Info

avatar Bloguje shovel z miejscowości Tychy. Przejechałem 24285.64 kilometrów w tym 3664.05 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.52 km/h i mam ją głęboko w dupie ;-)
Więcej na moim www.
Polecam: Snowboard Sklep Snow4Life
Portal o treningu siłowym i funkcjonalnym mojego autorstwa


baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy shovel.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
48.40 km 33.00 km teren
04:47 h 10.12 km/h:
Maks. pr.:53.10 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2120 m
Kalorie: kcal

Jesienny Beskid Mały

Sobota, 23 października 2010 · dodano: 23.10.2010 | Komentarze 5

Korzystając z "pięknych okoliczności przyrody" wybrałem się na cotygodniowy wypad w góry. Do samego końca miałem dylemat gdzie jechać - w końcu na niedzielę już byłem umówiony na objazd Beskidu Małego, ale rzut oka na kamerkę on-line zlokalizowaną na szyndzielni uświadomił mi, że Beskid Śląski, i ogólnie górki wyższe niż 1000 m npm to nienajlepszy pomysł.

Wybrałem więc trasę w rzadziej przeze mnie odwiedzanej części "Małego" - w grupie Magurki Wilkowickiej oraz w obrębie masywu góry Żar.

Z Międzybrodzia Kobiernickiego wystartowałem koło 10tej, dość późno - ale szczerze mówiąc, nie miałem siły się wywlec z auta. Pierwsze kilometry podjazdu to ciągłe przerwy - to telefon, to walka ze strzelającymi pedałami (swoją drogą, dalej nie wiem czemu strzelają). W międzyczasie zdecydowałem się wrzucić słuchawki na uszy, i "uraczyć" się muzyką. Dobre rozwiązanie na podjazd - poszedł wyjątkowo sprawnie, chociaż może niezbyt szybko (~ pół godziny jazdy), ale trzeba brać pod uwagę że moje opony poprzednio jeździły w ciągniku rolniczym... 2,4 przód/tył na ciśnieniu ~2 atmosfery to nie jest zbyt przyjazny zestaw na asfalt:)

Koło schroniska na Hrobaczej MASA liści. tego sie nie da opisać... spadło tam ich może pół metra? z perspektywy czasu żałuję że się nie zatrzymałem, ale tak dobrze mi się jechało...
Czerwonym w kierunku Gaików tym razem jechało się bardzo przyjemnie. Jeden krótki wypych, umiarkowana ilość błota. Ilość liści pozwalała na bezpieczną jazdę:)

miejsce do "podpychania

Przed Gaikami odbiłem na niebieski szlak prowadzący na przełęcz Przegibek. Krótka foto-pauza, obniżenie siodła i w drogę.
Tutaj szlak był już bardziej nieprzewidywalny. miejscami dywan liści tak równo pokrywał całość, że trudno było wyczuć gdzie akurat idzie "rynna", i co się czai pod spodem.

widoczek spod Gaików

Po zjechaniu na przełęcz Przegibek zdecydowałem się "zgubić" jeszcze parę metrów wysokości i spróbować podjazdu na Magurę zielonym szlakiem od strony Straconki.
Szlak przy dobrej kondycji jest do podjechania w całości, na fullu na 100%, na hardtailu - jeśli się będzie wybierało dobrą linię przejazdu. Ja podprowadzałem tam może 5 metrów, jak zrzuciło mnie z siodła i nie miałem gdzie wystartować.


zielony szlak ze Straconki]

Na Magurce - zatrzęsienie myśliwych. Jakieś polowanie sobie urządzili? Szkoda tylko że samymi ciężkimi terenówkami się "bujali" po okolicy..

Od Magurki do Czupla była strefa śneigowo-błotna. Niebieski szlak po prostu "spływał" wodą pośniegową... masa błota, bagna, mało przyjemności z jazdy. Po kilkuset metrach wyglądałem już jakbym wskoczył do jakiejś błotnej mazi i się cały wytaplał.
Na szczęście na tym odcinku chwilowo poprawiła się widoczność, co umożliwiło wykonanie kilku fotek.


Widoki "spod Czupla" - na Hrobaczą...


...jezioro Międzybrodzkie oraz skraje pasma Leskowca...


oraz na Żar wraz z chowającym się za nim masywem Palenicy

Dalszy ciąg to omyłkowy zjazd niebieskim szlakiem. miałem jechać czerwonym / żółytym / zielonym ale pomyliłem oznaczenia.
Szlak do Suchego Wierchu jest całkiem fajny, później się robi... zdecydowanie nieprzyjemny. Ostre koryta zwózkowe przykryte grubą warstwą liści, małe możliwości objazdu tego rynsztoku.
Udało mi się tym razem zjechać najtrudniejsze fragmenty tylko po to, żeby przyglebić kilkaset metrów dalej, w kolejnej rynnie - o tyle niefartownie że chciałem stanąć i poprawić okulary, wypinałem nogę z SPD do podpórki i... dupa. nie wypięła się. Za to straciłem równowagę i przyglebilem traktując udo z jednej strony kamieniami, a z drugiej - wykręconą kierownicą. Ból niemiłosierny - do teraz mam w tym miejscu grubą na 1,5 cm bułę :/

Po zjechaniu z niebieskiego BARDZO ucieszyłem się na widok asfaltu. stanąłem na chwilę dając odpocząć rękom, w międzyczasie patrząc się na... zupełnie wyczilautowaną krowę


