowa... zjazd w górnej partii świetny - można szybko, jest parę technicznych miejsc, ale ogólnie - kupa frajdy i można było trochę 'przycisnąć' nawet w mokro-błotnych warunkach.
Niżej nie było już tak rewelacyjnie - dużo błota zrobiło swoje, w dodatku częścią szlaku płynął strumyczek, który w dalszym ciągu zmienił się w prawdziwą rzeczkę (jechało się środkiem tego mając wodę po pedały. Po zjeździe do Krzeszowa pojechałem na Żurawnicę, którą zaplanowałem jako część do zjechania z Beskidu Makowskiego (celem było 'zahaczenie' o 3 beskidy w jednym wyjeździe (mały, makowski, żywiecki)). Asfaltowy podjazd na osiedle pod żurawnicą już daje w kość - miejscami naprawdę stromo. Tradycyjnie szlak słabo oznakowany, przez co przegapiłem zjazd i musiałem się cofać. Po wjechaniu na czerwony szlak już po kilkunastu metrach musiałem zsiąść z roweru i prowadzić. W zasadzie z 80% drogi na żurawnicę prowadziłem / niosłem rower. byłem już wtedy na siebie wkurzony że tamtędy pojechałem, jeszcze przed tym jak zobaczyłem ostatni stromy, skalisty odcinek gdzie musiałem rower wrzucić na plecy (tak z 60 stopni nachylenia na ostatnich 30m?) OK. Wniosłem, jest nadzieja że będzie lepiej. Jest bardziej płasko... no niestety jest też bardzo bagniście. i komary, muszki - to całe latające gówno. Jeszcze w życiu w takich ilościach nie widzialem owadów, nie można było stanąć, bo wokół nas był dźwięk jakby latały w powietrzu bombowce.
Jakoś na trawersie złapałem pierwszą glebę dzisiejszego dnia, gdy profil szlaku "zniósł mnie" w dziurę, co poskutkowało OTB, nie jedynym zresztą dzisiaj. Do zjazdu na przełęcz Carchel witam się z ziemią jeszcze jeden raz, gdy zjeżdżając po kamieniach w pewnym momencie tylna opona "uślizgnęła się" na zamszonym, mokrym kamieniu.
Dalsza część jazdy podjazdowo nie była tragiczna, jednak 2 gleby w przeciągu kilkunastu minut zrobiły swoje - już trochę obolały, i nadto ostrożny zjeżdżałem dalej. nie trzeba było dlugo czekać - na stromym zjeździe pojechałem za wolno i zjeżdzając z kamieni zaliczyłem kolejne OTB - tym razem o tyle nirzpeyjemne że przyłożyłem piszczelami o kamienie. od tego momentu będę je czuć do końca wycieczki.
Dalszy ciąg to kolejne 2, mniejsze gleby, w zasadzie jedno to nie była gleba a drzewo, które swoimi gałęziami zrzuciło mnie z siodła.
ogólnie, szlak zielony, z Żurawnicy do Suchej w dzisiejszych warunkach (mokro po tygodniue ulew) nie nadawał się za bardzo do jazdy. Praktycznie na całej długości opony topiły się na 5 cm w błocie / ściółce, a podczas zjazdu przy hamowaniu zsuwało się podłoże ze sobą. "Na sucho" byłby to dobry, dośc techniczny odcinek, ale "na mokro" - prawdziwa katorga
