Info

avatar Bloguje shovel z miejscowości Tychy. Przejechałem 16903.95 kilometrów w tym 3664.05 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.24 km/h i mam ją głęboko w dupie ;-)
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa


baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy shovel.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

w większej grupie

Dystans całkowity:970.10 km (w terenie 632.40 km; 65.19%)
Czas w ruchu:72:47
Średnia prędkość:11.79 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Suma podjazdów:25868 m
Suma kalorii:822 kcal
Liczba aktywności:29
Średnio na aktywność:33.45 km i 3h 09m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
33.53 km 18.00 km teren
01:42 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:56.20 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal

poweekendowy rozjazd

Wtorek, 21 września 2010 · dodano: 21.09.2010 | Komentarze 0

tak żeby nie zardzewieć, i pomóc ustawić znajomemu sprzęt który ode mnie odkupił...
traska do Katowic na hałdy, gdzie udało mi się przyprawić o "opad szczęki" bikera na wylajtowanym sztywniaku do XC kiedy podjechałem najbardziej stromy podjazd na tym terenie - jakieś 40-45 stopni nachylenia?

ogólnie, fajnie było.
następny nawrócony na fulle :-)

Dane wyjazdu:
45.30 km 38.00 km teren
04:25 h 10.26 km/h:
Maks. pr.:53.20 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2152 m
Kalorie: kcal

Barania Góra z Szczyrku przez Klimczok

Sobota, 18 września 2010 · dodano: 19.09.2010 | Komentarze 6

W końcu udało mi się zrealizować parę moich "małych celów" w Beskidzie Śląskim - zjechać czerwonym z siodła Klimczoka na Karkoszczonkę (tym razem się nie zgubiłem), przejechać ponownie trawers Beskidu idący czerwonym szlakiem, oraz - co chyba najważniejsze - zdobyć Baranią Górę.
track gps
Ze Szczyrku ruszyłem stosunkowo późno, bo około 10, co przełożyło się na późniejsze "gonienie", bo wiedziałem że od Skrzycznego Baranią będa atakować K4r3l z dziewczyną. Miałem nadzieję złapać ich w okolicy Malinowskiej Skały, niestety - nie udało się, i spotkałem się z nimi dopiero na Baraniej.
Ale nie uprzedzajmy faktów...
Podjazd na Magurę poszedł mi zdecydowanie lepiej niż dnia poprzedniego. Przyzwyczaiłem się już trochę do roweru, poza tym nawet te piątkowe kilkanaście kilometrów w górach trochę mnie rozruszało po blisko miesięcznej bezczynności.
Po zdobyciu Magury szybko zjechałem do siodła Klimczoka i od razu skierowałem się na czerwony szlak, tym razem uważnie patrząc na znaki aby go nie zgubić... okazało się że go po prostu przegapiłem - czerwony odchodzi w prawo wąskim singlem przez trawy,a w piątek pojechałem prosto w dół.
Sam ten odcinek singlowy był dla mnie średnio przyjemny. Było ok, do momentu kiedy nie zatrzymałem się aby zrobić parę fotek - przez kolejnych kilkadziesiąt metrów nie umiałem wsiąść na rower i nabrać tempa, bo szlak prowadzi po korzeniach wyciętych drzew, których pokonanie wymaga nabrania jakiejś prędkości...
po wjeździe w las było przez chwilę przyjemnie, po czym szlak zmienia się w koryto zwózkowe - najlepiej objechać lewą stroną po korzeniach - całkiem przyjemny zjazd.
Na Karkoszczonce zatrzymałem się na herbatę i uzupełnienie wody, której jakoś wyjątkowo mało zabrałem tym razem(podobnie jak i jedzenia).
Dalsza część na Salmopol minęła całkiem przyjemnie. Czerwony trawers odbijający przed Beskidem to jeden z fajniejszych singli w tej części Beskidu Śląskiego", niezbyt wymagający, przyjemny... Dość trudny na trasie jest podjazd na Kotarz, ale ogólnie udało mi się pokonać odcinek do przełęczy Salmopolskiej w 100% w siodle, chociaż niektóe podjazdy musiałem brać "na kilka razy" bo nie wyrabiałem kondycyjnie.
Przy okazji okazało się że Canyon w połączeniu z Talasem z możliwością skrócenia skoku do 110 mm rewelacyjnie podjeżdża, i jedyne co ogranicza możliwości terenowe tego roweru to moja kondycja..
Na Salmopol dotarłem po ok 1,5 godzinie, krótka przerwa na placki i wjazd na Malinów. Znowu - masakra, ciężko było jechać, ale wolałem jechać niż pchać... może z 20 metrów musiałem "cisnąć" ale ogólnie i tak jestem z siebie zadowolony.
Od tego miejsca w sumie szlak staje się trochę nudny - tylko kamienie, cały czas praktycznie otwarta przestrzeń i takie w sumie... nudy. W pamięc mi zapadła w zasadzie tylko jakaś kałuża, koło której chciałem przejechać a wbiłem się w mega-głębokie błoto i udało mi się "zamknąć" przedni amor...
kolejne ciekawsze miejsce to Zielony Kopiec. Dość trudny podjazd, stromy i kamienisty. W jednym miejscu (na fotce) skapitulowałem i prowadziłem kilkadziesiąt metrów.
Na Magurkę Wiślańską też podjeżdżało się dość trudno, ale z tego co pamiętam udało się ją zrobić "w siodle"... Ostatni zjazd i Barania... no co tu dużo gadać - rejon wygląda jak miejsce katastrofy ekologicznej. uschnięte drzewa, jakieś chore rośliny... no smutny widok generalnie.
Sam szlak na Baranią był zawalony drzewami, gdzie trzeba było przenosić rower. Ostatni męczący podjazd na szczyt... no i w końcu satysfakcja ze zdobycia. Na wieży widokowej spotkanie K4r3la z dziewczyną, podziwianie widoków... ale nie za długie, bo wiało zimnym wiatrem :)
Pamiątkowe foto i powrót..
Ja swoim zwyczajem pomyliłem szlak, zaczęłem zjeżdżać niebieskim do Wisły, na szczęście zostałem szybko przywołany do porządku :) Swoją drogą to zabawne że nie zorientowałem się że nie podjeżdżałem po żadnej ściance i chciałem dalej jechać tamtędy :P
Ogółem zjazd i podjazd na Magurkę Radziechowską minął na rozmowach i cykaniu paru pamiątkowych fotek.
Po rozdzieleniu dojechałem do szczyty Gaiki, gdzie zdecydowałem się odbić jednak żółtym w dół i na drogę biegnącą poniżej Malinowskiej Skały i Malinowa na Salmopol. Nie miałem już za wiele czasu, a słońce już chyliło się ku zachodowi.
Po parudziesięciu minutach byłem już na Salmopolskiej, gdzie z wielkim żalem skierowałem się na żółty szlak, jako jedyny który choć w części prowadzi terenem z tego miejsca...
no - co tu dużo gadać, długi to ten zjazd "W terenie" nie był, ale nawet miejscami dosyć trudny :) Dobre zwieńczenie dnia.
Po chwili byłem już przy samochodzie, otrzepywanie błota i do domu...
dist: 45.3, v-max teren 49.1 km/h, przewyższenia - 2152 metry.