Milka Chill Out

W Czernichowie przy obmyślaniu planu dalszej wycieczki miła rozmowa z "lokalsem", który odradził mi prób wjazdu niebieskim szlakiem na Jaworzynę (dzięki Ci), i zasugerował żeby jednak jechać od strony Żaru i wykorzystać asfalt.
Powiem szczerze - to był dla mnie najgorszy podjazd w tym roku. Z jednej strony już trochę zmęczony, z drugiej - obolały, bo ból nogi nie ustępował, a z trzeciej - na dobrym asfalcie opony tak pięknie się wgryzały w podłoże, że pozbawiały mnie siły do jazdy. W efekcie podjazd na Żar zajął mi blisko godzinę, w większości jadąc "z młynka".
Tuż przed zbiornikiem odbiłem w kierunku czerwonego szlaku, którym jednak nie pojechałem - skróciłem sobie odrobinę drogę, dając odpocząć nogom (pominęłem trawersem Kiczerę). Po jakimś czasie zaczęło mi się jechać znowu lepiej... po południu jesienny krajobraz dodatkowo urozmaicało fajne światło, wic było na co popatrzeć.
W którymś momencie ze zmęczenia / roztargnienia zsiadając z roweru przy tabliczce informacyjnej zapomniałem się rozejrzeć czy mam gdzie zsiadać. Efekt - gleba - ~2 metrowy lot w urwisko (tak tak, zsiadłem prosto w "otchłań" + parę metrów turlania się... na szczęście nic się nie stało - gleba zamortyzowała upadek :)
Nie robiłem na tym odcinku fotek.. nie chciało mi się.
Czerwony szlak swoją drogą musiał być niedawno na nowo znakowany - świetne oznaczenia. Brawo dla okolicznego PTTK.
A i gdzieś na trawersie Cisowej Grapy.. jest fajna sekcja skalna na singlu, niestety ja tam musiałem się wypychać, ale z drugiej strony musi być całkiem ciekawym urozmaiceniem. Muszę tam wrócić w przyszłym roku:)

Przy Cisowej odbiłem na niebieski szlak w kierunku Jaworzyny - w planie przejechany do końca, aby zobaczyć jak wygląda to, czym miałem z Kubą zjechać pod koniec sierpnia.
Szlak jest świetny - do podjechania praktycznie w 100%, nawet w takich dzisiejszych, dość mokrych warunkach. Ciekawe widoki na Żar z tej mniej popularnej strony...


niebieski szlak na jaworzynę


zgaduj zgadula - co pod liśćmi hula?


widok na Żar z Jaworzyny


i na jeziorko poniżej:-)

Po kilkuset metrach od Jaworzyny dojeżdżamy do rozwidlenia żółty/ niebieski szlak. Łatwo przeoczyć.
Od tego miejsca szlak staje się mniej przyemny - przynajmniej z taką liściastą ściółką, bo nie bardzo wiadomo po czym się jedzie.
Głównie jest to typowa "zwózka", sporo kamieni, koryto. Szczerze mówiąc żółty szlak jest dużo przyjemniejszy do zjazdu, jednak niebieski oferował dzisiaj piękne kolory "w zamian" za niedogodności zjazdowe...


ze zdjęciem nie było nic robione - takie kolorki miały drzewa

dla zainteresowanych jeszcze tradycyjny track gps oraz profil trasy.



Dane wyjazdu:
43.32 km 33.00 km teren
04:45 h 9.12 km/h:
Maks. pr.:42.60 km/h
Temperatura:6.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1720 m
Kalorie: kcal

Żywieckie błotka

Sobota, 16 października 2010 · dodano: 19.10.2010 | Komentarze 5

Plan był inny. Weekend w Beskidzie Niskim, zlot forum EMTB... nie wypaliło. Brak czasu i problemy z samochodem zmusiły mnie do pozostania w okolicy.
W góry pojechałem wraz z Łukaszem (arepo@emtb), ujeżdżającym Duncona Amstaffa - hardtailowego Enduraka.

Wyjazd już tradycyjnie pociągiem o 7:18 z Tychów, spotkanie z Łukaszem w przedziale, wstępne zaplanowanie trasy - dojazd do Rajczy i w drogę.... do sklepu po zakupy :)
Swoją drogą - nie "zgubił" ktoś roweru podobnego do tego na fotce? Facet nie wyglądał raczej na zapalonego rowerzystę, poza tym - zostawienie sprzętu wartego kilka tysiaków pod marketem - nie przypiętego ani nic to też raczej nie jest oznaka że sprzęt mu ciężko przyszedł.


rowerek szuka właściciela?

Po chwili ruszyliśmy do Glinki, skąd rozpoczął się nasz właściwy atak - żółtym szlakiem na Krawców Wierch. Kubiesówka, mimo iż dostępna asfaltem, wcale nie należy do najłatwiejszych do zdobycia górek.
W tym miejscu - wielki podziw dla Łukasza, który mimo niesprzyjającej geometrii i przełożenia (22s30) dał radę się tam wtoczyć.


Pan Jezus upada, Dorian jedzie, Łukasz robi foty

Po drodze trafiamy na grupę turystów z okolic Tarnowskich Gór, którzy niestety do Krawców Wierchu muszą parkę swoich kolegów "donieść" bo się nawalili i niespecjalnie udawało im się poruszanie jakiekolwiek, nie mówiąc już o poruszaniu pod górę:)

Po chwili asfalt się kończy i zaczyna się jazda drogą szutrowo / kamienisto / glinną. Raz stromiej raz łagodniej, parę krótkich zjazdów. Ogólnie - przyjemnie.
Przed samą bacówką na Krawcowym ujawnia się jedna z charakterystycznych cech Beskidu Żywieckiego - gliniastość. Opony z rozmiaru 2,4 urosły do 2,7 , blokowały się w widełkach i traciły trakcję.


