Info

Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa

Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Kwiecień2 - 0
- 2025, Marzec42 - 0
- 2025, Luty42 - 0
- 2025, Styczeń36 - 0
- 2024, Grudzień27 - 0
- 2024, Listopad32 - 0
- 2024, Październik35 - 0
- 2024, Wrzesień27 - 0
- 2024, Sierpień17 - 0
- 2024, Lipiec16 - 0
- 2024, Czerwiec18 - 0
- 2024, Maj24 - 0
- 2024, Kwiecień28 - 0
- 2024, Marzec30 - 0
- 2024, Luty21 - 0
- 2024, Styczeń12 - 0
- 2023, Grudzień9 - 0
- 2023, Listopad2 - 0
- 2023, Październik6 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień18 - 0
- 2023, Lipiec2 - 0
- 2013, Maj1 - 2
- 2011, Listopad6 - 13
- 2011, Październik1 - 1
- 2011, Maj3 - 2
- 2011, Kwiecień3 - 0
- 2011, Marzec6 - 8
- 2011, Luty2 - 0
- 2011, Styczeń4 - 20
- 2010, Grudzień3 - 7
- 2010, Listopad7 - 34
- 2010, Październik8 - 27
- 2010, Wrzesień7 - 17
- 2010, Sierpień7 - 15
- 2010, Lipiec10 - 23
- 2010, Czerwiec9 - 9
- 2010, Maj3 - 0
- 2010, Kwiecień17 - 2
- 2010, Marzec4 - 3
- 2010, Luty7 - 3
- 2010, Styczeń6 - 7
- 2009, Czerwiec1 - 0
- 2009, Maj17 - 3
- 2009, Kwiecień25 - 2
- 2009, Marzec3 - 0
- 2009, Luty4 - 3
- 2009, Styczeń15 - 4
- 2008, Grudzień11 - 5
- 2008, Listopad24 - 39
- 2008, Październik27 - 9
- 2008, Wrzesień21 - 0
- 2008, Sierpień22 - 3
- 2008, Lipiec3 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
w większej grupie
Dystans całkowity: | 970.10 km (w terenie 632.40 km; 65.19%) |
Czas w ruchu: | 72:47 |
Średnia prędkość: | 11.79 km/h |
Maksymalna prędkość: | 60.00 km/h |
Suma podjazdów: | 25868 m |
Suma kalorii: | 822 kcal |
Liczba aktywności: | 29 |
Średnio na aktywność: | 33.45 km i 3h 09m |
Więcej statystyk |
Dane wyjazdu:
27.00 km
22.00 km teren
04:12 h
6.43 km/h:
Maks. pr.:44.90 km/h
Temperatura:-4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1150 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Posylwestrowe "Odprocentowanie" z EMTB
Niedziela, 2 stycznia 2011 · dodano: 06.01.2011 | Komentarze 15
Wycieczka "posylwestrowa" z ludźmi z najlepszego forum rowerowego w polsce - EMTB ;-)O poziomie integracji forum może świadczyć fakt że tego "ciężkiego" poranka na parkingu pod Dębowcem zjawiło się 14 osób, a część z nich dojechała na miejsce pokonując samochodem okolice 100 kiloemtrów.

jedna z bojówek endurowych na podjeździe ;-)

podjazd na Szyndzielnie... po raz który to?
Start umówiony był na 10, i w okolicach tej godziny ruszyliśmy z Dębowca na Szyndzielnię. Podjazd szedł całkiem sprawnie jak na tak dużą grupę i warunki zimowe.
Po drodze było trochę "zabawy" - w szczególności w formie turnieju "enduraki tańczą na lodzie". Zwycięzcą konkursu został Kondi, który jako jedyny przejechał na zwykłych oponach lód bez gleby. Sretsam również pokonał tą przeszkodę, ale został zdyskwalifikowany ze względu na kolce :)

Arepo tańczy na lodzie ;-)
moja gleba
Podjazd na Szyndzielnię idzie całkiem sprawnie, i po niewiele ponad godzinie cała grupa znajduje się przy schronisku. Po krótkiej pauzie jedziemy w kierunku miejsca docelowego - Klimczoka i tamtejszego schroniska.
Przejezdność szlaku była całkiem niezła, pomijając ostatnie podejście na szczyt Klimczoka - sporo luźnego sniegu utrudniało wjazd - w efekcie na szczyt "w siodle" wjechali tylko Kondi i Harry.

tuż przed szczytem Klimczoka

nasze miejsce docelowe

A tyle nas było...

zjeszcze widoki ;-)
Po robieniu pamiątkowych zdjęć na Klimczoku przyszedł czas na zjazd. Najpierw zjechali fotografowie którzy się okopali w różnych częściach stoku, później przyszła kolej na nas...
Coś tam Pan wyciągowy na nas fukał, ale jakoś bez większego przekonania.
A zabawa była przednia:-)

zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam

zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam

zjazd z Klimczoka - fot. Spoonman
W schronisku dość sporo ludzi, ale szczęśliwie udało nam się znaleźć miejsca siedzące. Obiad, rozmowy... po około godzinie zbieramy się w kierunku Szyndzielni - ten kierunek (w dół) nastrawiał dosyć pozytywnie :)
przejazd spod schroniska

chwila pauzy między Klimczokiem a Szyndzielnią
Podczas jazdy na Szyndzielnię po raz kolejny udało mi się solidnie przydzwonić. A specjalnie zrobiłem lukę do ludzi przede mną bo wydawało mi się że za wolno jadą...
Na Szyndzielni chciałem dopompować tylne koło i w ramach urozmaicenia urwałem wentyl z nowej dętki Fossa. Pech to pech. Na szczęście zmianę wykonałem ekspresowo :)
Dalsza część zjazdu to zielony szlak z późniejszym odbiciem na traskę DH w Wapienicy.
Ten przejazd szedł mi średnio, zaliczyłem jeszcze ze 2 gleby, ale i tak było nieźle.

