Info

avatar Bloguje shovel z miejscowości Tychy. Przejechałem 24285.64 kilometrów w tym 3664.05 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.52 km/h i mam ją głęboko w dupie ;-)
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa


baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy shovel.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
28.78 km 22.00 km teren
02:02 h 14.15 km/h:
Maks. pr.:35.70 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 80 m
Kalorie: kcal

eksploracja lasów

Sobota, 12 marca 2011 · dodano: 12.03.2011 | Komentarze 2

wycieczka na pograniczu Tychów i Katowic. Eksploracja terenu na południe od hałd na wzgórzu Wandy. Bardzo błotnie:)

ogólnie to mam sporo zaległości bikestatsowych. nie wprowadziłem kilku zimowych wycieczek a tutaj wiosna idzie wielkimi krokami...
Kategoria 0-50 km, z kims


Dane wyjazdu:
35.00 km 25.00 km teren
04:00 h 8.75 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1400 m
Kalorie: kcal

Żywiecka Masakra zimowo-błotna

Sobota, 5 marca 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 0

Marcowy wypad w Beskid Żywiecki.
Co tu dużo gadać - ciężko było... dużo mokrego śniegu, błota, sporo noszenia / pchania. Była też solidna gleba więc bez opierdzielania:)
Traska -> podjazd na Halę Boraczą - Zielony - Lipowska - Rysianka - trawers Romanki -> Słowianka i dalej zjazd nie-pamiętam-czym w dół:)







więcej fotek tutaj

Dane wyjazdu:
5.00 km 5.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Zabawy na Bażantarni

Niedziela, 27 lutego 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 0

Wypad na pszczyńską Bażantarnię, trochę zabaw na śneigu...



Kategoria 0-50 km


Dane wyjazdu:
35.00 km 25.00 km teren
04:00 h 8.75 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:400 m
Kalorie: kcal

Przeganianie grypy z EMTB

Niedziela, 20 lutego 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 0

W końcu uzupełniam archiwalne wpisy...
Zimowy wypad z ekipą z forum EMTB na Skrzyczne. Zebrało się kilkanaście osób mimo dość trudnych warunków terenowych.
Z tego co pamiętam to były 3 zjazdy i turystyka wycągowa. Pierwszy zjazd - czerwonym do Buczkowic, drugi - w kierunku Malinowskeij Skały i odbicie tuż przed Salmopolską do Szczyrku, no i trzeci - zrobiony już w mniejszym składzie - do Buczkowic ponownie.

Czerwony szlak w zimie jest baardzo przyjemny.

parę fot na zachętę:






więcej zdjęć:
galeria Picasa

video:


Dane wyjazdu:
22.00 km 18.00 km teren
03:20 h 6.60 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:860 m
Kalorie: kcal

Zimowe Skrzyczne i Klimczok

Niedziela, 30 stycznia 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 2

Styczniowy wypad z niezawodną ekipą EMTB - Beatą, Kartonierem i Spoonmanem.
Wyjazd pod znakiem pięknej pogody i zdziwionych (obecnością rowerzystów) turystów.
Plan - wjazd wyciągiem na Skrzyczne, zjazd do Buczkowic czerwonym szlakiem oraz późniejsze zjedzenie obiadku na Klimczoku (świetna kuchnia - polecma) zrealizowany został w 100%.
Nawet w 101, bo jeszcze nightride doszedł...


widoczki tego dnia rządziły...


czerwony szlak do Buczkowic był tego dnia wyjątkowo nieprzyjazny rowerom. Sprzyjało to podziwianiu:-)


na przykłąd takich krajobrazów...

Ogólnie warunki do jazdy były bardzo dobre, pomijając sam górny fragment szlaku do Buczkowic. Tam to naprawdę była walka o każdy metr. Im niżej tym przyjemniej się jechało.
Ogólnie w tym roku zima w górach bardziej sprzyjała rowerzystom aniżeli narciarzom. A ja znowu miałem wymówkę żeby nie nauczyć się jeździć...


tutaj trochę niżej - dalej w kierunku Buczkowic...


a oto Beatka - enduro bikerka która zawitała do nas aż z Krakowa;-)


zachód słońca złapał nas na podjeździe na Klimczok. Napędzała nas wizja obiadu:-)


... który nas trochę rozleniwił.