OK, zjechałem w końcu do Suchej Beskidzkiej, (a właściwie nie takiej bez Kickiej, bo po drodze widziałem sporo zająców w lesie), gdzie tradycyjnie nie umiałem znaleźć szlaku prowadzącego na Przyslop, a jak już go znalazłem to okazało się że mogłem go jeszcze nie szukać - spory kawał prowadzenia po zabłotnionej, zatrawionej łące (nachylenie w okolicach 30 stopni), a po jakimś czasie szlak się łączy z drogą asfaltową, którą można było spokojnie tam wjechać, aż do cześci oznaczonej jako wspólny szlak czerwony / rowerowy (okolice dz. Podksięże). No cóż - na błedach się czlowiek uczy... dalsza częśc już przyjemniejsza. Trasa przejezdna, trochę zabłocona i śliska, ale dało się jechać.
Po drodze spokalem GOPR'owca, który mówił jak go wkurzają motocykliści jeżdżący po szlakach itp, i namawiajacy mnie do zjechania do zawoji na nocleg... może kiedyś?
W Przysłopiu, przy wydatnej pomocy sklepikarki gdzie kupowałem wodę, po raz kolejny pomyliłem szlak - zamiast zjeżdżać czerwonym i wbijać na pomarańczowy na pasmo jałowca, ja się cofnęłem ok 1,6 km, a jak się zorientowałem że sie pomylilem, nie chciało m isię już tracić strconej wysokości i pojechałem niebieskim szlakiem do Stryszawy i dalej do Krzeszowa. Stamtąd zdecydowalem się ruszyć zielonym na Łamaną Skałę. Pierwszy odcinek dość przyjemny, mimo ogromnego już wtedy zmęczenia (ta Żurawnica naprawdę mnie sporo kosztowała) dało się jechać. Po przeprawie przez strumyk przy asfaltowej części zielonego na Łamaną trochę się zamoczyłem - wysoki poziom wody i brak jakiegokolwiek mostka wymusił małą stopo-kąpiel ;-) zaczął sie właściwy podjazd pod Łamaną. najpierw trocę terenem / asfaltem (przejezdne), a później niestety pchanie po rumowisku. Nawwet na sucho nie ma tam specjalnie szans na wjechanie - stromo, bardzo dużo luźnyc jkamieni wielkości pięści, gdzieniegdzie korzenie.
Ogólnie od połowy tego odcinka "pchającego" na zielonym zaczeła się walka z psychiką, która mówiła że pierdzieli to wszystko, i chce do domu, a najlepiej to w ogóle siąść w miejscu i wszystko olać.
Jakoś udało mi się dopchać do wyrównania terenu, dalej już w miarę dało się jechać do skrzyżowania zielonego z czerwonym... w życiu nie sądziłem że tak się ucieszę na widok tych czerwonych oznakowań:) Dalsza część - mocno bagnista - przebiegła bez większych przygód, jednak zmęczenie i ból nadgarstków i dupska zmusił mnie do zjazdu z kocierskiej asfaltem, zamiast terenowego zielonym szlakiem.. może będzie jeszcze okazja;)
Ogólnie wyjazdu nie mogę zaliczyć do udanych. Pchanie roweru ejst zdecydowanie bardziej męczące niż jazda na nim, a w sumie kilka kilometrów go w ten sposób transportowałem. ale to moja wina - za bardzo kierowałem się oznaczeniami szlaków, a za mało instynktem samozachowawczym - powinienem więcej używać asfaltu do podjazdów :)