żółty szlak Glinka - Krawców Wierch

Na Krawcowym krótki postój, gorąca czekolada (paskudna - z tytki i rozwodniona!) i dalsza jazda szlakiem granicznym. Na Hrubej Buczynie ubieram ochraniacze i zaczyna się zjazd... który mi szczerze mówiac wyjątkowo słabo wychodził tym razem. Cały czas miałem wrażenie ślizgania się tylnego koła na mokrych korzeniach / kamieniach, co skutecznie zmniejszało moją przyjennośc z jazdy.


zjazd z Hrubej Buczyny

Do przełęczy Bory Orawskie zrobiliśmy kilka foto-pauz, to na skarpie, to na pseudo-north shore'ach (deskach ułożonych na bagnistych odcinkach szlaku).
W międzyczasie zdążyłem się zorientować że Arepo to w górach nie świeżak, i zjeżdżać potrafi... dużo szybciej ode mnie:)


prawie jak manual :-)


ochraniacze 661 Race wyglądają trochę jak część garderoby Imperialnego Szturmowca z Gwiezdnych Wojen


Łukasz na jednej z deseczek. Skubaniec ma dobrą technikę :)


ja też jakoś dawałem radę

Na przełęczy Bory Orawskie zjechaliśmy w dół - do strumienia, i do czarnego szlaku prowadzącego na Rysiankę. Zjazd do strumienia idzie wąską ścieżką i jest zakończony ścianką, której w sierpniu nie udało mi się zjechać, a w sobotę - udało mi się to zrobić dwukrotnie. Drugie podejście dlatego, że przy pierwszym była podpórka - więc się nie liczy :)


ścianka do strumienia


przygotowanie psychiczne do drugiego zjazdu

Po przejechaniu strumienia - oczywiście - Łukasz przejechał, ja stanąłem w połowie i się "podparłem" w wodzie:P dotarliśmy do czarnego szlaku, który zdecydowaliśmy się opuścić - kierowani mapą Cartomedii na której boczna droga prowadziła okrężną trasą na Rysiankę. W sumie to to był mój pomysł, i "na moich barkach" spoczywa wina...
... bo droga urwała się w pewnym miejscu, co zafundowało nam półgodzinny wypych na Trzy Kopce - a zdobywania tego szczytu mieliśmy uniknąć dzięki skrótowi..
Oczywiście trochę czasu straciliśmy, co przy dość krótkim dniu nie było bez znaczenia.

Z Trzech Kopców szybki zjazd, w czasie którego zdecydowaliśmy że jedziemy do schroniska na Lipowskiej zamiast na Rysiance - żeby oszczędzić czas.
W schronisku zamówiliśmy jedzonko - gulasz z ziemniakami (ja) i plackami (Łukasz). Co tu dużo gadać - gulasz dobry, ale porcje... no kurna, szanujmy się nawzajem, i jak przychodzi do stołówki dwóch zmęczonych turystów, to wypadałoby im dać taką porcję żeby przynajmniej poczuli że coś zjedli...
Dla kobiety na diecie - porcje w sam raz.

Po chwili decyzja - jedziemy. Zielonym trawersujemy zbocze Borucza i zjeżdżamy na Boraczą, robiąc znowu kilka foto pauz... oj nie szło mi to jeżdżenie.
Słaba praca przód / tył, opadanie przedniego koła na "stopniach" itp.
Swoją drogą - momentami to aż mi głupio było że gośc na sztywniaku mi odjeżdża z taką prędkością w dół... no ale cóz - Łukasz już lata jeździ, a dla mnie w sumie to dalej "pierwsze kroki" w górach.


pisałem już że Łukasz szybko zjeżdza?


zielony szlak - Lipowska - Boracza


momentami były nawet spokojniejsze fragmenty :)

Pod koniec zjazdu robiło się już ciemno i mocno mgliście. Szczerze mówiąc - dla prawie ślepej osoby to nie najlepsze warunki do jazdy po górach.
Bez zatrzymywania się w schronisku pojechaliśmy od razu szlakiem na górę Prusów, gdzie doczepił się do nas czarny zagubiony piesek... dostał ode mnie snickersa (wiem wiem, dla psów czekolada jest niezdrowa - ale chyba lepsza czekolada niż nic) i pojechaliśmy dalej.
Zjazd na lampkach, cały czas trzymałem się tyłu Łukasza który jechał pierwszy. Musiał się mocno ograniczać żebym za nim nadążał w tych warunkach...

... zjazd do Węgierskiej bez większych przygód. Szlak z góry Prusów wygląda na fajny do objechania w dzień, pewno kiedyś się tam jeszcze wybiorę.

Zakończenie wycieczki na PeKaPie - ja pojechałem do Tychów, Łukasz został w Rajczy.

Track GPS

ps. fotki - jak się łatwo domyśleć - w większości wykonywane przez Łukasza.




Dane wyjazdu:
47.80 km 32.00 km teren
04:05 h 11.71 km/h:
Maks. pr.:56.00 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1548 m
Kalorie: kcal

EMTB Beskid Mały

Niedziela, 10 października 2010 · dodano: 11.10.2010 | Komentarze 2

Wypad z ekipą z forum EMTB.pl
Oni jechali co prawda od Suchej Beskidzkiej, a ja od Andrychowa, jednak nasze drogi spotkały się na czerwonym dojazdowym na Leskowiec...