a poniżej filmik z wycieczki. Trochę długo, ale niektórzy twierdzą że warto ;-)



Dane wyjazdu:
14.00 km 14.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:42.50 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal

w Góry na Gaiki z EMTB

Niedziela, 23 stycznia 2011 · dodano: 09.02.2011 | Komentarze 1

Kilometry podane orientacyjnie, czasu jazdy nawet nie zgaduję ;-)
Ot taka wycieczka integracyjna, wspomagana zewnętrznie - busik Harry'ego służył nam za 'wyciąg drogowy' który nas zawiózł najpierw na przełęcz Przegibek, a później - po dwukrotnym zaliczeniu Gaików (raz sami się "wtaszczyliśmy!" ;-) w okolice Magurki gdzie zwiedzaliśmy lokalne ścieżki i pomagaliśmy wypchać najpierw z choinki jakiegoś Suzuki SX4, a później ratowaliśmy przed spadnięciem w przepaść busik Harrego. Enduro pełną gębą, nie ma co;-)

ale po kolei...


Busik Harrego i część ekipy - było nas łącznie 8 sztuk...

... wystartowalismy z tradycyjnym opóźnieniem z bielska około 10:30. Najpierw busikowy teleport na Przegibek, później podjazd na Gaiki.
Tak - podjazd :-) Większość drogi dało się jechać, chociaż sypiący od rana śnieg coraz bardziej utrudniał jazdę. Ostatecznie na Gaikach znaleźliśmy się za około pół godziny. Chwila pauzy - ubieranie ochraniaczy, kamerki ;-) i innych takich i zacznynamy zjazd "legendarnym niebieskim".


fragment zjazdu z Gaików - prostsze fragmenty na dole


na Gaikach...


jako kamerzysta nie robiłem fot - przez to dzisiaj prawie same moje;-)


... a lekko nie było.

Niedługo przed końcem szlaku odbiliśmy w lokalesom-tylko-znane drogi leśne i zaczęliśmy mozolny podjazd/podejście na Gaiki z drugiej strony.
Tym razem czas wejścia był dłuższy, ale to też zrozumiałe ze względu na nieprzetarcie szlaków.


mało przyjemne podejscie
Po ponad godzinie dotarliśmy na szczyt skąd zaczęliśmy dośc szybko zjazd czerwonym szlakiem. Co tu dużo gadać - był flow :)
Dużo przyjemnych fragmentów, szybkich, poprzerywanych krótkimi technicznymi odcinkami.
To co tygryski lubią najbardziej


... mieliśmy tez jedną Endurową Tygrysicę w składzie ;-)


na zjeździe czerwonym jest wiele miejsc gdzie można przyspieszyć...

Filmik na Vimeo


Po zjechaniu czerwonego nie pozostało nam nic innego jak tylko transport do samochodów i ponowny wjazd busikiem na Magurkę, tym razem w celu penetracji sekretnych scieżek :)
Niestety na dole ekipa się trochę wykruszyła, ostatecznie na Magurkę pojechało nas 6 osób.
Podróż była z przygodami - busik Harrego mimo łańcuchów średnio sobie radził z grubą warstwą świeżego puchu, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło do jego postawienia bokiem.... ale popchaliśmy i harry zjechał.

Dalej trafiliśmy na lokalne ściezki prowadzące przez bardzo urozmaicony teren...co tu dużo gadać - rewelacja. Było wszystko - muldy, ścianki, odcinki szybkie i techniczne...



Ogółem wypad bardzo udany, jak i wszystkie w dobrym towarzystwie :)

Dane wyjazdu:
27.00 km 22.00 km teren
04:12 h 6.43 km/h:
Maks. pr.:44.90 km/h
Temperatura:-4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1150 m
Kalorie: kcal

Posylwestrowe "Odprocentowanie" z EMTB

Niedziela, 2 stycznia 2011 · dodano: 06.01.2011 | Komentarze 15

Wycieczka "posylwestrowa" z ludźmi z najlepszego forum rowerowego w polsce - EMTB ;-)
O poziomie integracji forum może świadczyć fakt że tego "ciężkiego" poranka na parkingu pod Dębowcem zjawiło się 14 osób, a część z nich dojechała na miejsce pokonując samochodem okolice 100 kiloemtrów.


jedna z bojówek endurowych na podjeździe ;-)


podjazd na Szyndzielnie... po raz który to?