o dziwo nie padało...
suma podjazdów realnie większa niż na tracku, podobnie jak i trasa dłuższa - everytrail ma ograniczenie ilości punktów wczytywanych, stąd różnice...
Dane wyjazdu:
49.30 km
20.00 km teren
02:31 h
19.59 km/h:
Maks. pr.:50.10 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:379 m
Kalorie: kcal
Okolice Tychów
Czwartek, 22 lipca 2010 · dodano: 22.07.2010 | Komentarze 1
wycieczka wraz z Sylwią i Prążkiem.Trasa: dom - os. M - Czułów - Katowice (błądzenie po lesie) - hałdy - zjazd do Lędzin - Klimont - Bieruń - Tychy
poza moją pomyłką nawigacyjną która wprowadziła nas w chaszcze, było chyba fajnie :) Track GPS
Kategoria 0-50 km, gps, w większej grupie, z kims
Dane wyjazdu:
65.90 km
3.00 km teren
02:25 h
27.27 km/h:
Maks. pr.:41.80 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:320 m
Kalorie: kcal
raczej szosowo..
Środa, 21 lipca 2010 · dodano: 21.07.2010 | Komentarze 0
Trasa: Dom - Klimont - zjazd (ehe, akurat) od strony bierunia trawą - Bieruń singletrack - Bieruń Nowy - Wola - Góra - Ćwiklice - Pszczyna - Jankowice - Międzyrzecze - Bojszowy - Świerczyniec - dom.track GPS
Plan był inny, ale wyruszyłem z opóźnieniem. O ile do wjazdu na klimont było fajnie i dobre tempo, o tyle zjazd solidnie napsuł w średniej. Enduro mi się zachciało - OTB na zjeździe (wysoka trawa, wpadłem w dziurę), do tego na dole masa pokrzyw, bagno i wysokie trawy. ale nie wróciłem się, żeby sobie siary nie robić przed ludźmi na szczycie, skoro tak dziarsko zjezdżałem, tylko przedzierałem się dalej.
Na singlu druga gleba dzisiejszego dnia - chciałem sobie ładnie po "bandzie" przejechać, tylko że banda była urojona - okazała się grupą kępków trawy, a mnei ściągnęło z wału (i rowerA). Dalsza część po szosie bez przygód, tempo dobre, a nawet bardzo dobre biorąc pod uwagę to, ile ostatnio jeżdżę. Najwyraźniej prawdziwe jest twierdzenie że 1 km w górach = 10 km zrobionym na płaskim.
Ostatnie kilka km wymęczyłem - bolały mnie uda z przedniej strony...
ogólnie - fajnie. Dawno nie miałem takich problemów z wchodzeniem / schodzeniem po schodach:)
Dane wyjazdu:
37.41 km
20.00 km teren
01:46 h
21.18 km/h:
Maks. pr.:61.40 km/h
Temperatura:30.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:336 m
Kalorie: kcal
pętelka z Prążkiem
Środa, 14 lipca 2010 · dodano: 14.07.2010 | Komentarze 6
trasa:dom - urbanowice - wygorzele - jaroszowice - klimont - zamoście - hamerla - katowice góra wandy - hałdy - czułów - os. m - os. F - dom
track GPS
krótki wypad z Prążkiem na Klimont i Katowickie hałdy. Tam miałem okazję przetestować jego Trance X3 - wrażenie bardzo pozytywne (jeśli "Bóg da" to w najbliższym czasie chcę się przesiąść na fulla).
ogólnie wycieczka myślę że udana :)