szkoła noszenia rowerów im. shovela -> podejście na Cyberniok
Jedynie późniejszy przejazd z Wapienicy spowrotem pod Szyndzielnię (asfaltem) był średnio przyjemny.
Na parkingu pod Dębowcem pożegnaliśmy większość ekipy i w okrojonym, 5-cio osobywm składzie pojechaliśmy w kierunku wyciągu, a tam - korzystając z wygód - na szyndzielnię, skąd później zjeżdżaliśmy "nightride'owo".
Ten drugi zjazd- w całości zielonym szlakiem - był dla mnie zdecydowanie przyjemniejszy, szybszy i ogólnie - lepszy. Może to że poprzedni zjazd był bardziej "rwany" (duża grupa, czekanie) i brakowało mi flow...
Niestety na samym końcu, przy zjeździe z Dębowca zostałem pierwszym z EMTB który przysnejczył Fossa. Coś pecha mi przyniosły te dętki ;-)
ale snejk był uzasadniony - przy ~40 km/h wpadłem w duży kamień, bo patrzyłem się gdzie Kondi jedzie żeby mu drogi nie zajechać wyjeżdżając z bocznej ścieżki.
Efekt wpadnięcia na kamień to wgniecenie na obręczy, boczne bicie, przebita dętka i wgniot na ramie.
No ale... w tej sytuacji ta dętka miała prawo "pójść"

tradycyjne foto pamiątkowe
Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Świetna atmosfera, niezapomniane miny turystów , którzy nie spodziewali się rowerowej "świętej inkwizycji" w górach, no i w trochę ruchu ;-)
Sezon się dobrze zapowiada.

profil
Track GPS
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
11.50 km
11.50 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Enduro Sylwester 2010/2011
Sobota, 1 stycznia 2011 · dodano: 05.01.2011 | Komentarze 2
Dość spontaniczny to mało powiedziane.O tym że jadę w góry na Sylwester zadecydowałem 30 grudnia o 23:00. Spoonman planował taki wyjazd ale nie umiał nikogo wyciągnąć więc... no cóż, dałem się wyciągnąć :-) Zresztą - ze mną jak z dzieckiem - za rączkę i w góry.
W samego Sylwestra dołączył do nas Kartonier... Spoon podołał wyzwaniu i załatwił większe auto.
Chłopaki podjechali po mnie po 20... spóźnieni! Ja to spóźnienie jeszcze pogłębiłem wyciągając ich na herbatkę.
W końcu pojechaliśmy ode mnie około 21, po małych perturbacjach związanych z pakowaniem 3 dużych rowerów i 3 dużych ludków do jednego Opla Merivy ;-)
Dało radę:)
Start z Rzyk około 23, na Leskowiec wjeżdżali / szli / wjeżdżaliśmy czarnym szlakiem, przechodząc później w serduszkowy (przejezdny!) i czerwony (względnie przejezdny)
Niestety nie zdążyliśmy na powitanie Nowego Roku na szczycie Leskowca - zdążyliśmy na Groń Jana Pawła II

jeśli użyjecie trochę wyobraźni - zobaczycie fajerwerki:-)
Po chwili spędzonej na fotografowaniu i oglądaniu wybuchów petard "pociągnęliśmy" jeszcze parę metrów w górę po to, aby zjechać pod schronisko.
W tym miejscu ja zaliczyłem 1 spotkanie z choinką w Nowym Roku, ale sam przyjazd na rowerze zrobił na gawiedzi niezłe wrażenie (jeden z uczestników imprezy jak mnie zobaczył na rowerze wybąkał "ja pier**le, ja dzisiaj więcej nie piję..."
Po chwili zjechali na miejsce Spoon i Kartonier, mimo "błagań" ;-) nie pożyczyliśmy rowerów, i pojechaliśmy na Leskowiec gdzie spotkaliśmy 4 osobową grupkę witającą Nowy Rok na szczycie - pozdrawiamy!
I dziękujemy za tą odrobinę alkoholu - grzańca - bo nie mieliśmy nic ze sobą, a tak przynajmniej jakiś 'pseudo-toast' był
Po chwili rozmowy i udostępniania naszych rowerów na potrzeby fotografii ;-) zabraliśmy się za cykanie fotek i przygotowywanie do zjazdu.

ekipa Sylwestrowa - Spoonman, Kartonier, ja
Pierwszą glebę zjazdu oczywiście musiałem zaliczyć ja, no bo któż by inny? :-)
No nic, pozbierałem się i jedziemy dalej. Zjeżdżaliśmy tą samą drogą którą wjeżdżaliśmy. Na górze trakcja była dosyć marna, za to było parę zabawnych sytuacji - jak choćby mój obrót o 180 stopni przy ~30 km/h... do teraz nie wiem o co chodziło i jak to się stało że zamiast jechać do przodu stałem obok trasy w kierunku "podjazdowym".

Spoonman na czarnym szlaku
W międzyczasie się okazało że Kartonier jest zjazdowcem zimowym niekulawym, i gonienie go było moją ambicją tej nocy.
Całkiem sprawnie mi to szło, nie licząc kilkudziesięciu podpórek ;-)
Zjazd minął nam zbyt szybko, przez co zdecydowaliśmy się podejść ponownie kawałek czarnym i pobawić się trochę oraz porobić zdjęcia.
W dolnym odcinku śniegu było mało, trakcja względnie dobra... można było się pokusić :)

ach ci paparazzi...

Spoonmana też upolowali!
Po dłuższej zabawie stwierdziliśmy że czas się zbierać... spod Leskowca zebraliśmy się grubo po 4, do domu dotarłem przed 6..

pakowanie
Wyjazd - jak większość spontanów - świetny. Doborowe towarzystwo (choć nieliczne), dużo zabawy, może nie za wiele kilometrów, ale od czegoś rok trzeba zacząć:)
Kategoria 0-50 km, góry, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
28.60 km
20.00 km teren
03:50 h
7.46 km/h:
Maks. pr.:45.50 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1150 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Coś się tu Żarzy - Beskid Mały z EMTB :)
Poniedziałek, 27 grudnia 2010 · dodano: 05.01.2011 | Komentarze 4
Poświąteczny wypad z ludźmi z forum EMTB - Tomkem Dębcem, Tokasito i Kashą.Start około 11 z parkingu przy kolejce na Żarze - na szczyt wjeżdżamy kolejką - nikomu się nie uśmiecha "rozgrzewka" asfaltem..
Chłopaki robią na gorze jakieś zdjęcia, ja ubieram ochraniacze i ruszmay w dół.
Muszę mówić że jest ciekawie?
Zmrożone zaspy na czerwonym szlaku formują pagórki - jedne calkowicie twarde, inne - lekko zapadające sie. Często nastepują szybko po sobie, a wcale małe nie są - pół metra - czasem trochę więcej.
Prawie każdy poza chyba Tomkiem Dębcem na tym odcinku "zaliczył glebę", jednak było to ciekawe urozmaicenie po jeździe po łatwych i już zimowo "oblatanych" szlakach w rejonie Szyndzielni.
Zjazd czerwonym szlakiem kończy się niespodzianką - tuż przed zabudowaniami mamy ponad 2 metrowe urwisko spowodowane przez ruchy osuwiskowe w z wiosny-lata 2010.
To miejsce jest o tyle niebezpieczne że szlak wyżej aż zachęca do szybkiej jazdy, a tutaj niespodzianka - dwumetrowy "drop" mógłby się skończyć nieciekawie...
Tomek D na szczęście hamuje w porę i ostrzega nas przed "niespodzianką"
Pewno tu niedługo Ghetto Freeriders wpadną i będa kombinować jak to zjechać :-)
Po zjeździe z żaru druga część "wycieczki" - teleport na drugą stronę jeziora i podjazd na Hrobaczą Łąkę.
Do końca zabudowań można było jechać w siodle, później była to już cięzka walka w koleinach i głębokim śniegu, a ostatnie fragmenty trzeba było już prowadzić.

