Info

avatar Bloguje shovel z miejscowości Tychy. Przejechałem 16903.95 kilometrów w tym 3664.05 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.24 km/h i mam ją głęboko w dupie ;-)
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa


baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy shovel.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2008

Dystans całkowity:1416.40 km (w terenie 316.00 km; 22.31%)
Czas w ruchu:58:10
Średnia prędkość:24.15 km/h
Liczba aktywności:24
Średnio na aktywność:59.02 km i 2h 31m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
54.37 km 25.00 km teren
02:15 h 24.16 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

dom-praca-czułów-kostuchna-murcki-trzy stawy-murcki-podlesie-wilkowyje-dom.

Nocna

Wtorek, 4 listopada 2008 · dodano: 04.11.2008 | Komentarze 0

dom-praca-czułów-kostuchna-murcki-trzy stawy-murcki-podlesie-wilkowyje-dom.

Nocna jazda z bocialarką kolegi to przyjemność ;] wszystko widać, 35-40 km/h po lesie nie jest niebezpieczne... trochę "miga" na wybojach ale nie ma co narzekać.
W drodze powrotnej warunki zdecydowanie się pogorszyły, mocny wiatr + gęsta mgła.

v-max 56.22 km/h
Kategoria 50-100 km, z kims


Dane wyjazdu:
55.73 km 25.00 km teren
02:22 h 23.55 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

dom-praca-real-dom-lędziny-zamoście-próba przejazdu przez las-wygorzele-paprocany-F-dom.

Poniedziałek, 3 listopada 2008 · dodano: 03.11.2008 | Komentarze 0

dom-praca-real-dom-lędziny-zamoście-próba przejazdu przez las-wygorzele-paprocany-F-dom.

Fajnie było. Test bojowy bocialarki kolegi - masakrycznie dobra lampka. Świeci 10x mocniej od mojej Vetty 9L. Nadaje się do jazdy po lasach przy 30 km/h i więcej.

Zgubilliśmy się mimo tej lampki na środku pola w okolicach Wygorzela... nic nie było widać przez mgłę,i "na słuch" dojechaliśmy do szybkiego ruchu po łące, potem trafiliśmy na dróżki i już lepiej było.

dalsza część bez niespodzianek.

muszę w końcu zrobić porządek z kołami - i przednie i tylne są już bardziej "obłe" niż okrągłe, a w dodatku tylne ma krzywą ośkę.
ciężko się jeździ przez to (a może kryzys?)

v-max 39.93 km/h




Dane wyjazdu:
84.69 km 0.00 km teren
03:17 h 25.79 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

tychy-mikołów-chudów-gliwice-mikołów-tychy.

v-max 48,74 km/h

Niedziela, 2 listopada 2008 · dodano: 02.11.2008 | Komentarze 2

tychy-mikołów-chudów-gliwice-mikołów-tychy.

v-max 48,74 km/h

W Chudowie pod zamkiem spotkanie z koleżankami, i później odprowadzenie ich do Gliwic ;]
Generalnie fajnie się jechało, pierwsze 20 km miałem trudne, w zasadzie całą drogę do Mikołowa miałem "kryzys dnia wczorajszego", ale później było już lepiej, i do Chudowa dotarliśmy ze średnią ok. 27,5 km/h ;]

Później powolniejszy przejazd do Gliwic i jazda chodnikami... brr, nienawidzę! Tym bardziej że pierwszy raz odkąd go kupiłem, zapomniałem kasku.
Powrót z niespodziankami. Pierwsza - miałem mniej powietrza w przedniej oponie (na tej niepewnej dętce którą wczoraj założyłem), a w plecaku tylko 1 zapas i to na wentyl rowerowy, w dodatku z niepewną pompką.
pojechaliśmy na stację, dopompowaliśmy i pojechaliśmy do Tychów... po ok 10 km coś ciężej mi się jechało i okazało się że przebił się tył. jako że powietrze uciekało dość powoli zdecydowałem się jechać na tym do tychów, dopompowując co stację powietrze (chyba z 7-8 stacji po drodze zaliczyliśmy).
Tuż przed domem, po raz chyba pierwszy od założenia strzelił mi łańcuch, w dodatku w dość dziwnej sytuacji bo nie był na przekosie (przerzuta 2-7), nie zmieniałem biegów, tylko mocniej docisnęłem po wyminięciu ludzi.

generalnie, fajnie było :)
parę fotek:




Dane wyjazdu:
119.49 km 25.00 km teren
05:24 h 22.13 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Szyndzielnia Klimczok i Dębowiec

Sobota, 1 listopada 2008 · dodano: 01.11.2008 | Komentarze 4

Szyndzielnia Klimczok i Dębowiec zdobyte!:D

Trasa: Dom (Tychy - Jaroszowice) - Tychy - Piasek - Pszczyna - Goczałkowice Zdrój - Czechowice Dziedzice - Bielsko Biała - podjazd ulicą Skalną na Dębowiec, potem na Szyndzielnię (czerwonym Szlakiem) - przejazd żółtym szlakiem na Klimczok - spowrotem na Szyndzielnię - zjazd - Bielsko - Bestwina - Dankowice - Brzeszcze - Góra - Wola - Bojszowy - Dom.
v-max 78.46 km/h
kilometraż wycieczki nie uwzględnia prowadzenia roweru.