Ale od początku.
Wstałem dość późno, bo koło 8mej, przy planowanym wyjeździe na tą godzinę. Po prostu nie potrafiłem się zwlec z łóżka jakoś skluteczniej... w związku z tym do Andrychowa dotarłem dopiero o 10:10. 10.10.2010 :)
Obrałem sobie za cel Leskowiec - jako planowane miejsce spotkania, gdzie po męczącym (mnie) dojeździe asfaltem zaliczyłem klasyczny "wypych" czarnym szlakiem. Swoją drogą - zamiast odbić w pewnym miejscu na "serduszkowy" który umożliwa łagodniejsze zdobycie tej wysokości, bez konieczności wypychania, to ja dalej na upartego cisnąłem czarnym.
No cóż - dopiero po 12 wdrapałem się na groń gdzie trafiłem na obchody Dnia JP... w sensie Jana Pawła:) Masa ludzi. Na szczęście przyjechałem jeszcze w czasie gdy msza trwała w najlepsze więc udało się zjeść okrutnie drogą kiełbaskę z grilla (8,50!) nie czekając w półkilometrowej kolejce.
Po chwili odpoczynku zjechałem czerwonym szlakiem do ekipy EMTB, osiągając przy tym zawrotną prędkośc 46,8 km/h :)

Po przywitaniu się nie pozostało nic innego jak tylko "w tył zwrot" i rozpoczęcie ponownego podjazdu na groń tym razem z drugiej strony.
Tam odpoczynek, dla mnie już drugi w przeciągu chwili, i jakoś tak czas zleciał ze dopiero przed 3 ruszyliśmy z Leskowca w kierunku Kocierzy.


ostatnie metry podjazdu na Leskowiec - na 1 planie Magik, w tle Beata i Kondi

Po mozolnych podjazdach w koncu przyszła chwila zabawyna zjęździe z Leskowca. Natłok turystów przeszkadzał tylko w minimalnym stopniu, bo bardzo grzecznie się odsuwali i nawet pozdrawiali :)


zjazd z Leskowca - Kondi

Jako że odcinek Leskowiec - Kocierz to klasyczny trawers, to i podjazdów nie brakuje. Ewidentnie widać tu przewagę fulli z mniejszym (poniżej 160mm:D) skokiem / regulowanym skokiem nad większymi i cięższymi klasycznymi endurakami:)


Mentos klasycznie na podjazdach w czołówce


Kondi i Beata również nie odpuszczają

Na Łamanej Skale krótki odpoczynek, i chyba jedyna fotka widokowa którą dzisiaj zrobiłem - jakoś nie było ani widoczności, ani specjalnie okazji...


widoczek z Łamanej Skały

Dalej zjazd mijał całkiem miło aż do momentu, w którym Kartonier nie stwierdził że sobie podskoczy... i lądując urwał hak, pokrzywił szprychy, przerzutkę i łańcuch. A to wszystko prawdopodobnie nie zahaczając przy lądowaniu o żaden kamień :)


mielonka

Po krótkiej chwili rower był już złożony i na chodzie. z pomocą przyszedł "standardowy hak przerzutki" , kombinerki oraz kamyki, liście itp :) Przerzutka wyprostowana...
Przy okazji okazalo się że kaseta też się zleksza odkręciła, ale po ściśnięciu mocnym koła już nie przeszkadzała.
Karton jechał dalej:)

Na ostatnim fragmencie zjazdowym przed Kocierzą - z Potrójnej, trafiliśmy na dwójkę turystów i jednego debila. Debila, bo stwierdził że jest słupem soli, i stanął na środku szlaku, a my wszyscy musieliśmy go omijać... co na luźnych kamieniach wcale nie musiało się udać :) Najwyraźniej szpanował przed 2 kobietami w jego wieku swoją "intelidżencją". Szkoda gadać...
Najwyraźniej nie miał wyobraźni na tyle, żeby sobie uzmysłowić co może z nim zrobić ~100 kg uderzające przy prędkości ~30 km/h. Ja miałem plastiki i kask, a on??

Na Kocierzu krótki popas i rozterki czy jechać dalej.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się ruszyć dalej (plan zakładał jechanie czerwonym / niebieskim / żółtym i zjazd do drogi na Żywiec). Ja pojechałem do szczytu "Wielka Góra" i zdecydowałem się wracać - sciemniało się, a wizja kilkunastokilometrowego powrotu asfaltem do Andrychowa po ciemku średnio mnie cieszyła.
Po zjechaniu na Kocierz zakładanie światełek i dalej - w dół zielonym... świetnie mi się zjeżdżało, powiem szczerze :) przydałaby się jeszcze czołówka, ale i tak na tym odcinku w zasadzie miałem podobne tempo jak przy świetle.
Po dojechaniu do asfaltu zjazd do Andrychowa i koniec weekendu rowerowego...

Track GPS



Dane wyjazdu:
52.80 km 30.00 km teren
04:15 h 12.42 km/h:
Maks. pr.:47.90 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1472 m
Kalorie: kcal

Żywieckie klimaty

Sobota, 9 października 2010 · dodano: 11.10.2010 | Komentarze 8

Jako że pogoda dopisuje, a rowerek został "uzdatniony do jazdy" to zaplanowałem na sobotę wycieczkę w Beskid Żywiecki - w okolice gdzie ostatnio urwałem przerzutkę, i nie spełniłem swojego "podbojowego" obowiązku.
Niestety, konduktor przyszedł i oznajmił że pociąg dalej niż do Rajczy nie jedzie, dalszy transport możliwy jest tylko autobusem co mi nieszczególnie pasowało, więc zdecyodwałem się zmienić plany.
Ruszyłem razem z poznanymi Mariuszem i Tomkiem z Milówki w stronę Hali Boraczej zielonym szlakiem, przebiegającym w rejonie aktywnego osuwiska na wzgórzu Prusów.
Szlak dosyć ciekawy, podjeżdżalny w 95%, z fragmentami ostrego wypychu przy ściankach oraz tuż przed samym schroniskiem


polanka na zielonym


jesień w górach jest piękna... szkoda tylko że dzień taki krótki!


podjazd częściowo wiedzie fajnym singletrackiem. niestety - taki odcinek jest dość krótki i zakończony wypychem.

Na Hali Boraczej zrobiliśmy krótki postój, ja skróciłem łańcuch o jedno ogniwo i się przebrałem w trochę bardziej przewiewne ciuchy (czytaj: zdjęłem zimowe spodnie accenta z windstopperem które grzały niemiłosiernie).
Udało mi się też chłopaków przekonać że zjazd czarnym i podjeżdżanie na Słowiankę nie jest ciekawą opcją, i że lepiej zrobią jak pojadą ze mną na Rysiankę :)


tuż za Boraczą


na dole schronisko


krótki odpoczynek na skrzyżowaniu szlaków pod Redykalnym

W okolicach Lipowskiej na płaskim fragmencie udało mi się zaliczyć OTB. Gleba i kamienie dobrze zamortyzowały upadek, jednak skutki odczuwałem już do końca wycieczki. Na Rysiance poza krótkim odpoczynkiem i sprawdzeniem zjazdu na Słowiankę skorzystałem z uprzejmości właścicieli schroniska i się trochę "opatrzyłem".
Widoki były niestety dosyć średnie - niby było widać Tatry, ale przejrzystość powietrza była raczej przeciętna.


shit happens


w oddali widać szczyty Tatr


a nieco bliżej - rysuje się sylwetka Babiej Góry

Dalsza część to zjazd czerwonym szlakiem trawersującym Romankę do Słowianki. Szlak urozmaicony i ciekawy, ogólnie nie jest trudny ale ma parę ciekawszych fragmentów - jedną ściankę i jedną sekcję z "telewizorami" którą udało mi się przejechać... no prawie do końca, bo podjechać pod ostatnie odbiorniki RTV mi się nie udało :)


jeden z fajniejszych fragmentów na czerwonym


jak widać - zaopatrzyłem się w ochraniacze kolan. Szkoda że nie mieli akurat w sklepie łokciowych:-)


Tomek na zjazdach nie odpuszczał.


ścianka - jedyny fragment w Beskidach z Łańcuchem, poza Babią Górą. Na chwilę obecną - dla mnie niezjeżdżalne, ale może za rok...


a takie coś lubię :) trochę dużych kamieni, można się pomęczyć ciekawie

Dalszy fragment czerwonego szlaku nie był już taki fajny - szeroka droga poorana zwózką drzew i ostatnimi ulewami. Ogólnie - bez tragedii, ale na pewno zjazd tedy nie sprawia specjalnej przyjemności.


Mariusz i Tomek przy małym strumyczku


zjazd w bagienku


Mariusz zjeżdża w kierunku Słowianki

W schronisku na Słowiance zrobiliśmy sobie postój. Słońce chyliło się ku zachodowi, wiatr się wzmagał no i temperatura spadała, więc po chwili zdecydowaliśmy się kontynuować wycieczkę czerwonym w kierunku Węgierskiej Górki.
Początkowo pchaliśmy tak szybko, że nie zauważyliśmy odbicia szlaku, co zaowocowało wepchnięciem na jakąś górkę, krótką foto-sesją, naradą i zjazdem do czerwonego. Udało się go szczęsliwie znaleźć - okazało się że to singiel w trawach - rewelacja! A przynajmniej byłaby rewelacja, gdyby nie parę dziur-niespodzianek i ogólnego zarośnięcia szlaku.
W kazdym razie - jechało się tam bardzo przyjemnie i naprawdę polecam ten fragment, chociaż trzeba się liczyć z obiciami od gałęzi.
Tuż przed końcem singla udało mi się po raz drugi wyglebić, ale tym razem nie byłem sam - w tym samym miejscu Tomek zaliczył swoją jedyną glebę w ciągu dnia :)

Dalej już było z górki. Dośc dobra droga, szybkie zjazdy... po dotarciu do węgierskiej Pizza w pizzerki Przystanek (dobra! polecam!) i powrót pekapem do domu:)


polanka nad Słowianką - jesli tu dojedziesz, to znaczy że zabłądziłeś :)


pamiątkowa fotka


?


i ostatnia fotka - widokówka z tego dnia...

Track GPS

track nie obejmuje dojazdu do PKP w Tychach - podobnie jak profil!
v-max teren 46,8 km/h



Dane wyjazdu:
33.86 km 28.00 km teren
01:58 h 17.22 km/h:
Maks. pr.:47.10 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:150 m
Kalorie: kcal

rozjazd po dłuższej przerwie

Czwartek, 7 października 2010 · dodano: 07.10.2010 | Komentarze 0

rozjazd "przed górami"... dłuższa przerwa spowodowana urwaniem haka. Na szczęście firma z Izraela (sic!) wyjątkowo szybko się uwinęła z realizacją zamówienia, i mam już hak + zapas u siebie.

dzisiejsza wycieczka - na hałdy na murckach, tam trochę pojeździłem, zaliczyłem najtrudniejszy możliwy podjazd, po czym ze znajomym szukaliśmy (i znaleźliśmy) trasę FR na Wzgórzu Wandy.
całkiem ciekawa, szkoda że taka płaska :/
Kategoria 0-50 km, z kims, z Radkiem


Dane wyjazdu:
0.01 km 0.01 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Babia Góra - "na chodzonego"

Niedziela, 3 października 2010 · dodano: 04.10.2010 | Komentarze 3

Babia Góra miała być zdobyta w tym roku w mniej legalny sposób, jednak się nie udało - może i dobrze, bo po zdobyciu szczytu piechotą stwierdzam że nie potrafię jeszcze na tyle dobrze jeździć, żeby z Diablaka do przełęczy Brona zjechać, a jesli miałbym tego nie zjeżdżać - to daremne jest taszczenie tam roweru.