TeDe i Tokasito na podjeździe

gleba?

mój alu-rumak na tle drzew ;-)

tutaj już trzeba było prowadzić
Do schroniska docieramy przed 13. Niestety - w schronisku panuje zewnętrzna temperatura, a opiekun schroniska okazuje się dosyć zamotany...
O tym jakie tam panowały warunki może trochę powiedzieć to, że po tym jak my dotarliśmy na miejsce, doszły 2 grupy turystów i temperatura wewnątrz wzrosła do 5 stopni...
Na miejscu zmiana planow - miał być szybki zjazd i powrót, udało misię chłopaków namówić na przejazd na Gaiki - korzystając z dość dobrych, jak na zimę, warunków

niebo było przebłękitne...

część zjazdowo-trawersowa: Kasha i Tokasito

ja tez się tam gdzieś plątałem
Na Gaiki droga minęła bez większych problemów, chociaż szlak był słabo rozdeptany i w wielu miejscach było cięzko jechać.
O dziwo kompletnie nie wiało, a w atmosferze zaszła inwersja - w górach było cieplej niż w dolinach.

Tomek Dębiec jedzie w kierunku Gaików.
Dalsza częśc to szlak zielony do Międzybrodzia, który dość leniwo opada w dół. W lecie może to być dośc ciekawa opcja podjazdowa, w zimie - trochę miejscami brakowało stromizny, ale jechało się dość dobrze.
O przy czerwonym szlaku możemy mówić o "słabym rozchodzeniu" przez turystów, o tyle na zielonym w wielu miejscach ludzka stopa jeszcze w zimie nie stanęła.
Podczas zjazdu udało mi się wyrwać plastikowe mocowania trzymające linkę hamulcową i przerzutkowa jakimś patykiem, no ale przy pomocy magicznych zipów udało się sytuację opanować :)

na zielonym szlaku

ślady rowerów i pchających je butow :)

ostatni fragment zjazdu
Trochę dalej siodło urwał tokasito, co zmusiło go do pominięcia części powrotowej na Żar asfaltem, i integracji z miejscowym folklorem barowym.
W drodze powrotnej na Żar najpierw miałem możliwość trochę "pogonić" Tomka, który wrzucił żelazne tempo, a potem - przetestowania rowerka Commencal Meta 6, którego do testów Tomkowi udostępniła firma Horizon Bikes.
Co tu dużo gadać - ciekawa konstrukcja, bo mimo jednozawiasowego systemu amortyzacji rower nie buja / buja niewyczuwalnie na asfalcie.
Więcej informacji o tym cudzie możecie znaleźć na stronie Horizon Bikes
Podjazd trochę mnie pomęczył - szczególnie biorąc pod uwagę fakt ze przy "wyrywaniu linek" trochę rozregulowałem tylną przerzutkę i musiałem podjeżdżać na przełożeniu 22x24T co było niezbyt przyjemne:)

profil
Track GPS (pożyczony od Tomka Dębca)
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
17.30 km
17.30 km teren
03:40 h
4.72 km/h:
Maks. pr.:47.20 km/h
Temperatura:-10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:850 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
w poszukiwaniu Yeti z EMTB
Niedziela, 19 grudnia 2010 · dodano: 04.01.2011 | Komentarze 0
Przedświąteczny wypad z ekipa EMTB w składzie Kondi, Kartonier, Nokiann i ja.Dzisiejszym celem jest poszukiwanie śladów Yeti w masywie Szyndzielni / Klimczoka, i uraczenie się obiadem w schronisku na Klimczoku.
Ten drugi cel niestety nie zostaje osiągnięty, ale powoli...
U stóp Szyndzielni wita nas niezła zadymka. Silny wiatr który lekko napawa mnie zwątpieniem... no ale co to za enduro bez hardkoru, poza tym - Kondi - Kołcz miał podręczny, przypiersiowy motywator typu Jagermeister.

bez motyywatora ani rusz...

dolna część szlaku - na szczęście osłonięta od wiatru

skład w komplecie
Podjazd na Szyndzielnię szedł mozolnie. W zasadzie to dzisiaj cięzko było mówić o jakiejś płynnej jeździe - mniej niż połowę dystansu w górę pokonaliśmy w siodle, reszta to pchanie lub noszenie. Śnieg był w ogóle nie ubity, i nawet bardzo szerokie opony się w nim zapadały.
No cóż - spacerki w górach też są przyjemne :-)

jeszcze jeden i byłaby olimpiada

C'est moi! na tle Bielska :)

"po co jechać skoro można iść?" - Kondi Kołcz 2010
Po wyjściu nad "Saharę" wiatr wzmógł się dość znacznie. W momencie w którym doszlismy do złączenia czerwonego szlaku z zielonym robiło się już naprawdę nieciekawie... Zadymka z podnóża góry to był "lajcik" w porównaniu do tego co na nas czekało na górze.
Ale co to za enduro bez zadymy ;-)

Noł Kołcz foto
Warun pogodowy zmusił nas do weryfikacji planu i porzucenia myśli o "ciśnięciu" na Klimczok. Obiad zjedliśmy na Szyndzielni... no nie było to złe, ale do kuchni z Klimczoka schron na Szyndzielni się nie umywa. Niestety :-(
Pierwszy zjazd tego dnia przejechaliśmy miksując szlak czerwony (w górnej i dolnej części) z zielonym (w części środkowej).
Szło to różnie, ale fun był!