na klimoncie

hamerla

2 Gianty na hałdzie ;-)

panorama
Kategoria 0-50 km, gps, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
29.64 km
5.00 km teren
01:22 h
21.69 km/h:
Maks. pr.:49.80 km/h
Temperatura:31.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
krótko po tychach
Wtorek, 13 lipca 2010 · dodano: 13.07.2010 | Komentarze 0
jazda z Sylwią i jej kuzynką.Trasa: dom - os. E - Paprocany (pętla) - os. E - dom
Singiel w lesie paprocańskim wysechł...
Kategoria 0-50 km, w większej grupie, z Sylwią
Dane wyjazdu:
64.52 km
20.00 km teren
04:08 h
15.61 km/h:
Maks. pr.:65.50 km/h
Temperatura:30.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1270 m
Kalorie: kcal
Beskid Mały - podejście trzecie
Sobota, 10 lipca 2010 · dodano: 11.07.2010 | Komentarze 12
Trasa: Andrychów - Wadowice - Jaroszowice - Świnna - Mucharz - Tarnawa - Krzeszów (asfaltem) - Leskowiec - Łamana Skała - Beskid - Potrójna - Przełęcz Kocierska (czerwonym szlakiem) - Andrychów (asfaltem)track GPS
Trasa planowana pierwotnie była zupełnie inna - zakładała wjechanie na Leskowiec Żółtym z okolic Wadowic, późiejsze odbicie pod Łamaną Skałą na Zielony szlak i przejazd na J. Międzybrodzkie, ale niestety tak się nie stało. Pierwszym powodem, był mocno zarośnięty żółty szlak, który zleksza zniechęcił jadącego ze mną Adama, kolejnym - upał i dodatkowe kilometry nadłożone celem dojechania do Krzeszowa, a trzecim - problemy Adama z krążeniem w nogach, które wymuszały pauzy i wolniejsze tempo jazdy.
Mimo wszystko, było i tak bardzo przyjemnie... W końcu, będąc "z kimś" mogłem trochę "poszaleć" na szlakach, nie ograniczając zbytnio prędkości... przynajmniej na dużych kamieniach i korzeniach, bo drobne kamyki to w dalszym ciągu nie mój żywioł.
Sama trasa - do Wadowic bardzo przyjemnie. Przy budowanym zbiorniku w Świnnej Porębie trafiliśmy na korek, który dość szybko ominęliśmy. Zjazd w kierunku Targanic i Krzeszowa zaowocował kilkoma górkami, niestety podjeżdżanymi w pełnym słońcu. Na czerwony szlak trafić było trudno, i utrzymać się na nim - w początkowej części - też było niełatwo. Niestety, u nas nikt nie myśli o tym, żeby lepiej oznakować szlak na łąkach, i w kilku miejscach musieliśmy tego szlaku szukać i próbować różnych wjazdów.
Sam podjazd czerwonym jest stosunkowo łatwy. Dla osoby która ma dobrą kondycję i technikę powinien być w 100% przejezdny, dla mnie było kilka niedługich fragmentów gdzie decydowałem się prowadzić rower a nie męczyć, co nie zmienia faktu, że pewnie dałoby się podjechać gdyby dobrze rozłożyć siły.
W schronisku na grani JP2 pustki, tam uzupełniliśmy płyny, chwilę odpoczęliśmy i pojechaliśmy w kierunku Kocierskiej.
Po drodze na przełęcz podczas "zabaw" zjazdowych poszła mi szprycha, a kolejna dość mocno się poluzowała, w związku z czym zdecydowaliśmy się nie ryzykować i zjechać z przełęczy asfaltem (swoją drogą - czas nas też już gonił).
Zjazd z przełęczy fajny, aczkolwiek wyprzedzający rowerzystów samochód jadący z naprzeciwka trochę mi strachu narobił - hamowanie z 60 km/h na łuku nie należy do najmniej stresujących.
Powrót samochodem przyjemny, bez korków...
V-max w terenie - pod Leskowcem - 42 km/h.
Parę fotek - wyjątkowo, lepszej jakości :)

w Wadowicach

zapora w Świnnej - budowa wiecznie niedokończona

widoki z podjazdu na Leskowiec

a tutaj już przy szczycie

i panorama z Leskowca

gdzieś na zjeździe...

skałki pod Łamaną Skałą

panorama spod Łamanej... widoki w Beskidzie Małym naprawdę są rewelacyjne.

a to ja i Adam ;-)

moje Terrago na Potrójnej

to nie było konieczne, ale nie umiałem się powstrzymać :-)