Start umówiony był na 10, i w okolicach tej godziny ruszyliśmy z Dębowca na Szyndzielnię. Podjazd szedł całkiem sprawnie jak na tak dużą grupę i warunki zimowe.
Po drodze było trochę "zabawy" - w szczególności w formie turnieju "enduraki tańczą na lodzie". Zwycięzcą konkursu został Kondi, który jako jedyny przejechał na zwykłych oponach lód bez gleby. Sretsam również pokonał tą przeszkodę, ale został zdyskwalifikowany ze względu na kolce :)


Arepo tańczy na lodzie ;-)


moja gleba

Podjazd na Szyndzielnię idzie całkiem sprawnie, i po niewiele ponad godzinie cała grupa znajduje się przy schronisku. Po krótkiej pauzie jedziemy w kierunku miejsca docelowego - Klimczoka i tamtejszego schroniska.

Przejezdność szlaku była całkiem niezła, pomijając ostatnie podejście na szczyt Klimczoka - sporo luźnego sniegu utrudniało wjazd - w efekcie na szczyt "w siodle" wjechali tylko Kondi i Harry.


tuż przed szczytem Klimczoka


nasze miejsce docelowe


A tyle nas było...


zjeszcze widoki ;-)

Po robieniu pamiątkowych zdjęć na Klimczoku przyszedł czas na zjazd. Najpierw zjechali fotografowie którzy się okopali w różnych częściach stoku, później przyszła kolej na nas...
Coś tam Pan wyciągowy na nas fukał, ale jakoś bez większego przekonania.
A zabawa była przednia:-)


zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam


zjazd z Klimczoka - fot. Sretsam


zjazd z Klimczoka - fot. Spoonman

W schronisku dość sporo ludzi, ale szczęśliwie udało nam się znaleźć miejsca siedzące. Obiad, rozmowy... po około godzinie zbieramy się w kierunku Szyndzielni - ten kierunek (w dół) nastrawiał dosyć pozytywnie :)


przejazd spod schroniska


chwila pauzy między Klimczokiem a Szyndzielnią

Podczas jazdy na Szyndzielnię po raz kolejny udało mi się solidnie przydzwonić. A specjalnie zrobiłem lukę do ludzi przede mną bo wydawało mi się że za wolno jadą...

Na Szyndzielni chciałem dopompować tylne koło i w ramach urozmaicenia urwałem wentyl z nowej dętki Fossa. Pech to pech. Na szczęście zmianę wykonałem ekspresowo :)

Dalsza część zjazdu to zielony szlak z późniejszym odbiciem na traskę DH w Wapienicy.
Ten przejazd szedł mi średnio, zaliczyłem jeszcze ze 2 gleby, ale i tak było nieźle.

szkoła noszenia rowerów im. shovela -> podejście na Cyberniok

Jedynie późniejszy przejazd z Wapienicy spowrotem pod Szyndzielnię (asfaltem) był średnio przyjemny.

Na parkingu pod Dębowcem pożegnaliśmy większość ekipy i w okrojonym, 5-cio osobywm składzie pojechaliśmy w kierunku wyciągu, a tam - korzystając z wygód - na szyndzielnię, skąd później zjeżdżaliśmy "nightride'owo".
Ten drugi zjazd- w całości zielonym szlakiem - był dla mnie zdecydowanie przyjemniejszy, szybszy i ogólnie - lepszy. Może to że poprzedni zjazd był bardziej "rwany" (duża grupa, czekanie) i brakowało mi flow...
Niestety na samym końcu, przy zjeździe z Dębowca zostałem pierwszym z EMTB który przysnejczył Fossa. Coś pecha mi przyniosły te dętki ;-)
ale snejk był uzasadniony - przy ~40 km/h wpadłem w duży kamień, bo patrzyłem się gdzie Kondi jedzie żeby mu drogi nie zajechać wyjeżdżając z bocznej ścieżki.
Efekt wpadnięcia na kamień to wgniecenie na obręczy, boczne bicie, przebita dętka i wgniot na ramie.
No ale... w tej sytuacji ta dętka miała prawo "pójść"


tradycyjne foto pamiątkowe

Podsumowując - wyjazd bardzo udany. Świetna atmosfera, niezapomniane miny turystów , którzy nie spodziewali się rowerowej "świętej inkwizycji" w górach, no i w trochę ruchu ;-)