śnieżne enduro ma swoje uroki ...

... takie jak niemal bezbolesne gleby
Po zjechaniu na dół stwierdziliśmy że jednak pozostał nam niedosyt, w związku z czym ruszyliśmy do kolejki, i po raz drugi wysokośc nabralismy w sposób ekspresowy.
Zjazd nr. 2 to cały czerwony szlak z krótką przerwą na foto. W trakcie cykania fotek trafiliśmy na Yeti, jednak jego magnetyczna osobowość rozkalibrowała Kartonierski aparat i wyszedł niewyraźny...

a foto bez yeti było ok!

profil trasy
Zjazd na dół jak dla mnie rewelacyjny - było co robić, bo czerwony już mocno "posypało", było przy tym szybko i... fajnie :)
Track GPs
Kategoria ze zdjęciami, z kims, w większej grupie, gps, góry, 0-50 km
Dane wyjazdu:
17.05 km
17.00 km teren
03:20 h
5.12 km/h:
Maks. pr.:44.20 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:952 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Klimczok ze Spoonmanem i Atoomem
Niedziela, 5 grudnia 2010 · dodano: 03.01.2011 | Komentarze 3
Pierwszy "grupowy" wypad tej zimy. Startowaliśmy spod Dębowca w trzyosobowym składzie (Spoonman, Aatoom i ja), droga na Szyndzielnie upłynęła nam na zabawie i walce z nieudeptanym jeszcze śniegiem. Trochę czasu ten podjazd zajął, ale... po drodze znaleźliśmy sobie sposoby uprzyjemniania czasu :)
zabawa w moim wykonaniu

Pan z tyłu nie był częścią wycieczki ;-)

EMTB było tutaj ;-)
Im wyżej tym podjazd szedł coraz trudniej, a od "Sahary" zaczął dosłownie "iść" - sporą część drogi na Szyndzielnie musieliśmy pokonać "z buta" a przy złączeniu czerwonego szlaku z żółtym "odpadł" od nas Aatoom, na którego czekał obiad w domu.
Na nas tez czekał obiad, ale na Klimczoku:)

Aatoomowa down skarpa ;-). Kto poznaje - gdzie to?

mi już tak zgrabnie nie wyszło

a oto Spoonman
Po drodze na Klimczok zatrzymaliśmy się na chwilę na Szyndzielni. Pod schronisko udało sie nawet wjechać :)
Część dalsza to był podjazdo-wypych-wypycho-podjazd , ale i tak było fajnie. Na grani dośc mocny wiatr i nawiane zaspy utrudniające jazdę, ale to i tak było nic w porównaniu z tymi, na które trafiłem niemal dokładnie tydzień później pokonując tą trasę z dziewczyną.

na Szyndzielni

sekcja spacerowa wycieczki

widoki dopisywały...

Szpadel z łopatką
Na Klimczoku zjedliśmy obiad - ja tradycyjnie raczyłem się gulaszem (serwują przepyszny), Spoonman dorwał jadło drwala. Po ok. godzinnym odpoczynku przyszedł czas na drogę powrotną - lampki w dłoń... a raczej na kierę i kask i ruszamy spowrotem.
Do Szyndzielni było jeszcze kilka sekcji do pchania, później już w zasadzie tylko jazda. W międzyczasie nawiało trochę śniegu, więc co rusz ładowaliśmy się w zaspy.
W okolicach szczytu Szyndzielni pamiątkowe foto, spotkanie z grupą ludzi na skuterach śnieżnych,no i w dół...

pamiątkowe foto
Zjazd ogarnęlismy w początkowej fazie czerwonym, później bardziej stromo - zielonym, aby znowu wrócić na czerwony poniżej przełęczy - podejrzewałem że częśc "rynnowa" może być już mocno zasypana.
Na dole przy schronisku na Dębowcu i kawałek niżej jeszcze chwilka "funu", parę zdjęć i zbieramy się do domu...

fun

jak widać - nie każdemu musi się udawać:)
Podsumowując - świetny wyjazd, pierwszy na platformach od... W sumie to na platformach nigdy nei jeździłem, na zwykłych pedałach jedynie. I to i tak zarzuciłem w styczniu 2009.
Ale w zimie, w górach platformy to chyba mus - podczas jazdy trzeba się często podpierać, sytuacji ryzykownych multum, więc lepiej postawić na bezpieczeństwo.

profil trasy
track gps
Kategoria ze zdjęciami, z kims, w większej grupie, gps, góry, 0-50 km
Dane wyjazdu:
29.40 km
28.00 km teren
03:22 h
8.73 km/h:
Maks. pr.:50.30 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1609 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Okolice klimczoka z EMTB
Sobota, 13 listopada 2010 · dodano: 14.11.2010 | Komentarze 2
Wycieczka z ludźmi z forum EMTB. Zebrała się całkiem niezła ekipa - w porywach do 13 chłopa - co jak na tak późną porę roku jest całkiem niezłym wynikiem:)Start spod Szyndzielni, 6-cio kilometrowy podjazd pod schronisko i chwila oczekiwania na dwójkę spóźnialskich.

jak widać niektórzy mają jeszcze radość z podjazdów ;-)

doskonała widoczność - widać było odległe o blisko 40 km elektrownie jaworzno i łaziska
Zjazd bez szlaku/zielonym, głównie singlami. Pierwszą glebę dzisiejszej wyprawy zaliczyłem ja -> trafilem na przykryty liścmi kamień co zakończyło się małym OTB.
Z Zielonego odbiliśmy na trasę downhillową do Wapienicy... w sumie - całkiem ciekawe urozmaicenie. Muldy, hopki, i skrywane pod liścmi kamienie skutecznie urozmaicały jazdę, a co poniektórzy przypłacili to bliskimi spotkaniami z Matką Ziemią. Aatomowi udała się ta sztuka 2x na odcinku 50 metrów:)
Traska zakończona jest ciekawą, 7-8 metrową ścianką, oczywicie przyprószoną na dole liścmi. Szczęśliwie nikt nie wyglebił:)