Widok z podjazdu na Magurkę... zapowiadała się niezła pogoda :-)

czerwony szlak z Klimczoka na przełęcz Karkoszczonkę.. Byłoby nieźle, gdybym się nie zatrzymał na fotki:-)

i jeszcze jedno spojrzenie na czerwony - część niekorzenista:)

a tutaj już czerwony szlak trawersujący szczyt Beskidu... polecam!

rzut okiem "za siebie" - a tam Skrzyczne :)

fragment na Zielony Kopiec dość trudny do podjechania - na upartego da się, ale ja podchodziłem

panorama na Beskid Żywiecki

A tutaj już widok na Beskid Mały i Makowski...

Okolice Baraniej Góry - można doła złapać od samych widoków...

Ostatnie opady i wiatry zafundowały na trasie też "parę" urozmaiceń.

Widok z Baraniej Góry na Beskid Żywiecki..

.. i pamiątkowa fotka z K4r3l'em :)

Zjazd z Baraniej - K4r3l z dziewczyną "dostają po rękach" ;-)

mi się zjeżdżało trochę wygodniej :)

Canyon na tle Wisły


Dane wyjazdu:
49.30 km 20.00 km teren
02:31 h 19.59 km/h:
Maks. pr.:50.10 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:379 m
Kalorie: kcal

Okolice Tychów

Czwartek, 22 lipca 2010 · dodano: 22.07.2010 | Komentarze 1

wycieczka wraz z Sylwią i Prążkiem.
Trasa: dom - os. M - Czułów - Katowice (błądzenie po lesie) - hałdy - zjazd do Lędzin - Klimont - Bieruń - Tychy

poza moją pomyłką nawigacyjną która wprowadziła nas w chaszcze, było chyba fajnie :) Track GPS

Dane wyjazdu:
29.64 km 5.00 km teren
01:22 h 21.69 km/h:
Maks. pr.:49.80 km/h
Temperatura:31.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

krótko po tychach

Wtorek, 13 lipca 2010 · dodano: 13.07.2010 | Komentarze 0

jazda z Sylwią i jej kuzynką.
Trasa: dom - os. E - Paprocany (pętla) - os. E - dom

Singiel w lesie paprocańskim wysechł...