Profil trasy
Kategoria 50-100 km, gps, z kims, ze zdjęciami, góry
Dane wyjazdu:
18.19 km
2.50 km teren
00:48 h
22.74 km/h:
Maks. pr.:42.20 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
krótko po Tychach
Piątek, 9 lipca 2010 · dodano: 09.07.2010 | Komentarze 0
krótka jazda po Tychach.. pożyczyć aparat na jutrzejszą wycieczkę w góry, wysłać pocztę i odprowadzić dziewczynę :-)Dane wyjazdu:
58.79 km
8.00 km teren
03:00 h
19.60 km/h:
Maks. pr.:40.70 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
na Wolę
Czwartek, 8 lipca 2010 · dodano: 08.07.2010 | Komentarze 0
Taka, krótka wycieczka z Sylwią.Spacerowe tempo, zresztą - dobrze, bo mnie coś kolano rozbolało.
nad Wisłą w Woli bardzo pięknie, nie widać ze w ogóle jakaś powódź była...
a tak poza tym, to wycentrowałbym sobie w końcu to tylne koło.
Dane wyjazdu:
51.96 km
45.00 km teren
05:00 h
10.39 km/h:
Maks. pr.:47.80 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2200 m
Kalorie: kcal
Beskid Żywiecki - pętla
Niedziela, 4 lipca 2010 · dodano: 04.07.2010 | Komentarze 4
Trasa: Rajcza - Glinka(asfaltem) - (żółtym szlakiem): Kubiesówka - Glinka - Krawców Wierch - Gruba Buczyna - Wilczy Groń - Przełęcz Bory Orawskie - Trzy Kopce - (czerwonym) Rysianka - (żółtym) Romanka - (niebieskim) Słowianka - (czarnym / bez szlaku) - zjazd do Żabnicy - czarnym / asfaltem - podjazd na Halę Boraczą - (zielonym/czarnym) Redykalny Wierch - (żołtym) zjazd w kierunku Nickuliny przez Zapolankę, później asfaltem do Rajczytrack gps
Track GPS jest 100% poprawny do 29 kilometra. dalej dane są orientacyjne - GPS mi się wyłączył przy glebie, i wprowadzałem trasę korzystając z google maps..
Od Rajczy podjazd dość dobrym asfaltem do Glinki, gdzie przy szkole / kościele skręciłem na żółty szlak pod Kubiesówkę. Mimo tego, że jest asfalt / płyty, podjechać jest dość trudno - na odcinku ok 1,2 km zyskujemy 250 metrów wysokości, a miejscami nachylenie wyraźnie przekracza 40 stopni.
Od momentu w którym kończy się asfalt / płyty rozpoczyna się prawdziwa, przyjemna jazda dośc szerokim szlakiem, tylko miejscami kamienistym. W zasadzie większość trasy na Krawców Wierch można zrobić bez zsiadania z roweru...
Od Krawcowego do Trzech Kopców mamy szlak graniczny - żółty (PL) i niebieski (SK)... co tu dużo gadać - rewelacja. Świetnie utrzymany - tam gdzie jest bagno przykryto je deskami, niewiele miejsc gdzie trzeba podejść. W sumie to na tym odcinku jeśli coś podchodziłem, to raczej z powodu tego że zatrzymałem się na picie w złym miejscu, i musiałem podprowadzić do jakiegoś rozsądnego miejsca startu.
Na tej trasie jest też świetny single track - od Grubej Buczyny schodzący do przełęczy Bory Orawskie. Świetna, relaksująca traska - wszelkie przeszkody widać jak na dłoni, więc nawet jeżdżąc samemu (zasada prędkość na dwa, uwaga x2) mogłem się pokusić o rozwijanie miejscami 35-40 km/h, a pewnie dałoby się i sporo więcej.
Od Borów na Trzy Kopce było trochę prowadzenia - jakieś 200-300 metrów? W miejscach z luźnymi kamieniami i gałęziami :)
Z Trzech Kopców na Rysiankę czerwony szlak jest wybitnie kamienisty, i z tego co zauważyłem, miejscami działalność leśników odcisnęła swoje piętno na nim.
Podjazd na Rysiankę - dość prosty, natomiast w piekącym słońcu był na tyle męczący że musiałe wziąć go na 3 razy.
15 minut pauzy na Rysiance, i decyduje się - po rozmowie telefonicznej z dziewczyną, która dzisiaj była w górach pieszo - jechać na Romankę, i zjechać niebieskim na Słowiankę. Szkoda tylko, że połączenie było słabe, i przerwało w momencie w którym się spytałem Sylwię, czy zjazd niebieskim jest dobry. Powiedziała "nie zjedziesz", tyle że brak zasięgu zjadł "nie"...