Paweł_BB rusza w "otchłań" ;-)

ta sama chwila z innej perspektywy (fot. sretsam)
Ogólnie ta część wycieczki "zjazdowo" szła mi marnie. Wolno, męczyłem się z trasą, jakoś brakowało płynności w jeździe. Prawdopodobnie winowajcą była tylna opona, Nokian NBX, która bardzo ślizgała się na mokrych kamieniach / korzeniach i liściach, co potwierdził jeden z "towarzyszy niedoli", które te oponki kiedyś używał.
Podjazd z Wapienicy na Błatnią niebieskim szlakiem -noo... nie było łatwo. Ok 400 metrów musiałem wypychać, resztę się udało wjechać, ale było to bardzo mozolne... jednak na końcu satysfakcja była:)

w tym miejscu chyba tylko ja zdecydowałem się jechać
Do czasu kiedy dotarliśmy na Błatnią szlaki zdążyły przeschnąć, a wraz z tym poprawiły się dla mnie warunki do zjazdów - Nokian zaczął trzymać:)

w drodze na Błatnią

ostatnie podejście przed schroniskiem
Krótka przerwa na Błatniej w schronisku, i po chwili dalszy ciąg przejazdu do Szyndzielni.
Na polanach przy Błatniej wręcz huraganowy wiatr - ciężko było w ogóle jechać.

widok na Beskid Śląsko-Morawski z Błatniej

na tej polance... mocno zawiewa:)
Tuż przed Szyndzielnią, kiedy już "rozkręciłem się" na zjazdach na dobre, przy wyprzedzaniu jakoś tak zgrabnie najechałem na kamienie, że złapałem snejka. A raczej stadko snejków, bo zużyłem na łatanie dętki 7 łat...i zabrakło. Puściłem ekipę żeby jechała dalej, a ja sobie doszedłem do schroniska, gdzie udało mi się dorwać super glue i z braku czegokolwiek gumowego zakleiłem dziurę fragmentem worka na śmieci. Podziałało :)
Jako że się już ściemniało, a i nie wierzyłem specjalnie w trwałość workowego rozwiązania, ruszyłem w doł - ponownie - zielonym szlakiem.
Nie wiem czy to przez to, że wiedziałem że muszę być szybko na dole bo zaraz zapadnie zmrok, czy po prostu tak samo z siebie wyszło, ale przejazd na dół był bardzo szybki. Miejsca gdzie parę godzn wczesniej jechałem 15-20 km/h teraz pokonywałem przy 40.
Tym razem udało mi się dokończyć zjazd zielonym szlakiem...
tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć / przejechać.
Świetny, bardzo szybki i przyjemny szlak. Jazda w rynnie / obok rynny po korzeniach, jakieś małe hopki... dobra widoczność, fajny profil koryta, i w efekcie padł tam dzisiejszy mój rekord prędkości - 50,3 km/h;-)
Po zjechaniu na parking dosłownie po 3 minutach dojechała reszta ekipy, która zjeżdżała inną drogą... ale - ja nie żałuję mojej ściezki. Dawno tak dobrze się nie ubawiłem:-)

Track GPS
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, ze zdjęciami, z kims
Dane wyjazdu:
34.88 km
27.00 km teren
03:17 h
10.62 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:11.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1508 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Gloria Victis
Sobota, 6 listopada 2010 · dodano: 06.11.2010 | Komentarze 3
Cotygodniowy wypad w góry. Kolejny raz - Beskid Mały, kolejny raz z ludźmi z EMTB - Tomkiem Dębcem i Nokiannem. Tym razem miejscem docelowym była Jawornica, gdzie stoi krzyż, pod którym mielismy zapalić znicz upamiętniający forumowiczów - Jana i aDHd Cegłę, którzy zginęli w tym tygodniu w Alpach.Ale po kolei...
Start zaplanowaliśmy w Targanicach. Pierwsze metry to asfaltowy podjazd na Beskid Targanicki, później - już tradycyjnie - zielonym szlakiem na przełęcz Kocierską. Na Kocierzy - decyzja, zmieniamy pierwotnie planowaną trasę, i jedziemy na Potrójną czerwonym szlakiem.
Do Potrójnej udało się dojechać całkiem sprawnie i bez wpychania, przynajmniej w moim przypadku (poza kilkumetrowym fragmentem kiedy zamienilem się z Tomkiem rowerami)
Na Potrójnej pierwszy "zonk" tego dnia - obniżając siodło ułamałem szybkozamykacz. Na szczęście w takich sytuacjach, gdy wycieczka wisi na włosku, najczęściej znajduje się najmniej spodziewane rozwiązania - udało się zcisnąć obejmę śrubę z mocowania od Bocialarki.

okolice potrójnej, fot. Tomek Dębiec

okolice Łamanej Skały, fot. Tomek Dębiec
Jedziemy :-)
Z Potrójnej na Łamaną Skałę, po czym odbijamy na zielony szlak na Gibasów Wierch. Poprzednio robiłem go "w drugą stronę", w tą dzisiaj przejeżdżaną jest trochę trudniejszy i szybszy.
Zresztą, nadążanie za Tomkiem tez sprawia że szlak jest trochę trudniejszy :)
Miejsca gdzie normalnie pewnie bym przejeżdżał połowę wolniej dzisiaj pokonywałem względnie sprawnie i szybko, rynny, kamienne odcinki - wszystko z prędkościami wahającymi się od 25 do 45 km/h.
W jednym miejscu "chyba" trochę przesadziłem bo złapałem pięknego "snejka" i powietrze z tylnego koła uszło w ciągu dosłownie paru sekund... gdyby kózka nie skakała ;-)

okolice Gibasów Wierchu fot. T.Dębiec
Sam zielony szlak jest w odcinku blisko Łysiny bardzo widokowy. Piękna, szeroka panorama Beskidu Żywieckiego i - fragmentarycznie - śląskiego.

Nokiann na zielonym szlaku fot. T.Dębiec

Tomek, dzisiaj na pożyczonym od żonki rowerze
Zjazd ze szlaku w kierunku Kocierzy jest dość stromy i umiarkowanie trudny, głównie z powodu gęstego dywanu kamieni, który mocno rzuca rowerem.
Na dole okazało się że Bartkowi pękła podczas zjazdu śruba mocująca damper, i mimo iż na szybko zaimprowizowaliśmy naprawę łatką ;-) nie pokusił się o dalszą jazdę terenem, tylko pojechał asfaltem na Kocierz, gdzie miał trochę odczekać aby później zjechać do samochodów.
My tymczasem z Tomkiem pojechaliśmy znowu w stronę Potrójnej - chcieliśmy wjechać żółtym szlakiem w okolice schroniska, jednak okazał się trochę zbyt stromy (nawet na drzewie, po znaku zaznaczającym skręt szlaku, była informacja "STROMO W GÓRĘ :-)". To stromo to była prawdziwa ścianka:)
My tymczasem zdecydowaliśmy się - sugerując się mapą - pojechać w górę drogą wzdłuż strumienia.
Oho... żeby tam była droga. Co prawda były w tym strumieniu ślady zwózki, ale... no jeśli tutaj coś jeździło kiedykolwiek, to miało to gąsienice i lufę z przodu.
Nasz "skrót' zafundował nam ok 500 metrów noszenia rowerów na plecach i kolejny kilometr wypychania. No ale co to za enduro bez pchania:)
Koło 15 byliśmy już na Potrójnej, krótki postój, napotkanie na jakąś grupę offroadowców jeepami i zjazd do Jawornicy.