Dane wyjazdu:
60.22 km 25.00 km teren
02:55 h 20.65 km/h:
Maks. pr.:47.10 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Pechowo do Pszczyny

Niedziela, 18 kwietnia 2010 · dodano: 18.04.2010 | Komentarze 0

Jedynie dzięki uprzejmości nieznajomego rowerzysty na rynku w Pszczynie wycieczka nie zakończyła się dla mnie kilkunastokilometrowym spacerem. Slalomując między ludźmi w parku pszczyńskim nie mialem wystarczającej prędkości żeby przeskoczyć mały rowek odprowadzający wodę, i dobiłem tylne koło łapiąc efektownego snake'a, pierwszego od chyba roku zresztą.
Niestety na rynku w Lewiatanie nie mieli (o dziwo ;-) łatek, ani nawet super glue. Poszukiwanai stanęły w martwym punkcie, i zdecydowałem się zapytać jakiegoś rowerzystę, czy nie ma może łatek do odsprzedania - po preselekcji wybrałem Pana z sakwami i się udało ;-) Niestety, miał bardzo mało kleju więc nie chcąc mu całości zużywać przykleiłem łatę trochę za słabo, przez co później trzeba było doklejać kupionym przez kolegę Super Glue (5 zł na stacji).
Super Glut Pudzian Strąg jednak nie trzyma tak mocno i konieczne było dopompowywanie po drodze, ale przynajmniej dokulałem się jakoś do Tychów.
Tutaj nastąpiła zmiana ekipy - Adam i Michał odjechali do domu, a ja zadzwoniłem po Radka, bo jeszcze nie miałem dośc. Dojechał po pół godzinie i zrobiliśmy jeszcze błotną pętlę po paprach...

fajnie się jechało, wzięłem GPS'a ale niestety się wyładował - ściezki nie będzie. W lasach mokro, na drodze sucho, początkowo wiatr dość mocno dawał się we znaki, ale albo się przyzwyczaiłem, albo wiać przestało :)

pozdrower dla pomocnych.
ps.
najlepsze jest to, że łatwki wyciągnęłem z torebki podsiodłowej wczoraj, żeby zrobić miejsce dla drugiej pary rękawiczek - z długimi palcami na nocny powrót... ech, mści się.

Dane wyjazdu:
25.08 km 18.00 km teren
01:27 h 17.30 km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:-7.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Nocny Rajd Rowerowy

Sobota, 6 lutego 2010 · dodano: 08.02.2010 | Komentarze 0

Sobotni rajd rowerowy organizowany przez portal Nol Tychy. Moja trasa tego dnia była powiększona o dojazd do warsztatu samochodowego i błądzenie po tychach - pomyliłem mcdonaldy gdzie było spotkanie ;-)

Swoją drogą - jak pech, to na całego. Jako że ostatnio raczej średnio wszystko szło, to w sobotę sprawy się spieprzyły do reszty - rozwaliłem miskę olejową w moim escorcie o wystającą studzienkę. Nie byłby to wielki problem, bo mam zapasową miskę, gdyby nie jeden fakt - to jest FORD. A skrót FORD oznacza Failure of Research & Development, czyli porażkę przy projektowaniu ;-). Określenie jest w 100% trafne, bo żeby wyciągnąć miskę w tym aucie, muszę wyciągać skrzynię biegów, zdejmowac koło zamachowe i dopiero tam jest dostęp do dwóch ostatnich śrub...
ugh. gdyby nie to że FORD oznacza również "Fix or Repair Daily" (naprawiaj lub reperuj codziennie) oraz, czytane od tyłu "Driver Returns on Foot" (kierowca wraca na nogach), to pewnie bym się nie przejmował, ale to nie jest pierwsza awaria tego "trupka" w tym roku....

trasa: dom - warsztat (teleport) balbina - mcdonald mikołowska - mcdonald bielska - objazd lasem do cielmic - urbanowice - jaroszowice

Swoją drogą - miałem tam okazję poznać bikestatsowego rekordziste - Krzycha60... szkoda że nie mogłem się z nim pożegnać, bo Krzysiek, kiedy wracaliśmy, wrzucił któryśtam bieg i pogalopował do przodu, a ja mogłem sobie tylko oglądać z tyłu jak zasuwa na tych swoich cienkich oponkach w trekingu jadąc na przeszło 2 calowych, terenowych Conti Explorerach....