Zjazd z Rysianki - trochę poprzewracanych drzewek, ale ogólnie fajnie. V-max ok. 45 km/h, więc można było trochę "puścić" wodze... podjazd na Romankę - w pierwszym momencie pomyliłem drogę - nie zauważyłem szlaku idącego "w skałki", musiałem się wrócić i wnosić... generalnie na Romankę z Rysianki mamy murowane 300-400 metrów niesienia / prowadzenia roweru. Resztę dystansu da się przejechać, ale super przyjemnie nie jest.
Po wjechaniu na Romankę - zjazd w kierunku Słowianki. Już po pierwszym zakręcie musiałem powiedzieć "o k..." kiedy w ostatnim momencie udało mi się zatrzymać przed leżącym drzewem. Dalszy ciąg wyglądał podobnie - zwalonych kilkadziesiąt drzew, obsuwający się grunt spod kół - a trzeba wiedzeć że ten szlak to singletrack w dużej mierze nad przepaścią, więc nie ma żadnego marginesu błędu. Szczególnie w miejscach gdzie drzewa zdecydowały się "spaść" i zabrały ze sobą kawałek ściezki (miejscami jest ok. 20 cm szerokości). Ogólnie cały zjazd niebeskim mi się nie podobał - nie mam fulla, a z rebą ustawioną na 100 mm (na 115 już trochę wiotka się robi) raczej ciężko "komfortowo" zjeżdżać, a każdy metr był walką o przetrwanie.
Podjazd pod Słowiankę łatwy, choć trochę pobłądziłem po drodze.
W schronisku kupiłem gorącą czekoladę i zimna colę (niezły clash, co?) po czym zdecydowałem się zjechac do Żabnicy bez szlaku... bo mi się specjalnie poprowadzony nie podobał, więc jechałem kierując się zasadą - cały czas w prawo, a jak będą drogi, to byle do głównej ;-) tą metodą zjeżdżając spotkałem grupę pieszą Sylwii, a na parkingu pod wjazdem na Boraczą samą Sylwię. Po krótkiej rozmowie, i dojściu do wniosku że jeszcze się dość nie zmęczyłem decyzja - wracam do Rajczy przez Boraczą i Redykalny. Pod Boraczą podjechałem asfaltem - czarny szlak nie wyglądał za ciekawie, więc wolałem w ten sposób sobie trochę ułatwić. W schronisku na Boraczej chwila przerwy, i bardzo przyjemny zjazd, po kórym zaczął się dość długi podjazd na Redykalny...
W zasadzie na tym odcinku rower prowadziłem jakieś 30-40 metrów, po luźnyh skałkach, co w sumie jest niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę że dopiero się "rozjeżdżam" w tym roku...
Z Redykalnego zjazd żółtym do Nickuliny - jako że było tam dość sporo kamieni musiałem zrobić sobie pauzę, bo mi ręce odpadały ;-)
Ale ogólnie było w porządku, bez jakichś nieprzyjemnych sytuacji.
Zjazd do Nickuliny asfaltem z wiatrem w twarz nie był najszybszy (v-max koło 40 km/h), ale to moze i dobrze bo mijając grupę turystów idących pod górę w ostatnim momencie zobaczyłem dziurę w drodze wielkości leju po małej bombie... Szczerze mówiąc, to sam byłem zdziwiony, że udało mi się to dziursko przeskoczyć :)
Ogólnie - wycieczka bardzo udana. Szkoda tylko że do Rajczy mam dość daleko, i w drodze powrotnej zawsze są korki... dzisiaj wracałem 4 godziny, podczas gdy jazda do Rajczy zajęła półtorej...
v-max teren: ok 45 km/h
Poniżej parę fotek:

podjazd na Kubiesówkę

tutaj zaczyna się długi i przyjemny singletrack :-)

szlak graniczny - o dziwo w bdb stanie

widok z podjazdu na Rysiankę

Podjazd na Romankę. Tego nieprzyjemnego niestety nie widać

panorama ze zboczy Romanki

Romankowy krajobraz... cud miód. Dziwie się że ktoś tam postawił ławeczki...

niebieski szlak z romanki, a raczej to co z niego zostało.

j.w. - jedno zwalone drzewo za drugim - na zdjęciu widać dwa, ja stałem przy trzecim... i taka częstotliwość "przeszkód" była na całym zjeździe

Profil terenu
ps. ze względu na padającą baterie w komórce nie udalo się zrobić zdjęć z boraczej i redykalnego wierchu, a szkoda bo widoki były przednie..
Kategoria 50-100 km, gps, samemu, ze zdjęciami, góry