Szliśmy od Zawoi - Czatoże, bo nie chciałem ułatwień w postaci startu na poziomie 1000 m npm (Krowiarki), żółtym szlakiem który jest wręcz stworzony do rowerowania, i to bynajmniej nie takiego wymagającego nie-wiadomo-jakich sprzętów i stalowych nerwów.
mało kamieni, dosyć łagodne zjazdy, dobra widoczność i świetny stan szlaku. Jedno niebezpiczne miejsce na odcinku "singletrackowym" - przy osuwisku, nad małą przepaścią. Dosyć dobrze widoczne, więc wystarczy zwolnić do normalnego tempa i przejechać / przeprowadzić ostrożnie i będzie ok.

Z perspektywy rowerowej szlak przełęcz brona do schroniska jest praktycznie w 80% nie do podjechania, a do zjechania - no na dobrym fullu i z niezłą techniką dałoby się go zjechac. nie jestem pewien czy w 100% bo same zejście z przełęczy to ścianka w najczystszej postaci (ludzie bali się schodzić) prowadząca po kamiennych stopniach, no ale są tacy, którzy sobie z tym radzą :)

Sam odcinek z Brony do Diablaka "podjezdny" jest w około 2/3, co do zjazdu.. no na dzień dzisiejszy, to przy paru ściankach na pewno bym musiał schodzić. Sam szczyt z kolei wydaje mi się jeszcze względnie zjeżdżalny - co prawda są kamienie i jest stromo, ale wydaje mi się że jest możliwość wybrania ściezki zjazdu... na pewno trzeba mieć do tego opanowaną stójkę w miejscu :)

ok. koniec pisania, w końcu to nie rowerowanie. parę fotek:

















Dane wyjazdu:
55.74 km 20.00 km teren
03:55 h 14.23 km/h:
Maks. pr.:39.40 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1265 m
Kalorie: kcal

Fail w B. Żywieckim

Sobota, 25 września 2010 · dodano: 27.09.2010 | Komentarze 7

Miało być tak pięknie. Dobra pogoda w sobotę, ulewy w niedzielę... zarezerwowany nocleg na Rysiance i ambitne plany. W Sobotę okolice Rycerki, w niedzielę - Pilsko i co_tam_jeszcze_Bóg_da... niestety nie wyszło.

Sobotni pech zaczął się o 5 rano - miałem odwieźć mamę na autobus (jechała na grzybobranie), jednak samochód powitał mnie "flapem" w przednim kole, więc musiałem wziąć auto od ojca...

Po powrocie do domu i spakowaniu się pojechałem rowerem na dworzec PKP w Tychach, i korzystając z usług naszego wspaniałego przewoźnika dostałem się do Rajczy, po drodze poznając Michała (DUCKANDCOVER @ EMTB) z którym rozpoczęłem sobotnią trasę.
Początek był całkiem fajny - najpierw parę kilometrów do Ujsoł, następnie odbicie na czarny szlak rowerowy prowadzący szeroką drogą gospodarczą, trawersujący zbocza Muńcoła.
Sam szlak na wjazd nadaje się doskonale - dość dobrze wyrównany, niezbyt stromy - nachylenie podobne do podjzdu na Szyndzielnie z Dębowca


czarny szlak rowerowy

W pewnym momencie wydało nam się to zbyt łatwe. trafiliśmy na rozdzielenie dróg, w lewo odchodziła jedna pod kątem w górę, na wprost droga zdawała się opadać.
Wybraliśmy - zgodnie z ZZDG (zasadą zawsze do góry) drogę idącą w górę zbocza... no i zboczyliśmy ze szlaku.
Podjazd - na Canyonie go "ogarniałem", ale wiem że na Terrago bym go nie wjechał. Trudno, kamieniście, droga przeorana.
najlepsze fragmenty wyglądały tak, jak na poniższych zdjęciach...

Podjezdżający Michał

Niedaleko za zakrętem droga się urywała

pełen spokój :)

Po chwili droga zamieniła się w zarośniętą, ledwo rozjeżdżoną ścieżkę, którą dość trudno się podjeżdżało... no i nie nie oszczędzała ona utrudnień.
Najpierw zwalone drzewa, a później - praktycznie całkowity koniec ściezki, jakieś szlaki wydeptane przez zwierzęta i tyle... no ale - zgodznie z założeniami jechaliśmy / szliśmy do góry, trafiając ostatecznie na zielony szlak


nie wszędzie dało się przejechać

Po zjechaniu do przełeczy Kotarz zaczyna się podjazdo-pchanie na Wiertałówkę. Dość stromo + luźne podłoże utrudniają jazdę, a tam gdzie dąło się jechać Michał zrywa dwa razy łańcuch.
Kiedy w końcu osiągamy Wierałówkę trafiamy na krótki zjazd, tuż przed wspinaniem na Rycerzową. Nieopatrznie przejeżdżam przez leżące gałęzie i urywam hak przerzutki...
chociaz powiem szczerze - przejechałem w tym roku Giantem przez wiele gorszych paści, i nie wydaje mi się żeby ten hak miał prawo się tam złamać..