Dane wyjazdu:
73.00 km 20.00 km teren
03:00 h 24.33 km/h:
Maks. pr.:51.30 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:433 m
Kalorie: kcal

tychy - goczałkowice...a w tle góry...

Wtorek, 28 kwietnia 2009 · dodano: 28.04.2009 | Komentarze 1

Stosunkowo udany wyjazd:)
Najpierw standardowo trasa do pracy, potem po Sylwię pod blok, gdzie już czekał Radek. chwila obsuwu, w końcu Sylwia miała najdalej, przynajmniej w pionie;-) i pojawiła się ze swoim BMC'em.
Po krótkiej chwili wyjechaliśmy w kierunku Kobióra, trzymając niezłe tempo. potem przez las do Piasku i do Pszczyny. Parę fotek w parku pod zamkiem i na Goczałkowice. W międzyczasie zauważyliśmy jakiś wybieg żubrów, ale niestety jedyny żubr którego widziałem, to ten lany sprzedawany przed zagrodą:)
Chwilę później byliśmy już w Goczałkowicach, Sylwia po raz pierwszy w życiu.
Po kilkunastu minutach podczas których Sylwię oblazł robal którego obfotografowała, a mnie napadła ze zdwojoną siłą chęć wyjazdu w góry pojechaliśmy spowrotem, wracając inną trasą. Niespodzianka czekała w Pszczynie - rozebrano stary, metalowy most wojskowy i budują nowy... w sumie dobrze, jak było mokro łatwo było o glebę na tym moście.
Później powrót bez przygód przez jankowice - paprocany do Sylwii.Chwilę u niej zabawiłem, zgrałem fotki i do domu...
btw. czy ktoś z czytających ma doczynienia z powiększonymi żyłami po jeździe na rowerze? mi "wyszła" żyła pod kolanem, nad łydką patrząc od tyłu. nie jest pogięta jak żylak, ale wyraźnie się rysuje i przy mocnym wysiłku boli... lekarz wskazany czy jakieś maści wystarczą?

ślad GPS

Tym razem zdjęcia podpisane:)



leśna droga piasek-kobiór


zamek w Pszczynie


teren parku


Sylwia pod zamkiem:)


a tak sobie podskoczę.


Rumaki na Zaporze


Góry! Widok z zapory w Goczałkowicach... ja chcę tam być!


i jeszcze raz... czyżby ostało się trochę śniegu?


rowery też chcą nad wodę... może następny to będzie Giant Aquago?


klasztor / kościół Franciszkanów w Tychach


profil terenu

Dane wyjazdu:
41.40 km 25.00 km teren
02:02 h 20.36 km/h:
Maks. pr.:48.20 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:138 m
Kalorie: kcal

gostyń

Wtorek, 21 kwietnia 2009 · dodano: 21.04.2009 | Komentarze 0

dom-os.F-os.M-os.Sosnowe-las-Gostyń-Wyry-Wilkowyje-Mikołów(gleba Sylwii)-Wilkowyje-os.B-os.C-os.M-os.F-dom.

Sylwia dość niefortunnie upadła, łokieć ją boli + klamka z prawego hamulca jest mocno skrzywiona... może sie uda wyprostować.
tak to wycieczka nawet niezła, trochę górek:)
poniżej profil terenu - miejscami trzeba było się troszkę namęczyć:)



Dane wyjazdu:
57.58 km 35.00 km teren
02:25 h 23.83 km/h:
Maks. pr.:48.80 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:200 m
Kalorie: 822 kcal

dzika wycieczka

Poniedziałek, 20 kwietnia 2009 · dodano: 20.04.2009 | Komentarze 0

dom-praca-os.m-os.F-dom-lędziny-hamerla-murcki-hałdy-las-mąkołowiec-os.b-os.m-os.f-dom.

pierwszy raz zobaczyłem dzika w dzień, i pierwszy raz - dzik mi uciekł:) a goniłem go z aparatem...
Wycieczka z Sylwią i Radkiem. całkiem miło się jechało.,fotek nacykałem aż nadto...