Sezon się dobrze zapowiada.

profil

Track GPS

Dane wyjazdu:
11.50 km 11.50 km teren
h km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:-8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: kcal

Enduro Sylwester 2010/2011

Sobota, 1 stycznia 2011 · dodano: 05.01.2011 | Komentarze 2

Dość spontaniczny to mało powiedziane.
O tym że jadę w góry na Sylwester zadecydowałem 30 grudnia o 23:00. Spoonman planował taki wyjazd ale nie umiał nikogo wyciągnąć więc... no cóż, dałem się wyciągnąć :-) Zresztą - ze mną jak z dzieckiem - za rączkę i w góry.
W samego Sylwestra dołączył do nas Kartonier... Spoon podołał wyzwaniu i załatwił większe auto.

Chłopaki podjechali po mnie po 20... spóźnieni! Ja to spóźnienie jeszcze pogłębiłem wyciągając ich na herbatkę.
W końcu pojechaliśmy ode mnie około 21, po małych perturbacjach związanych z pakowaniem 3 dużych rowerów i 3 dużych ludków do jednego Opla Merivy ;-)
Dało radę:)

Start z Rzyk około 23, na Leskowiec wjeżdżali / szli / wjeżdżaliśmy czarnym szlakiem, przechodząc później w serduszkowy (przejezdny!) i czerwony (względnie przejezdny)

Niestety nie zdążyliśmy na powitanie Nowego Roku na szczycie Leskowca - zdążyliśmy na Groń Jana Pawła II


jeśli użyjecie trochę wyobraźni - zobaczycie fajerwerki:-)

Po chwili spędzonej na fotografowaniu i oglądaniu wybuchów petard "pociągnęliśmy" jeszcze parę metrów w górę po to, aby zjechać pod schronisko.
W tym miejscu ja zaliczyłem 1 spotkanie z choinką w Nowym Roku, ale sam przyjazd na rowerze zrobił na gawiedzi niezłe wrażenie (jeden z uczestników imprezy jak mnie zobaczył na rowerze wybąkał "ja pier**le, ja dzisiaj więcej nie piję..."

Po chwili zjechali na miejsce Spoon i Kartonier, mimo "błagań" ;-) nie pożyczyliśmy rowerów, i pojechaliśmy na Leskowiec gdzie spotkaliśmy 4 osobową grupkę witającą Nowy Rok na szczycie - pozdrawiamy!
I dziękujemy za tą odrobinę alkoholu - grzańca - bo nie mieliśmy nic ze sobą, a tak przynajmniej jakiś 'pseudo-toast' był
Po chwili rozmowy i udostępniania naszych rowerów na potrzeby fotografii ;-) zabraliśmy się za cykanie fotek i przygotowywanie do zjazdu.


ekipa Sylwestrowa - Spoonman, Kartonier, ja

Pierwszą glebę zjazdu oczywiście musiałem zaliczyć ja, no bo któż by inny? :-)
No nic, pozbierałem się i jedziemy dalej. Zjeżdżaliśmy tą samą drogą którą wjeżdżaliśmy. Na górze trakcja była dosyć marna, za to było parę zabawnych sytuacji - jak choćby mój obrót o 180 stopni przy ~30 km/h... do teraz nie wiem o co chodziło i jak to się stało że zamiast jechać do przodu stałem obok trasy w kierunku "podjazdowym".

Spoonman na czarnym szlaku

W międzyczasie się okazało że Kartonier jest zjazdowcem zimowym niekulawym, i gonienie go było moją ambicją tej nocy.
Całkiem sprawnie mi to szło, nie licząc kilkudziesięciu podpórek ;-)

Zjazd minął nam zbyt szybko, przez co zdecydowaliśmy się podejść ponownie kawałek czarnym i pobawić się trochę oraz porobić zdjęcia.
W dolnym odcinku śniegu było mało, trakcja względnie dobra... można było się pokusić :)


ach ci paparazzi...


Spoonmana też upolowali!