urwany hak = nieprzewidziane skrócenie wyjazdu

Po chwili namysłu i puszczeniu kilku wiązanek obrażających niemiecką myśl techniczną zdecydowałem się na zrobienie single speeda. A raczej double speeda, jak się okazało w praniu:)

Podjazd na Małą Rycerzową początkowo robiłem na przełożeniu 2-4, ale wkróte okazało się że dostępne mam jeszcze 1-7 więc nie było tak źle.
jedynie łąkowy odcinek zdecydowałem się wypychać rower, szczególnie że Michał po skróceniu łańcucha o 2 ogniwa też musiał pchać pod górkę, bo nie mógł korzystać z największych zębatek.
Po chwili trafiliśmy na halę Rycerzową. Niestety widoki nie powalały, ale zjazd do schroniska, w którym akurat odbywała się jakaś msza był całkiem fajny.
Zapomniałem po "wspinaczce" odblokować skok w Talasie, co mi zrobiło małego stracha tuż przed schroniskiem gdzie niespodziewanie trafiliśmy na dość stromą skarpę :)


Zjazd na Halę Rycerzową

Po dłuższym niż planowany postoju (kolejki w schronisku) zdecydowaliśmy się zjechać żółtym szlakiem na przełęcz Glinne, skąd ja odbijałem zielonym w kierunku Rajczy, A Michał jechał dalej swoją trasę szlakiem granicznym... Jak się okazało - mogłem jechać z nim, bo na trawersach jakoś bym dał radę, a podjazdy i tak były bardziej do wypychania aniżeli do wjeżdzania.
Pamiątkowe foto singlespeeda i zjazd do Rajczy.
Swoją drogą - żółty z Rycerzowej jest całkiem ciekawy. Początkowo stromy singiel, na którym trzeba uważać, później trochę się droga poszerza i robi się łatwiej.

pamiątkowy fot singla

Podczas zjazdu zielonym zdecydowałem się w końcu przełożyć klocki hamulcowe - na przodzie miałem przez większość wycieczki spiekane Accenty, które zdecydowanie się nie sprawdzały - niesamowicie się nagrzewały, a hamowały niezadowalająco. Po zmianie na A2Z sytuacja się trochę poprawiła.

Hak przerzutki juz poklejony i założony, następny właśnie zamawiam. Zapas jednak musi być:)
Dzisiaj przyszła tez zamówiona kierownica, a więc i rower mogę zacząć przerabiać pod swoje potrzeby.
Swoją drogą - zapraszam na moje aukcje ze sprzętem rowerowym, może ktoś coś znajdzie dla siebie:) Link do aukcji

Zdecydowałem się jednak sprzedac Formuły Oro. Szkoda mi strasznie tych hamulców, bo świetnie się sprawdzały, jednak raz - nie pasują kolorystycznie do roweru, dwa - mam za krótki tylny przewód hamulcowy i przy konkretniejszej glebie mógłbym go wyrwać.

track GPS (obejmuje tylko część górską)



Dane wyjazdu:
30.20 km 15.00 km teren
01:32 h 19.70 km/h:
Maks. pr.:36.90 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

po okolicznych lasach

Czwartek, 23 września 2010 · dodano: 25.09.2010 | Komentarze 0

Kategoria 0-50 km, z kims


Dane wyjazdu:
33.53 km 18.00 km teren
01:42 h 19.72 km/h:
Maks. pr.:56.20 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal

poweekendowy rozjazd

Wtorek, 21 września 2010 · dodano: 21.09.2010 | Komentarze 0

tak żeby nie zardzewieć, i pomóc ustawić znajomemu sprzęt który ode mnie odkupił...
traska do Katowic na hałdy, gdzie udało mi się przyprawić o "opad szczęki" bikera na wylajtowanym sztywniaku do XC kiedy podjechałem najbardziej stromy podjazd na tym terenie - jakieś 40-45 stopni nachylenia?

ogólnie, fajnie było.
następny nawrócony na fulle :-)

Dane wyjazdu:
45.30 km 38.00 km teren
04:25 h 10.26 km/h:
Maks. pr.:53.20 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2152 m
Kalorie: kcal