i po raz kolejny fotka z zielonego szlaku - widok na b. Żywiecki
Do Jawornicy jechało się świetnie. Trochę mniej błota niż było tydzień temu.
Pod krzyżem chwila przerwy, zapalenie znicza, przygotowanie rowerów do ostatniego zjazdu tego dnia i w dół.... :)
poniżej jeden z filmików sp. Cegły...
track gps
Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
40.32 km
29.00 km teren
03:37 h
11.15 km/h:
Maks. pr.:51.20 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1367 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
beskid mały - kocierz > leskowiec > gancarz
Niedziela, 24 października 2010 · dodano: 24.10.2010 | Komentarze 3
Dzisiejszy wypad zaczął się około 9:30 na parkingu pod Kauflandem w Andrychowie, skąd wraz z Clyde'm i Itkiem z emtb ruszyliśmy na dzisiejszą wycieczkę...no, ok, ruszyliśmy trochę później, bo się okazało że mi dętka puszcza i musiałem zmienić - najwyraźniej wczoraj gdzieś "przysnejczyłem".
Początkowo bardzo dawał się we znaki halny - na asfalcie wiejący prosto w twarz... na szczęście - jako że wybraliśmy opcję zielonym szlakiem na kocierz - to asfalt nie trwał wiecznie, a w lesie było już przyjemniej. znacznie przyjemniej:)
Podjazd zielonym przy dobrej kondycji i szczęściu (nie odskoczeniu jakiegoś kamola) jest do zrobienia w 100%. Przy mojej kondycji było to jakieś 98%, bo mnie jednak zrzuciło z roweru. Ale ogólnie - jest ok. Wysokość jest nabierana sprawnie, przyjemnie, i przy okazji jest czas popodziwiać "piękne okoliczności przyrody"... Bo podczas zjazdu to za szybko ten krajobraz mija:)

widoki z przełęczy Beskid - zapowiada się fajny dzień

większość zielonego szlaku jest do podjechania. Chociaż nikt nie mówi, że jest to łatwe:)

są tez miejsca takie jak tutaj... albo wjeżdżasz na totalnym młynku, licząc na to że nie ucieknie ci żaden kamień spod koła, albo wpychasz:) bo jak staniesz to już nie ruszysz
Na Kocierzu zrobiliśmy sobie krótki postój, popas, porównywanie rowerów... Widoki się już tylko poprawiały.
Z Kocierzy ruszylismy czerwonym szlakiem w kierunku Leskowca. To nie jest mój ulubiony kierunek, ale był to też pewien test dla nowego bike'a, bo w lecie sporo podjazdów wprowadzałem...

widok z okolic zajazdu na Kocierzu

moi dzisiejsi "towarzysze podróży" - Itek i Clyde z emtb.pl
Jazda czerwonym w stronę Leskowca lekka nie jest. Odcinek do Potrójnej wymagał ode mnie kilkudziesięciu metrów prowadzenia roweru, ale i tak nie było źle. Co prawda trochę zostałem z tyłu za chłopakami, bo próbowałem podjechać możliwie jak najwięcej - nawet jak mnie zrzuciło z siodła.
Na Potrójną dojechałem "trochę" styrany, ale widoki zaraz poprawiły humor:)
Po krótkiej foto-sesji decyzja - zjazd do prywatnego schroniska pod potrójną. Herbatka (3 zł), krótki popas i w drogę..
Chłopaki nie chciały mi wierzyć w to że dobrze prowadzę, bo "leskowiec to tam!" ale udało się ich przekonać argumentem ze jeśli się pomylę, to ja wpycham rowery:)

widoki z Potrójnej - przełęcz Beskid, grupa Palenicy, w tle grupa Magurki Wilkowickiej / Hrobaczej Łąki

a z tej strony rysują się góry prowadzące do celu naszej wycieczki - Leskowca

popas rowerowy pod schroniskiem na Potrójnej
Pod Łamaną Skałę jechało się całkiem sprawnie. Krótka sesja foto przy "wielkim kamieniu", większośc fot z tego ma Clyde więc pewnie coś jeszcze dorzucę[/i]

występ skalny w okolicach Łamanej Skały

ta sama okolica;-)

zjazd ze Smrekowicy (?)
W okolicach Smrekowicy trafiliśmy na 3-osobową wycieczkę krosiarzy:) jadąc przez chwilę z tyłu na zjeździe za jakąs dziewczyną na sztywniaku, muszę stwierdzić że jest twarda :) ~40 km/h, rzucało nią na kamieniach jak Żydem po pustym sklepie, ale się nie poddawała i jechała dalej :)
Pod sam Leskowiec wywiązała się jakaś "walka podjazdowa", która grupa szybciej osiągnie szczyt, ale moja obtłuczona w sobotę noga dała się we znaki i odpuściłem, wrzuciłem młynek i porozmawiałem po drodze z turystą pieszym / biegnącym :)
Na Leskowcu tylko chwila, fotka grupowa (znowu u Clyde'a) i szybki zjazd na schronisko (dosłownie szybki:)
Pogoda zaczęła się psuć, temperatura spadać a wiatr się znowu zaczął wzmagać, więc trzeba było się trochę uwinąć.
Na samym Leskowcu upuściłem też trochę powietrza z dampera - niby tylko 10 psi a jak odczuwalna różnica... od razu zrobiło się bardziej miękko, i rower stał się stabilniejszy na luźnych kamlotach.

panorama z Leskowca - po raz który to ja tu jestem?

wycieczka w komplecie
W czasie kiedy Clyde raczył się piwem, Itek Żurkiem, ja zabrałem się za przestawianie kierownicy - przybliżenie jej do siebie. Co tu dużo gadać - różnica na zjazdach BARDZO odczuwalna.
Zjazd zielonym spod schroniska jest świetny - szybki, w miarę bezpieczny i urozmaicony. W sumie to dla mnie szybki był chyba aż za bardzo, bo złapalem snejka w przednim kole. Chłopaki pojechali dalej a ja sobie kleiłem... po jakichś 10-ciu minutach byli już spowrotem, koło napompowane i można dalej jechać.