Po dłuższej zabawie stwierdziliśmy że czas się zbierać... spod Leskowca zebraliśmy się grubo po 4, do domu dotarłem przed 6..


pakowanie

Wyjazd - jak większość spontanów - świetny. Doborowe towarzystwo (choć nieliczne), dużo zabawy, może nie za wiele kilometrów, ale od czegoś rok trzeba zacząć:)

Dane wyjazdu:
28.60 km 20.00 km teren
03:50 h 7.46 km/h:
Maks. pr.:45.50 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1150 m
Kalorie: kcal

Coś się tu Żarzy - Beskid Mały z EMTB :)

Poniedziałek, 27 grudnia 2010 · dodano: 05.01.2011 | Komentarze 4

Poświąteczny wypad z ludźmi z forum EMTB - Tomkem Dębcem, Tokasito i Kashą.

Start około 11 z parkingu przy kolejce na Żarze - na szczyt wjeżdżamy kolejką - nikomu się nie uśmiecha "rozgrzewka" asfaltem..
Chłopaki robią na gorze jakieś zdjęcia, ja ubieram ochraniacze i ruszmay w dół.
Muszę mówić że jest ciekawie?
Zmrożone zaspy na czerwonym szlaku formują pagórki - jedne calkowicie twarde, inne - lekko zapadające sie. Często nastepują szybko po sobie, a wcale małe nie są - pół metra - czasem trochę więcej.
Prawie każdy poza chyba Tomkiem Dębcem na tym odcinku "zaliczył glebę", jednak było to ciekawe urozmaicenie po jeździe po łatwych i już zimowo "oblatanych" szlakach w rejonie Szyndzielni.

Zjazd czerwonym szlakiem kończy się niespodzianką - tuż przed zabudowaniami mamy ponad 2 metrowe urwisko spowodowane przez ruchy osuwiskowe w z wiosny-lata 2010.
To miejsce jest o tyle niebezpieczne że szlak wyżej aż zachęca do szybkiej jazdy, a tutaj niespodzianka - dwumetrowy "drop" mógłby się skończyć nieciekawie...
Tomek D na szczęście hamuje w porę i ostrzega nas przed "niespodzianką"
Pewno tu niedługo Ghetto Freeriders wpadną i będa kombinować jak to zjechać :-)

Po zjeździe z żaru druga część "wycieczki" - teleport na drugą stronę jeziora i podjazd na Hrobaczą Łąkę.
Do końca zabudowań można było jechać w siodle, później była to już cięzka walka w koleinach i głębokim śniegu, a ostatnie fragmenty trzeba było już prowadzić.


TeDe i Tokasito na podjeździe


gleba?


mój alu-rumak na tle drzew ;-)


tutaj już trzeba było prowadzić

Do schroniska docieramy przed 13. Niestety - w schronisku panuje zewnętrzna temperatura, a opiekun schroniska okazuje się dosyć zamotany...
O tym jakie tam panowały warunki może trochę powiedzieć to, że po tym jak my dotarliśmy na miejsce, doszły 2 grupy turystów i temperatura wewnątrz wzrosła do 5 stopni...
Na miejscu zmiana planow - miał być szybki zjazd i powrót, udało misię chłopaków namówić na przejazd na Gaiki - korzystając z dość dobrych, jak na zimę, warunków


niebo było przebłękitne...


część zjazdowo-trawersowa: Kasha i Tokasito


ja tez się tam gdzieś plątałem

Na Gaiki droga minęła bez większych problemów, chociaż szlak był słabo rozdeptany i w wielu miejscach było cięzko jechać.
O dziwo kompletnie nie wiało, a w atmosferze zaszła inwersja - w górach było cieplej niż w dolinach.


Tomek Dębiec jedzie w kierunku Gaików.

Dalsza częśc to szlak zielony do Międzybrodzia, który dość leniwo opada w dół. W lecie może to być dośc ciekawa opcja podjazdowa, w zimie - trochę miejscami brakowało stromizny, ale jechało się dość dobrze.
O przy czerwonym szlaku możemy mówić o "słabym rozchodzeniu" przez turystów, o tyle na zielonym w wielu miejscach ludzka stopa jeszcze w zimie nie stanęła.
Podczas zjazdu udało mi się wyrwać plastikowe mocowania trzymające linkę hamulcową i przerzutkowa jakimś patykiem, no ale przy pomocy magicznych zipów udało się sytuację opanować :)


na zielonym szlaku


ślady rowerów i pchających je butow :)


ostatni fragment zjazdu

Trochę dalej siodło urwał tokasito, co zmusiło go do pominięcia części powrotowej na Żar asfaltem, i integracji z miejscowym folklorem barowym.
W drodze powrotnej na Żar najpierw miałem możliwość trochę "pogonić" Tomka, który wrzucił żelazne tempo, a potem - przetestowania rowerka Commencal Meta 6, którego do testów Tomkowi udostępniła firma Horizon Bikes.
Co tu dużo gadać - ciekawa konstrukcja, bo mimo jednozawiasowego systemu amortyzacji rower nie buja / buja niewyczuwalnie na asfalcie.
Więcej informacji o tym cudzie możecie znaleźć na stronie Horizon Bikes

Podjazd trochę mnie pomęczył - szczególnie biorąc pod uwagę fakt ze przy "wyrywaniu linek" trochę rozregulowałem tylną przerzutkę i musiałem podjeżdżać na przełożeniu 22x24T co było niezbyt przyjemne:)


profil

Track GPS (pożyczony od Tomka Dębca)

Dane wyjazdu:
17.30 km 17.30 km teren
03:40 h 4.72 km/h:
Maks. pr.:47.20 km/h
Temperatura:-10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:850 m
Kalorie: kcal

w poszukiwaniu Yeti z EMTB

Niedziela, 19 grudnia 2010 · dodano: 04.01.2011 | Komentarze 0

Przedświąteczny wypad z ekipa EMTB w składzie Kondi, Kartonier, Nokiann i ja.
Dzisiejszym celem jest poszukiwanie śladów Yeti w masywie Szyndzielni / Klimczoka, i uraczenie się obiadem w schronisku na Klimczoku.
Ten drugi cel niestety nie zostaje osiągnięty, ale powoli...

U stóp Szyndzielni wita nas niezła zadymka. Silny wiatr który lekko napawa mnie zwątpieniem... no ale co to za enduro bez hardkoru, poza tym - Kondi - Kołcz miał podręczny, przypiersiowy motywator typu Jagermeister.


bez motyywatora ani rusz...


dolna część szlaku - na szczęście osłonięta od wiatru


skład w komplecie

Podjazd na Szyndzielnię szedł mozolnie. W zasadzie to dzisiaj cięzko było mówić o jakiejś płynnej jeździe - mniej niż połowę dystansu w górę pokonaliśmy w siodle, reszta to pchanie lub noszenie. Śnieg był w ogóle nie ubity, i nawet bardzo szerokie opony się w nim zapadały.
No cóż - spacerki w górach też są przyjemne :-)


jeszcze jeden i byłaby olimpiada


C'est moi! na tle Bielska :)


"po co jechać skoro można iść?" - Kondi Kołcz 2010

Po wyjściu nad "Saharę" wiatr wzmógł się dość znacznie. W momencie w którym doszlismy do złączenia czerwonego szlaku z zielonym robiło się już naprawdę nieciekawie... Zadymka z podnóża góry to był "lajcik" w porównaniu do tego co na nas czekało na górze.
Ale co to za enduro bez zadymy ;-)


Noł Kołcz foto

Warun pogodowy zmusił nas do weryfikacji planu i porzucenia myśli o "ciśnięciu" na Klimczok. Obiad zjedliśmy na Szyndzielni... no nie było to złe, ale do kuchni z Klimczoka schron na Szyndzielni się nie umywa. Niestety :-(

Pierwszy zjazd tego dnia przejechaliśmy miksując szlak czerwony (w górnej i dolnej części) z zielonym (w części środkowej).
Szło to różnie, ale fun był!


śnieżne enduro ma swoje uroki ...


... takie jak niemal bezbolesne gleby

Po zjechaniu na dół stwierdziliśmy że jednak pozostał nam niedosyt, w związku z czym ruszyliśmy do kolejki, i po raz drugi wysokośc nabralismy w sposób ekspresowy.
Zjazd nr. 2 to cały czerwony szlak z krótką przerwą na foto. W trakcie cykania fotek trafiliśmy na Yeti, jednak jego magnetyczna osobowość rozkalibrowała Kartonierski aparat i wyszedł niewyraźny...


a foto bez yeti było ok!


profil trasy

Zjazd na dół jak dla mnie rewelacyjny - było co robić, bo czerwony już mocno "posypało", było przy tym szybko i... fajnie :)

Track GPs