Barania Góra z Szczyrku przez Klimczok

Sobota, 18 września 2010 · dodano: 19.09.2010 | Komentarze 6

W końcu udało mi się zrealizować parę moich "małych celów" w Beskidzie Śląskim - zjechać czerwonym z siodła Klimczoka na Karkoszczonkę (tym razem się nie zgubiłem), przejechać ponownie trawers Beskidu idący czerwonym szlakiem, oraz - co chyba najważniejsze - zdobyć Baranią Górę.
track gps
Ze Szczyrku ruszyłem stosunkowo późno, bo około 10, co przełożyło się na późniejsze "gonienie", bo wiedziałem że od Skrzycznego Baranią będa atakować K4r3l z dziewczyną. Miałem nadzieję złapać ich w okolicy Malinowskiej Skały, niestety - nie udało się, i spotkałem się z nimi dopiero na Baraniej.
Ale nie uprzedzajmy faktów...
Podjazd na Magurę poszedł mi zdecydowanie lepiej niż dnia poprzedniego. Przyzwyczaiłem się już trochę do roweru, poza tym nawet te piątkowe kilkanaście kilometrów w górach trochę mnie rozruszało po blisko miesięcznej bezczynności.
Po zdobyciu Magury szybko zjechałem do siodła Klimczoka i od razu skierowałem się na czerwony szlak, tym razem uważnie patrząc na znaki aby go nie zgubić... okazało się że go po prostu przegapiłem - czerwony odchodzi w prawo wąskim singlem przez trawy,a w piątek pojechałem prosto w dół.
Sam ten odcinek singlowy był dla mnie średnio przyjemny. Było ok, do momentu kiedy nie zatrzymałem się aby zrobić parę fotek - przez kolejnych kilkadziesiąt metrów nie umiałem wsiąść na rower i nabrać tempa, bo szlak prowadzi po korzeniach wyciętych drzew, których pokonanie wymaga nabrania jakiejś prędkości...
po wjeździe w las było przez chwilę przyjemnie, po czym szlak zmienia się w koryto zwózkowe - najlepiej objechać lewą stroną po korzeniach - całkiem przyjemny zjazd.
Na Karkoszczonce zatrzymałem się na herbatę i uzupełnienie wody, której jakoś wyjątkowo mało zabrałem tym razem(podobnie jak i jedzenia).
Dalsza część na Salmopol minęła całkiem przyjemnie. Czerwony trawers odbijający przed Beskidem to jeden z fajniejszych singli w tej części Beskidu Śląskiego", niezbyt wymagający, przyjemny... Dość trudny na trasie jest podjazd na Kotarz, ale ogólnie udało mi się pokonać odcinek do przełęczy Salmopolskiej w 100% w siodle, chociaż niektóe podjazdy musiałem brać "na kilka razy" bo nie wyrabiałem kondycyjnie.
Przy okazji okazało się że Canyon w połączeniu z Talasem z możliwością skrócenia skoku do 110 mm rewelacyjnie podjeżdża, i jedyne co ogranicza możliwości terenowe tego roweru to moja kondycja..
Na Salmopol dotarłem po ok 1,5 godzinie, krótka przerwa na placki i wjazd na Malinów. Znowu - masakra, ciężko było jechać, ale wolałem jechać niż pchać... może z 20 metrów musiałem "cisnąć" ale ogólnie i tak jestem z siebie zadowolony.
Od tego miejsca w sumie szlak staje się trochę nudny - tylko kamienie, cały czas praktycznie otwarta przestrzeń i takie w sumie... nudy. W pamięc mi zapadła w zasadzie tylko jakaś kałuża, koło której chciałem przejechać a wbiłem się w mega-głębokie błoto i udało mi się "zamknąć" przedni amor...
kolejne ciekawsze miejsce to Zielony Kopiec. Dość trudny podjazd, stromy i kamienisty. W jednym miejscu (na fotce) skapitulowałem i prowadziłem kilkadziesiąt metrów.
Na Magurkę Wiślańską też podjeżdżało się dość trudno, ale z tego co pamiętam udało się ją zrobić "w siodle"... Ostatni zjazd i Barania... no co tu dużo gadać - rejon wygląda jak miejsce katastrofy ekologicznej. uschnięte drzewa, jakieś chore rośliny... no smutny widok generalnie.
Sam szlak na Baranią był zawalony drzewami, gdzie trzeba było przenosić rower. Ostatni męczący podjazd na szczyt... no i w końcu satysfakcja ze zdobycia. Na wieży widokowej spotkanie K4r3la z dziewczyną, podziwianie widoków... ale nie za długie, bo wiało zimnym wiatrem :)
Pamiątkowe foto i powrót..
Ja swoim zwyczajem pomyliłem szlak, zaczęłem zjeżdżać niebieskim do Wisły, na szczęście zostałem szybko przywołany do porządku :) Swoją drogą to zabawne że nie zorientowałem się że nie podjeżdżałem po żadnej ściance i chciałem dalej jechać tamtędy :P
Ogółem zjazd i podjazd na Magurkę Radziechowską minął na rozmowach i cykaniu paru pamiątkowych fotek.
Po rozdzieleniu dojechałem do szczyty Gaiki, gdzie zdecydowałem się odbić jednak żółtym w dół i na drogę biegnącą poniżej Malinowskiej Skały i Malinowa na Salmopol. Nie miałem już za wiele czasu, a słońce już chyliło się ku zachodowi.
Po parudziesięciu minutach byłem już na Salmopolskiej, gdzie z wielkim żalem skierowałem się na żółty szlak, jako jedyny który choć w części prowadzi terenem z tego miejsca...
no - co tu dużo gadać, długi to ten zjazd "W terenie" nie był, ale nawet miejscami dosyć trudny :) Dobre zwieńczenie dnia.
Po chwili byłem już przy samochodzie, otrzepywanie błota i do domu...
dist: 45.3, v-max teren 49.1 km/h, przewyższenia - 2152 metry.


Widok z podjazdu na Magurkę... zapowiadała się niezła pogoda :-)

czerwony szlak z Klimczoka na przełęcz Karkoszczonkę.. Byłoby nieźle, gdybym się nie zatrzymał na fotki:-)

i jeszcze jedno spojrzenie na czerwony - część niekorzenista:)

a tutaj już czerwony szlak trawersujący szczyt Beskidu... polecam!

rzut okiem "za siebie" - a tam Skrzyczne :)

fragment na Zielony Kopiec dość trudny do podjechania - na upartego da się, ale ja podchodziłem

panorama na Beskid Żywiecki

A tutaj już widok na Beskid Mały i Makowski...

Okolice Baraniej Góry - można doła złapać od samych widoków...

Ostatnie opady i wiatry zafundowały na trasie też "parę" urozmaiceń.

Widok z Baraniej Góry na Beskid Żywiecki..

.. i pamiątkowa fotka z K4r3l'em :)

Zjazd z Baraniej - K4r3l z dziewczyną "dostają po rękach" ;-)

mi się zjeżdżało trochę wygodniej :)

Canyon na tle Wisły