na groniu JP2

widok spod gronia JP2 - na zielonym/czarnym szlaku
Do Gancarza zjazd fajny, potem dosyć męczący podjazd, ale przejezdny.
Zjazd z Gancarza - najpierw szeroka szutrówka, która niespodziewanie odbija w prawo - my przegapiliśmy zjazd i musielismy wpychać kawałek spowrotem.
Po odbiciu w prawo jedziemy najbardziej stromym fragmentem szlaku w Beskidzie Małym - na odcinku 100 przejechanych metrów tracimy blisko 50 metrów w pionie. Ogółem - fragment jest trudny, ale do zjechania przy nisko osuniętym siodle:)
Dalsza część zielonego zmieniła się trochę od mojej ostatniej wizyty. Szlak jest równy, przyjemny do jazdy - interwałowy.
Nie dojechalismy niestety szlakiem do końca - robilo się późno i kropiło, więc kiedy natrafiliśmy na asfalt - skorzystaliśmy:-) i po kilkunastu minutach dotarliśmy do aut.
podwumowując...
jedna z najlepszych wycieczek w tym sezonie. Jechało mi się świetnie, mimo bolącej nogi. Zero gleb, jeden snejk - da się przeżyć. Tym bardziej że to w sumie pierwszy raz w tym roku kiedy zmienialem gumę w górach. Poza tym - jeżdżąc na ciśnieniu ~1,5 bar to nawet przy Fat Albertach osoba ważąca 80 kg prosi się o snejka:)
na koniec tradycyjnie - track GPS i profil trasy...

Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, ze zdjęciami, z kims
Dane wyjazdu:
47.80 km
32.00 km teren
04:05 h
11.71 km/h:
Maks. pr.:56.00 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1548 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
EMTB Beskid Mały
Niedziela, 10 października 2010 · dodano: 11.10.2010 | Komentarze 2
Wypad z ekipą z forum EMTB.plOni jechali co prawda od Suchej Beskidzkiej, a ja od Andrychowa, jednak nasze drogi spotkały się na czerwonym dojazdowym na Leskowiec...
Ale od początku.
Wstałem dość późno, bo koło 8mej, przy planowanym wyjeździe na tą godzinę. Po prostu nie potrafiłem się zwlec z łóżka jakoś skluteczniej... w związku z tym do Andrychowa dotarłem dopiero o 10:10. 10.10.2010 :)
Obrałem sobie za cel Leskowiec - jako planowane miejsce spotkania, gdzie po męczącym (mnie) dojeździe asfaltem zaliczyłem klasyczny "wypych" czarnym szlakiem. Swoją drogą - zamiast odbić w pewnym miejscu na "serduszkowy" który umożliwa łagodniejsze zdobycie tej wysokości, bez konieczności wypychania, to ja dalej na upartego cisnąłem czarnym.
No cóż - dopiero po 12 wdrapałem się na groń gdzie trafiłem na obchody Dnia JP... w sensie Jana Pawła:) Masa ludzi. Na szczęście przyjechałem jeszcze w czasie gdy msza trwała w najlepsze więc udało się zjeść okrutnie drogą kiełbaskę z grilla (8,50!) nie czekając w półkilometrowej kolejce.
Po chwili odpoczynku zjechałem czerwonym szlakiem do ekipy EMTB, osiągając przy tym zawrotną prędkośc 46,8 km/h :)
Po przywitaniu się nie pozostało nic innego jak tylko "w tył zwrot" i rozpoczęcie ponownego podjazdu na groń tym razem z drugiej strony.
Tam odpoczynek, dla mnie już drugi w przeciągu chwili, i jakoś tak czas zleciał ze dopiero przed 3 ruszyliśmy z Leskowca w kierunku Kocierzy.

ostatnie metry podjazdu na Leskowiec - na 1 planie Magik, w tle Beata i Kondi
Po mozolnych podjazdach w koncu przyszła chwila zabawyna zjęździe z Leskowca. Natłok turystów przeszkadzał tylko w minimalnym stopniu, bo bardzo grzecznie się odsuwali i nawet pozdrawiali :)

zjazd z Leskowca - Kondi
Jako że odcinek Leskowiec - Kocierz to klasyczny trawers, to i podjazdów nie brakuje. Ewidentnie widać tu przewagę fulli z mniejszym (poniżej 160mm:D) skokiem / regulowanym skokiem nad większymi i cięższymi klasycznymi endurakami:)

Mentos klasycznie na podjazdach w czołówce

Kondi i Beata również nie odpuszczają
Na Łamanej Skale krótki odpoczynek, i chyba jedyna fotka widokowa którą dzisiaj zrobiłem - jakoś nie było ani widoczności, ani specjalnie okazji...

widoczek z Łamanej Skały
Dalej zjazd mijał całkiem miło aż do momentu, w którym Kartonier nie stwierdził że sobie podskoczy... i lądując urwał hak, pokrzywił szprychy, przerzutkę i łańcuch. A to wszystko prawdopodobnie nie zahaczając przy lądowaniu o żaden kamień :)
mielonka
Po krótkiej chwili rower był już złożony i na chodzie. z pomocą przyszedł "standardowy hak przerzutki" , kombinerki oraz kamyki, liście itp :) Przerzutka wyprostowana...
Przy okazji okazalo się że kaseta też się zleksza odkręciła, ale po ściśnięciu mocnym koła już nie przeszkadzała.
Karton jechał dalej:)
Na ostatnim fragmencie zjazdowym przed Kocierzą - z Potrójnej, trafiliśmy na dwójkę turystów i jednego debila. Debila, bo stwierdził że jest słupem soli, i stanął na środku szlaku, a my wszyscy musieliśmy go omijać... co na luźnych kamieniach wcale nie musiało się udać :) Najwyraźniej szpanował przed 2 kobietami w jego wieku swoją "intelidżencją". Szkoda gadać...
Najwyraźniej nie miał wyobraźni na tyle, żeby sobie uzmysłowić co może z nim zrobić ~100 kg uderzające przy prędkości ~30 km/h. Ja miałem plastiki i kask, a on??
Na Kocierzu krótki popas i rozterki czy jechać dalej.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się ruszyć dalej (plan zakładał jechanie czerwonym / niebieskim / żółtym i zjazd do drogi na Żywiec). Ja pojechałem do szczytu "Wielka Góra" i zdecydowałem się wracać - sciemniało się, a wizja kilkunastokilometrowego powrotu asfaltem do Andrychowa po ciemku średnio mnie cieszyła.
Po zjechaniu na Kocierz zakładanie światełek i dalej - w dół zielonym... świetnie mi się zjeżdżało, powiem szczerze :) przydałaby się jeszcze czołówka, ale i tak na tym odcinku w zasadzie miałem podobne tempo jak przy świetle.
Po dojechaniu do asfaltu zjazd do Andrychowa i koniec weekendu rowerowego...
Track GPS

Kategoria 0-50 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami
Dane wyjazdu:
52.80 km
30.00 km teren
04:15 h
12.42 km/h:
Maks. pr.:47.90 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1472 m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon Nerve AM
Żywieckie klimaty
Sobota, 9 października 2010 · dodano: 11.10.2010 | Komentarze 8
Jako że pogoda dopisuje, a rowerek został "uzdatniony do jazdy" to zaplanowałem na sobotę wycieczkę w Beskid Żywiecki - w okolice gdzie ostatnio urwałem przerzutkę, i nie spełniłem swojego "podbojowego" obowiązku.Niestety, konduktor przyszedł i oznajmił że pociąg dalej niż do Rajczy nie jedzie, dalszy transport możliwy jest tylko autobusem co mi nieszczególnie pasowało, więc zdecyodwałem się zmienić plany.
Ruszyłem razem z poznanymi Mariuszem i Tomkiem z Milówki w stronę Hali Boraczej zielonym szlakiem, przebiegającym w rejonie aktywnego osuwiska na wzgórzu Prusów.
Szlak dosyć ciekawy, podjeżdżalny w 95%, z fragmentami ostrego wypychu przy ściankach oraz tuż przed samym schroniskiem

polanka na zielonym

jesień w górach jest piękna... szkoda tylko że dzień taki krótki!

podjazd częściowo wiedzie fajnym singletrackiem. niestety - taki odcinek jest dość krótki i zakończony wypychem.
Na Hali Boraczej zrobiliśmy krótki postój, ja skróciłem łańcuch o jedno ogniwo i się przebrałem w trochę bardziej przewiewne ciuchy (czytaj: zdjęłem zimowe spodnie accenta z windstopperem które grzały niemiłosiernie).
Udało mi się też chłopaków przekonać że zjazd czarnym i podjeżdżanie na Słowiankę nie jest ciekawą opcją, i że lepiej zrobią jak pojadą ze mną na Rysiankę :)

tuż za Boraczą

na dole schronisko

krótki odpoczynek na skrzyżowaniu szlaków pod Redykalnym
W okolicach Lipowskiej na płaskim fragmencie udało mi się zaliczyć OTB. Gleba i kamienie dobrze zamortyzowały upadek, jednak skutki odczuwałem już do końca wycieczki. Na Rysiance poza krótkim odpoczynkiem i sprawdzeniem zjazdu na Słowiankę skorzystałem z uprzejmości właścicieli schroniska i się trochę "opatrzyłem".
Widoki były niestety dosyć średnie - niby było widać Tatry, ale przejrzystość powietrza była raczej przeciętna.

shit happens

w oddali widać szczyty Tatr

a nieco bliżej - rysuje się sylwetka Babiej Góry
Dalsza część to zjazd czerwonym szlakiem trawersującym Romankę do Słowianki. Szlak urozmaicony i ciekawy, ogólnie nie jest trudny ale ma parę ciekawszych fragmentów - jedną ściankę i jedną sekcję z "telewizorami" którą udało mi się przejechać... no prawie do końca, bo podjechać pod ostatnie odbiorniki RTV mi się nie udało :)

jeden z fajniejszych fragmentów na czerwonym

jak widać - zaopatrzyłem się w ochraniacze kolan. Szkoda że nie mieli akurat w sklepie łokciowych:-)

Tomek na zjazdach nie odpuszczał.

ścianka - jedyny fragment w Beskidach z Łańcuchem, poza Babią Górą. Na chwilę obecną - dla mnie niezjeżdżalne, ale może za rok...

a takie coś lubię :) trochę dużych kamieni, można się pomęczyć ciekawie
Dalszy fragment czerwonego szlaku nie był już taki fajny - szeroka droga poorana zwózką drzew i ostatnimi ulewami. Ogólnie - bez tragedii, ale na pewno zjazd tedy nie sprawia specjalnej przyjemności.

Mariusz i Tomek przy małym strumyczku

zjazd w bagienku

Mariusz zjeżdża w kierunku Słowianki
W schronisku na Słowiance zrobiliśmy sobie postój. Słońce chyliło się ku zachodowi, wiatr się wzmagał no i temperatura spadała, więc po chwili zdecydowaliśmy się kontynuować wycieczkę czerwonym w kierunku Węgierskiej Górki.
Początkowo pchaliśmy tak szybko, że nie zauważyliśmy odbicia szlaku, co zaowocowało wepchnięciem na jakąś górkę, krótką foto-sesją, naradą i zjazdem do czerwonego. Udało się go szczęsliwie znaleźć - okazało się że to singiel w trawach - rewelacja! A przynajmniej byłaby rewelacja, gdyby nie parę dziur-niespodzianek i ogólnego zarośnięcia szlaku.
W kazdym razie - jechało się tam bardzo przyjemnie i naprawdę polecam ten fragment, chociaż trzeba się liczyć z obiciami od gałęzi.
Tuż przed końcem singla udało mi się po raz drugi wyglebić, ale tym razem nie byłem sam - w tym samym miejscu Tomek zaliczył swoją jedyną glebę w ciągu dnia :)
Dalej już było z górki. Dośc dobra droga, szybkie zjazdy... po dotarciu do węgierskiej Pizza w pizzerki Przystanek (dobra! polecam!) i powrót pekapem do domu:)

polanka nad Słowianką - jesli tu dojedziesz, to znaczy że zabłądziłeś :)

pamiątkowa fotka

?

i ostatnia fotka - widokówka z tego dnia...
Track GPS
track nie obejmuje dojazdu do PKP w Tychach - podobnie jak profil!
v-max teren 46,8 km/h

Kategoria 50-100 km, góry, gps, w większej grupie, z kims, ze zdjęciami