Wyjechałem około godziny 11. zaraz po wyjeździe zaczęło kropić, i zastanawiałem się czy nie "olać" sprawy i nie wrócić, jednak stwierdziłem że z cukru nie jestem i dam radę. Zaczęło padać trochę mocniej na wysokości Piasku i tak mnie trzymało w deszczu prawie do Bielska. Wcześniej jednak, na wysokości Orlenu w Pszczynie złapałem pierwszą panę - nie wiem jak, bo ani szkła nie było, ani krawężników. nie widziałem tez gołym okiem gdzie. Jako że było blisko do Orlenu podszedłem i tam wymieniłem oponę, i skorzystałem z ich kompresora (całkiem miły gość go 'obsługiwał', okazał się pomocny przy zmianie opony :-)
Mając jeszcze jeden pewny, i drugi "prawdopodbny" zapas wybrałem się dalej do Bielska.
Zaraz na początku podjazdu z Dębowca na Szyndzielnię złapałem drugą gumę dzisiejszego dnia, po tym jak najechalem na ostry kamień. Szybka wymiana dętki (zwijane opony są bezcenne:-) i dalej podjazd, z paroma przerwami na zaczerpnięcie oddechu. Najtrudniejszy fragment wjazdu na Szyndzielnię to zdecydoweanie była kamienista droga do Schroniska - ślizgałem się, podskakiwałem, i była lipa.
W schronisku kupiłem wodę, zamieszałem nową porcję Tigera i pojechałem dalej, na Klimczok. Przy ostatnim podjeździe na szczyt Klimczoka musiałem na chwilę zejść z rowerui i go poprowadzić bo przerzucało mnie na plecy... dużo dużych kamieni + stromizna to nie są najlepsi przyjaciele mojego Cayona.
Chwila na górze i zjazd... Na początku się bałem, i trzymałem dużą część zjazdu z Klimczoka na Szyndzielnię rower na tylnym hamulcu (co i tak nie wiele dawało bo cały czas licznik wskazywał ponad 20 km/h). Dalej już się przyzwyczaiłem do tego że mój amor (nieszczęsny Suntour XCR) nie wybiera, tylko się odbija od nierówności, i że jazda powoli wcale nie oznacza że jest bezpieczniej.
Zjazd bardzo przyjemny, z super-szybkim odcinkiem od ok. 2 km (od góry licząc) gdzie minąłem dość szybko gościa zjeżdżającego na rowerze do DH :-) Tam też padł mój rekord szybkości.
Trochę wczęsniej niewiele brakowało a zaliczyłbym najgorszą glebę w życiu, gdy podczas zmieniania sposobu trzymania kiery wpadłem na kamień, i praktycznie wylatywałem z roweru przy 40 km/h z przepaścią metr od siebie.
Dalej (po tym fajnym fragmencie) starałem się przyhamować bo znowu zaczynały się duże kamienie, ale niestety, na jeden z nich trafiłem na tyle skutecznie że przebiłem przednią dentkę. chciałem zabrać się do wymiany - patrzę a tu pompki nie ma :/
zszedłem do Dębowca (na szczęście daleko nie było) i wymieniłem dętkę na ostatnią, niepewną Kendę i czekałem na downhillowca który widziałem że miał zapas... zapytałem się go czy ma może pompkę (a jak ma zapas to ma i pompjkę chyba, nie?) ale powiedział że nie ma czasu (nie ma czasu! kuźwa, to zjeżdżaj szybciej jak ci czasu brakuje) i pojechał. cham głupi.
Rower prowadziłem dobre 2 km aż udało mi się zatrzymać innego rowerzyste,który użyczył mi pompki i podpompowałem rower na tyle żeby dojechać na stację BP, gzdzie dobiłem Kendę i pojechałem.
O dziwo trzymała powietrze :]
Dalsza trasa przez Bestwinę, Dankowice - bo tam jest fajny teren, to raz, a dwa że wolałem nie ryzykować krajówki w nocy,
W Dankowicach podjechałem do Sonii po trochę wody (DZIĘKIIIII!!!) i dalej do domu.
W okolicach Bojszów dopadł mnie kryzys, ale jakoś dokulałem się do domu.

śr z dojazdu ok 26 km/h. podjazd - ok 8-10 km/h.

a teraz:
Pozdrowienia:
Dla Ojca i syna, którzy zjeżdżali z Szyndzielni kiedy wjeżdżałem. Za pozdrowienia, zatrzymanie się i chwilę rozmowy :-)
Dla Sonii - za wodę :)
Dla Pana z Pompką - za uratowanie tyłka
Dla Pana z Kompresorem z Orlenu - za to, że nie musiałem męczyć się z pompowaniem ;]

Antypozdrowienia:
-typek na rowerku do DH (swoją droga, trzeba mieć niezła fantazję żeby dać z 6-10k (patrząc po osprzęcie) na rower, a potem jeździć wolniej od Hard Taila za 2k)
-kierowców jeżdżących na długich

Podsumowanie:
- następny wyjazd w góry na pewno z lepszym amorem, nie na semi-slickach tylko na terenowych oponach, i oprócz zapasów wezmę łaty
- podczas zjazdów wszystko lepiej pochować do plecaka

a teraz zdjęcia: